Przegląd szkół
A może pójdziesz na studia kosmetologiczne?Rok dłużej niż studium ale zdobędziesz więcej informacji i doświadczenia. Ja ukończyłam Wyższą Szkołę Zawodową Pielęgnacji Zdrowia i Urody w Poznaniu. Jestem z niej bardzo zadowolona. Od jakiegoś czasu jest też oddział w Gdyni. Oto namiar:

Wydział Zamiejscowy w Gdyni
ul. Chylońska 210, 81-007 Gdynia

Wszelkich informacji udziela sekretariat:
tel. 058 781 76 16.

Może się Ci przyda

     

  Matura 2007
Już chyba wcześniej się chwaliłam, ale powtórze raz jeszcze. Od października studentka kosmetologii w Wyższej Szkole Zawodowej Pielęgnacji Zdrowia i Urody w Poznaniu Podobnie jak Falcona - idę sama, mam nadzieję, że dziewczyny będą normalne i nie będą wyglądać jak laleczki barbie, co jest bardzo prawdobodobne, niestety.

  spotkanie ze stylistką Agnieszką Baumann
rezydium Samorządu Studentów z okazji

DNIA KOBIET

serdecznie zaprasza

8 marca 2007 r.

na spotkanie ze stylistką Agnieszką Baumann,

autorką programu "Piękny Obiekt Pożądania"

W programie (poniżej) przewidzieliśmy również wiele innych atrakcji.

Partnerzy:

- Perfumerie Sephora

- Wyższa Szkoła Zawodowa Pielęgnacji Zdrowia i Urody w Poznaniu

- Studio Zdrowia Rolletic Club
- Salon Uroby Hair&Body Beverly

- Polskie Towarzystwo Ginekologiczne

Program:
10.00 - 11.30 - wykład na temat uniwersalnych, a także bieżących trendów w modzie i makijażu, prowadzony przez stylistkę i autorkę programu „Piękny Obiekt Pożądania” Agnieszkę Baumann.

11.30 - 13.00 – przerwa w wykładzie, podczas której odbędzie się pokaz ubiorów zaprojektowanych przez studentkę WSNHiD, a także pokaz tańca w wykonaniu studentów WSNHiD.

12.00 - rozstrzygnięcie konkursu fotograficznego (informacje o konkursie poniżej).

13.00 - 15.00 - II część wykładu połączona z zajęciami praktycznymi, prowadzona przez Panie Agnieszkę Baumann i Martę Ohde-Kaczyńską.

Ponadto otwarta zostanie aleja „Zdrowia i Urody”, gdzie zapoznać się będzie można z ofertą partnerów przedsięwzięcia.

  Studia kosmetologiczne
czesc czy ktos moglby napisac mi cos o studiach kosmetologicznych? chcialabym na takie pojsc. Ktore przedmioty sa wazne, jakie doswiadczenia przydatne???
(chetnie tez porozmawiam z kims osobiscie, jesli jest z Czestochowy i moze podzielic sie doswiadczeniami w tym zawodzie)
sonko@autograf.pl



hej, ja studiuje kosmetologie w Wyższej Szkole Zawodowej Pielegnacji Zdrowia i Urody w Poznaniu, jestem zadowolona, choć studia nie naleza do łatwych, jeśli chodzi o trudniejsze przedmioty to moge wymienić anatomie, histologie i chemie, mam nawet w grupie kolezanki z okolic Czestochowy

     

  Studia kosmetologiczne
Gagi napisał/a:
czesc czy ktos moglby napisac mi cos o studiach kosmetologicznych? chcialabym na takie pojsc. Ktore przedmioty sa wazne, jakie doswiadczenia przydatne???
(chetnie tez porozmawiam z kims osobiscie, jesli jest z Czestochowy i moze podzielic sie doswiadczeniami w tym zawodzie)
sonko@autograf.pl

hej, ja studiuje kosmetologie w Wyższej Szkole Zawodowej Pielegnacji Zdrowia i Urody w Poznaniu, jestem zadowolona, choć studia nie naleza do łatwych, jeśli chodzi o trudniejsze przedmioty to moge wymienić anatomie, histologie i chemie, mam nawet w grupie kolezanki z okolic Czestochowy



mysle z eta osoba juz skonczyła ta szkołe bo ten post jest z 2003 roku

  1
Hejka Madziu musze przyznac ze Wyższa Szkoła Zawodowa
Pielęgnacji Zdrowia i Urody w Poznaniu
zrobila na mnie ogromne wrazenie w sumie 500 zl / miesiecznie to troche duza kwota ale mysle ze szkola warta jest swojej ceny !!
tylko ja jeszcze musialabym sobie znalesc jakies miejsce do spania w weekendy ;( co dodatkowo mnie obciaza kosztami
ale bardzo spodobalo im sie to co przeczytalam na stronie i chyba zaczynam dokladac pieniazki na szkole
dzieki za linka

aha czy bedziesz sie moze wybierala na dni otwarte ?? zeby zobaczyc sobie ta szkole jak tam jest ??
w sobotę, 29 maja 2004 o godz. 12:00

pozdr. CaRi

  1
ja skończyłam Wyzsza Szkołę Zawodową Pielęgnacji Zdrowia i Urody w Poznaniu i jestem zadowolona.Duzo jest teorii ale to wyjdzie tylko na plus.Teraz kontunuuje nauke na Akademii Medycznej w Bydgoszczy (kierunek zdrowie publiczne,specjalność kosmetologia) - niestety zaocznie bo dziennych nie ma,ale tez jest ok.Do tego porobiłam sobie kursy zeli itp.

P.S.dla Akszeinga- anatomia to rzeczywiście masakra, ale poczekaj na chemie albo immunologie-tam sie sypią komisy i warunki.Chociaz moim zdaniem wszystko do nauczenia-miesiąc w tą czy w tamtą:)

  1
U mnie na pierwszym roku była masakra ,teraz jestem na trzecim roku w Wyższej Szkole Zawodowej Pielęgnacji Zdrowia i Urody w Poznaniu. Na pierwszym roku miałam najtrudniejsze przedmioty.Wiele dziewczyn odpadło.Jak później powiedzieli wykładowcy, wszystko było celowe bo chcieli zatrzymać dziewczyny które się rzeczywiście nadają a te które przyszło do szkoły z myślą o np. tylko malowaniu paznokci itp odrzucić.

  1
We tym roku kończe kosmetologię w Wyższej Szkole Zawodowej Pielęgnacji Zdrowia i Urody w Poznaniu.Następnie chcę iść na studia magisterskie na promocję zdrowia lub pedagogike zdrowia.Do tego planuje w wakacje zrobić kurs paznokietkowy metodą żelową 5 .W dalszych planach mam jeszcze jakąś szkołe wizażu lub masażu.

  1
Hej!
Jestem absolwentką Wyższej Szkoły Zawodowej Pielęgnacji Zdrowia i Urody W Poznaniu.Mam zamiar dalej się uczyć, jednakże mgr kosmetologii mogę uzyskac jedynie w Łodzi.W Poznaniu jest tylko kierunek Promocja Zdrowia a co do uzupełniających z kosmetologii to maja jakieś plany ale nie wiedomo kiedy otworzą(wiem tylko,że będą trwać 2,5 roku).Jeśli chodzi o wypowiedź Kasiui23 to pierwsze słyszę,że po 2 latach studium mozna od razu przejść na 3 rok licencjata. Z tego co wiem to dziewczyny po studium musiały zaczynać naukę od 1 roku ze względu na duże rozbieżności programowe(a raczej niedobory ).Miałam dziewczynę po studium w grupie i ona mogła sobie tylko niektóre przedmioty przepisać.
Ze szkoły jestem zadowolona,duze sie nauczyłam w teorii i praktyce.Tym którzy się tam wybierają życzę powodzenia. Pozdrowionka

  studia kosmetologiczne
Oczywiście szkoła w Poznaniu (Wyższa Szkoła Zawodowa Pielęgnacji Zdrowia i Urody) oraz jej filie w Szczecinie i Gdyni (studiuję na I roku właśnie w Gdyni) Szkoła na wysokim poziomie, mimo że prywatna, to nie ma tam taryfy ulgowej.
www.uczelniakosmetyczna.pl

  Kosmetolodzy poszukują pracy
Kosmetolodzy poszukują pracy w zawodzie. W 2007 roku ukończyliśmy studia licencjackie na kierunku kosmetologia. Jedno z Nas w Wyższej Szkole Zawodowej Pielęgnacji Zdrowia i Urody w Poznaniu, drugie w Olsztyńskiej Szkole Wyższej im. Józefa Rusieckiego na wydziale Zdrowia Publicznego o specjalności kosmetologia stosowana. Naszą pasją jest kosmetologia. Osoby chętne do podjęcia współpracy prosimy o kontakt pod numerem telefonu 509 325 202. Pozdrawiamy.
Barbara i Maciej

  1
ja mam tytul technika handlowca, ale obecnie bede studiowac kosmetologie na 3 roku w wyzszej szkole zawodowej pielegnacji zdrowia i urody w Poznaniu

  Ile na tym forum jest kosmetyczek?
Ja idę na drugi rok kosmetologi w Wyższej Szkole Zawodowej Pielęgnacji Zdrowia i Urody w Poznaniu .Mam pytanko do dziewczyn już wykfalikowanych.Czy podczas nauki któraś z was już pracowała,np. na pół etatu?

  1
Ja jestem studentką Wyższej Szkoły Zawodowej Pielęgnacji Zdrowia i Urody w Poznaniu.We wrześniu zaczynam, drugi rok:)

  1
wybieram sie w tym roku do wyzszej szkoly zawodowej pielegnacji zdrowia i urody i chcialam sie dowiedziec czy ktoras z was chodzila,chodzi a moze ma zamiar zaCZAC sie tam uczyc??
chcialabym poznac opinie na temat tej szkoly.

  1
Ja w pażdzierniku zaczynam drugi rok w Wyższej Szkole Zawodowej Pielęgnacji Zdrowia i Urody w Poznaniu w systemie zaocznym.Jeśli sama wybrałaś tę szkołe i naprawdę chcesz do niej chodzić to będzie ci się bardzo podobać 3 .Dobra rada na pierwszy rok:ucz się pilnie anatomii.

  Kosmetyczne mity i hity
Wiele cudownych właściwości kosmetyków to zabieg marketingowy. Często kupujesz tylko marzenia. Bądź czujna!

Kosmetyki odmładzające są nielegalne. Dlaczego? Bo prawo mówi wyraźnie: kosmetykiem jest preparat przeznaczony do zewnętrznego kontaktu z ciałem człowieka (i jego jamą ustną), którego podstawowym celem jest utrzymanie w czystości, pielęgnowanie, ochrona, perfumowanie lub zmiana wyglądu ciała.

W definicji kosmetyku nie ma miejsca na odmładzanie lub poprawianie pracy organizmu. Tym zajmują się leki. Zresztą przeważająca większość kosmetyków i tak tego nie potrafi.

Ba! Nie są nawet w stanie przeniknąć przez warstwę rogową naskórka o grubości setnej części milimetra. Zaraz, zaraz – w takim razie w jaki sposób wchłaniają się kremy? Cóż, po prostu się nie wchłaniają. To złudzenie. Tak naprawdę podczas rozsmarowywania kremu odparowuje z niego woda, a pozostałe składniki tworzą na powierzchni skóry cienką warstwę. A my żyjemy zadowoleni, że wszystko się wchłonęło – tak jak obiecywała reklama...

Czasami jednak to my, użytkownicy, tworzymy mit. Natomiast przemysł wciela go w życie. – Z obserwacji rynku i rozmów z różnymi firmami wiemy, że kosmetyki ochronne dla dziecka muszą być „ciężkie” – powiedziała „Przekrojowi” Katarzyna Pytkowska z Wyższej Szkoły Kosmetyki i Pielęgnacji Zdrowia w Warszawie. – Muszą zostawiać wyczuwalną warstwę, bo inaczej matka nie uwierzy, że pielęgnują i chronią. Podobnie jak preparaty do skóry suchej powinny mieć bardziej zwartą konsystencję. Są wtedy traktowane jako bardziej odżywcze, bogatsze.

Tymczasem konsystencja kremu i jego tłustość nie mają związku z faktycznym działaniem specyfiku! Czasem efekt może być przeciwny naszej intuicji. – Robiliśmy badania, porównując fatalny kosmetyk, który się lepi i jest tłusty, z takim, który – mówiąc potocznie – „się wchłania” – wspomina doktor Jacek Arct, rektor WSZKiPZ i prezes Polskiego Towarzystwa Kosmetologów. – Po pomiarach okazało się, że w przypadku tego tłustego w odbiorze kremu warstwa zostająca na skórze była o połowę cieńsza!

Czasami skuszony reklamą lub pogonią za nowością klient sięgnie po kosmetyk, który jest korzystny, ale dla producenta. Ot, choćby wprowadzane ostatnio musy, czyli specyficzny typ pian. Niby łatwo się rozsmarowują, lecz tak naprawdę chodzi o co innego – można w ten sposób sprzedać opakowanie w 70 procentach wypełnione azotem lub innym gazem. Podobną sztuką jest takie zrobienie kremu, żeby składniki tłuszczowe stanowiły 10 procent zawartości, ale żeby kosmetyk utrzymał odpowiednią konsystencję, sztywność i fakturę.

To jednak tylko takie małe oszustwa w porównaniu z prawdziwym robieniem ludzi w balona. Bo jak nazwać reklamy ogłaszające na przykład kolagen z rybich odpadów cudownym środkiem na wszystkie choroby (nie tylko skóry, ale także kości, dziąseł i stwardnienie rozsiane)? Albo żerowanie na ludzkiej niewiedzy i snobizmie jak w przypadku amerykańskiej firmy My DNA Fragrance? Wysyła ona klientowi zestaw do pobrania własnego DNA, które jest następnie odsyłane do siedziby sprzedawcy. Tam – jak zapewnia ogłoszenie – prowadzona jest analiza sekwencji genów kupującego. W ciągu siedmiu–dziesięciu dni komponowany jest na tej podstawie flakon perfum. Wszystko za 180 dolarów.

Po czymś takim naprawdę można stracić nadzieję, że za przemysłem kosmetycznym stoi jakakolwiek nauka. Na szczęście to mylne wrażenie. Stoi, i to całkiem poważna. Kosmetologia zaczęła się gwałtownie rozwijać w latach 70. ubiegłego wieku, kiedy poznaliśmy mikroskopową budowę skóry i kiedy dotarło do nas, jak skomplikowany jest to narząd. Biochemia naskórka mającego średnio milimetr grubości do tej pory nie została ostatecznie rozpracowana!

Jak działa natura?
Niektóre nowoczesne kosmetyki to efekt tysięcy lat eksperymentów z substancjami naturalnymi. Współcześni naukowcy wyjaśnili jedynie mechanizm działania starych metod. Dziś wiemy, że skóra Kleopatry kąpiącej się w zsiadłym oślim mleku była gładka i delikatna dzięki hydroksykwasom. Te związki działają jak delikatny peeling, złuszczając stary naskórek i pobudzając tworzenie nowego. Te same kwasy odpowiadały za efekty regularnie stosowanych maseczek z owoców lub okładów z wina.

Obecnie hydroksykwasy to standardowy składnik wielu kosmetyków. Podobnie sprawa ma się z ceramidami – lipidami wchodzącymi w skład zewnętrznej, rogowej warstwy naskórka. Organizm człowieka wraz z wiekiem może wytwarzać ich mniej. Ceramidy można jednak dostarczać skórze z zewnątrz. Poprawiają się w ten sposób stopień nawodnienia skóry, jej jędrność i sprężystość. Wiemy to dzięki chemikom i fizjologom, którzy potwierdzili intuicję naszych prababek. Okładały się one obfitującym w ceramidy... gotowanym szpikiem kostnym. Jedną z metod szukania nowych sposobów na piękno i urodę jest więc paradoksalnie grzebanie w starych recepturach i rozwiązaniach rodem z medycyny ludowej. Jednak to już nie wystarcza. Koncerny kosmetyczne chcą wydrzeć naturze sekrety, z których dotąd jeszcze nikt nie skorzystał. Szukają ich przy tym w najdziwniejszych miejscach. Przykład? Zeszłego lata badacze z francuskiej firmy Greentech produkującej składniki kosmetyczne wyruszyli na Grenlandię. Usiłowali znaleźć w arktycznym oceanie i śniegu nieznane gatunki glonów, które można by wykorzystać w przemyśle. Wszystko to za sprawą rosnącej popularności preparatów zawierających składniki pochodzenia morskiego.

Poznanie mechanizmu działania naturalnych substancji pielęgnujących może być etapem końcowym albo jedynie krokiem ku tworzeniu ich udoskonalonych wersji. – Natura była inspiracją do stworzenia ciekłych wosków, które obecnie zdominowały kosmetykę – mówi prezes Polskiego Towarzystwa Kosmetologów. – Od dawna było wiadomo, że rewelacyjne właściwości pielęgnacyjne ma wydzielina kupra ptasiego, substancja, którą ptaki wodne natłuszczają sobie pióra. Jej zastosowanie kosmetyczne było jednak minimalne. Jeszcze w latach 70. olej z kupra ptasiego produkowała jedna firma, w minimalnych ilościach i za straszną cenę. Rewolucja zaczęła się, gdy opracowano metody syntezy związków wchodzących w skład tego oleju. Tak powstały ciekłe woski stosowane dziś powszechnie w kosmetykach pielęgnacyjnych.

Kosmetyki z komputera
Oczywiście pomysłowość kosmetologów nie kończy się na podglądaniu natury. Ich ambicje i możliwości sięgają dużo dalej. To, jak może powstawać nowoczesny kosmetyk, pokazuje przykład koncernu Shiseido. Przed jego działem badawczym postawiono niedawno wyzwanie – rynek żąda nowego preparatu maskującego zmarszczki. Do roboty zabrał się najpierw zespół fizyków, speców od optyki. Za pomocą modelowania matematycznego ustalili oni, jakie własności powinna mieć powierzchnia optymalnego pigmentu. Następnie chemicy z Shiseido, eksperci od chemii ciała stałego, zsyntetyzowali taki związek. Kolejnym krokiem było stworzenie receptury kosmetyku zawierającego „komputerowy pigment” i przeprowadzenie testów. Udało się! Pokrycie skóry nowym preparatem sprawia, że zmarszczki stają się niewidoczne.

Swojego „naturalnego przodka” nie mają również sylikony, które można znaleźć w każdej kategorii kosmetyków. – To dzięki nim powstały szminki, które nie przechodzą na szklankę lub cudze wargi – śmieje się Jacek Arct. – Do szminki dodaje się pewną ilość lotnego sylikonu, który powoduje, że pod naciskiem kosmetyk daje się nanosić. Ale natychmiast po nałożeniu sylikon odparowuje i powstaje elastyczna powłoka.

– Lotne sylikony są także zamiennikiem alkoholu w dezodorantach i antyperspirantach – dodaje Katarzyna Pytkowska. – Nie powodują szczypania i nie wywołują uczucia chłodu.

Jednak w kosmetykach wykorzystuje się dużo bardziej zaawansowane materiały. – Proszę zgadnąć, co to jest. To do włosów – mówi chemiczka, podając pudełeczko z opalizującą mazią o konsystencji gęstego miodu. Strzelam: – Jakiś wosk? – To bardzo skomplikowany układ ciekłokrystaliczny, tak zwany dzwoniący żel – wyjaśnia. – Żel, który jest tak skonstruowany, że ma własności sprężyste. Jeśli uderza się w pojemniczek, to zawartość dźwięczy jak metal. Właściwie wszystkie woski fryzjerskie są dziś tworzone na podstawie tego układu. No, to już chyba przesada, po co komuś taki kosmiczny kosmetyk? Odpowiedź jest zaskakująco prosta: – Daje ten sam efekt co używane od lat brylantyny i woski, ale daje się łatwo zmyć z włosów.

Genetyk dba o skórę
Do tworzenia kosmetyków najnowszej generacji nie przyczyniają się jedynie chemicy i fizycy. Wiele odkryć to zasługa biologów oraz lekarzy pracujących nad nowymi specyfikami.

W listopadzie genetycy z firmy Procter & Gamble dobrali się do skóry grzybowi Malassezia powodującemu łupież. Rozpracowali jego geny, dlatego teraz dużo łatwiej będzie stworzyć preparaty rozbrajające mikroskopijnego łupieżcę. Już wytypowano kilka kolejnych celów, na przykład enzymy Malassezia niszczące białka i lipidy w warstwie rogowej naszego naskórka. Jeśli uda się je zablokować, skończy się koszmar osób, którym z włosów sypie się biały pył.

W sierpniu ubiegłego roku naukowcy z University of Iowa zaprezentowali światu zmodyfikowaną genetycznie kukurydzę wytwarzającą ludzki kolagen. Wystarczy wyizolować to białko z nasion. Jednak to niejedyna próba zmienienia jakiegoś organizmu w fabrykę kosmetyków. W listopadzie firma DermaPlus zaprzęgła zmodyfikowane drobnoustroje do produkcji keratyny. DermaPlus chce dodawać to białko do preparatów wzmacniających włosy i paznokcie.

Biolodzy mogą się wykazać nie tylko podczas produkcji, ale także na etapie testowania kosmetyków. W Unii coraz powszechniej respektuje się zakaz stosowania w kosmetykach składników testowanych na zwierzętach. Dlatego nowe produkty coraz częściej bada się na laboratoryjnych hodowlach komórek in vitro. Niektórym udało się stworzyć żyjące modele skóry zbudowane niemal identycznie jak prawdziwa. Z polskich producentów takie badania na modelu naskórka prowadzą między innymi laboratoria doktor Ireny Eris.

Kremy, które leczą
Coraz częściej zaciera się różnica między badaniami nowych leków i nowych kosmetyków. Nic dziwnego – jest wiele przykładów, gdy preparaty upiększające i pielęgnacyjne powstawały przy okazji prac farmakologów. Kosmetologia zaadaptowała na przykład liposomy. To mikroskopijne pęcherzyki z lipidów, wewnątrz których można zamykać dowolne substancje aktywne. Liposom może przedostać się przez barierę zrogowaciałej warstwy naskórka i dostarczyć swą zawartość głębiej – tam gdzie są żywe komórki skóry. To jeden z nielicznych przypadków, gdy odżywczy składnik kremu wchłania się i może działać.

Inny przykład przyswojenia medycznego odkrycia przez twórców kosmetyków to niskocząsteczkowe peptydy. Te króciutkie kawałki białek również są w stanie przeniknąć do głębszych warstw naskórka. Działają tam jak włączniki lub wyłączniki skomplikowanych procesów regulacyjnych. Peptydy tego rodzaju są w kosmetologii odkryciem naprawdę świeżym, ostatnich pięciu, może dziesięciu lat. A już wykorzystuje się kilkadziesiąt ich rodzajów. Niektóre naśladują jady pająków i węży czy też jad kiełbasiany, czyli toksynę botulinową. Oczywiście taki peptyd nie działa tak silnie jak botoks, ale po dwóch–trzech miesiącach stosowania kremu z takim dodatkiem zmarszczki się wygładzają.

A co z rewanżem kosmetologii dla medycyny? Jakby w podzięce za liposomy farmakolodzy przymierzają się właśnie do stosowania kosmetycznego systemu przenoszenia leków w głąb skóry. W najnowszym produkcie amerykańskiej firmy DRJ Group polimery używane dotąd w kremach będą ułatwiały wnikanie w skórę lekowi przeciwbólowemu. Ma to znacznie ulżyć cierpiącym na bóle mięśni i stawów. Innym przykładem tego, że kosmetyki coraz częściej wykraczają poza pielęgnację, są wyniki firmy Senetek. Zaledwie miesiąc temu ogłosiła ona rezultaty prób klinicznych z nowym preparatem przeciwzmarszczkowym. Okazało się, że oprócz łagodzenia oznak starości pomaga on także chorym na trądzik różowaty.

Nauka sobie, klient sobie
Podczas sierpniowego zjazdu Amerykańskiego Towarzystwa Chemicznego doktor Stig Friberg z University of Virginia wygłosił pełen żalu referat. Narzekał, że firmy kosmetyczne nie korzystają z prac naukowych, tylko kopiują jedna od drugiej modne pomysły. Cóż, doktorze Friberg, koncerny działają z żądzy zysku i będą produkowały to, co chcą kupić klienci. A ci gwiżdżą na badania naukowe i kierują się emocjami.

Wspomniałem już o pędzie matek do pacykowania dzieci tłustymi kremami. Przykładów takich irracjonalnych zachowań jest więcej. Dlatego każdy kosmetyk, zanim trafi do sklepów, poddawany jest analizie sensorycznej. Grupa testerów ocenia cechy produktu: jaką ma konsystencję, kolor, zapach, jakie zostawia wrażenie. Jednocześnie duża grupa amatorów używa tego samego produktu i ma wydać werdykt – lubi go czy nie. Czy uważają, że jest dobry dla ich skóry lub włosów? Czy ich zdaniem jest zdrowy dla ciała? Producentów interesuje tylko wrażenie, bez pytania o argumenty. Te odpowiedzi zestawia się z analizą przeprowadzoną przez zawodowych analityków kosmetycznych, szukając przyczyn powodzenia lub klapy produktu.

A wyniki wychodzą czasem zadziwiające. Na przykład krem, który przy smarowaniu jest śliski, nie będzie kupowany (To chyba przejaw naszej wrodzonej niechęci do oślizgłych zwierząt?). Albo przekonanie, że kosmetyki myjące, które dają gęstą, kremową pianę, są łagodniejsze dla skóry. Taki werdykt zapadł wyłącznie na podstawie oceny piany, bez sprawdzenia faktycznego wpływu preparatu na skórę. Albo kwestia gęstości szamponu. Sama mieszanina myjąca ma konsystencję wody. Jednak badania wykazały, że takiego szamponu nikt nie będzie używał. Producenci dodają więc do niego zagęstnik, żeby płyn był bardziej lepki. Wierzymy, że najlepsze są szampony, które po przechyleniu butelki wypływają z niej cienkim, lejącym się strumyczkiem. I co to ma wspólnego z wysiłkami naukowców? Niezbyt wiele, bo kupując krem czy szampon, mało kto czyta etykiety i delektuje się postępami chemii kosmetycznej. O, przepraszam, a może tak właśnie robią kosmetolodzy? Czy też na czas wizyty w drogerii odkładają na bok całą swoją wiedzę i słuchają instynktu?
– Ja najpierw patrzę na skład kosmetyku i zazwyczaj albo odstawiam, albo kupuję dla studentów, żeby się pośmiali – przyznaje doktor Arct.
– Ja także patrzę na skład i z grupy tych, które mają odpowiednie składniki, wybieram te, które lubię – mówi Katarzyna Pytkowska. – To straszne. Mam na przykład problemy z myciem się, bo na rynku jest mało dobrych kosmetyków myjących.

W takim razie może warto potrząsnąć kiesą i kupić droższy kosmetyk z górnej półki? Okazuje się, że niekoniecznie. – Zaczęliśmy badania na ten temat – powiedział „Przekrojowi” Jacek Arct. – Najtańsze są zazwyczaj kiepskie. Najlepsza relacja składu do ceny jest w średnim segmencie cenowym, a potem im wyżej, tym gorzej. Tam płaci się już nie za kosmetyk, ale za markę i prestiż.

HIT: Nowe technologie
Współczesna kosmetologia wykorzystuje najnowsze osiągnięcia techniki i medycyny: polimery przenoszące składniki w głąb skóry, hodowle tkanek in vitro, ciekłe kryształy, modelowanie komputerowe i inżynierię genetyczną.

MIT: Tłuste chroni lepiej
Matki z uporem smarują dzieci „ciężkimi” kremami. Wierzą, że lepiej chronią one ich malucha. Tymczasem właściwości kremu wcale nie zależą od jego konsystencji!

HIT: Kosmetyki z wodorostów
Rynek chce kosmetyków rodem z morza! Co robią przed stawiciele przemysłu? Latem zeszłego roku zorganizowali wyprawę na Grenlandię w poszukiwaniu nowych gatunków glonów, które można będzie wykorzystać do produkcji preparatów upiększających i pielęgnujących.

MIT: Wchłanialność
Krem się nie wchłania. Żaden. Przestajemy go odczuwać, bo pod wpływem ciepła naszej skóry... paruje z niego woda. Na powierzchni pozostaje cieniutka, czasem nawet niewyczuwalna warstewka kremu.

HIT: Wydzielina z kupra
Ptaki wodne wymyśliły to już dawno. Natłuszczają pióra wydzieliną o fantastycznych właściwościach pielęgnacyjnych. Przez lata praktycznie nie wykorzystywano jej w kosmetykach. Rewolucja się zaczęła, gdy stworzono jej syntetyczny odpowiednik: ciekłe woski.

Źródło: Przekrój

  O trzech, wersjach teorii wychowania fizycznego
O trzech, wersjach teorii wychowania fizycznego
Próba ujęcia komplementarnego

M. Demel
Akademia Wychowania Fizycznego w Warszawie

Praca zawiera systematyczny wykład teorii wychowania fizycznego w porządku rozwojowym. Analizie poddano założenia i dorobek wersji biologistycznej, oraz dwu nowszych: kulturowej i stricte pedagogicznej, objętych wspólnym mianem orientacji humanistycznej. Nacisk położono na sposób powiązania wszystkich trzech wersji w spójną strukturę, tj. na manewr zwany repedagogizacją. W tle wykładu występuje wychowanie zdrowotne, na, gruncie którego wypracowany został algorytm owego manewru.

Ciało wychowanka jest utrapieniem pedagogiki, tak jak utrapieniem medycyny jest osobowość pacjenta.

Na gruncie rodzimym za naukową proklamację omawianej dziedziny i przyjmuje się rozprawę Jędrzeja Śniadeckiego o fizycznym wychowaniu dzieci. Ukazała się ona w 1805 roku na łamach „Dziennika Wileńskiego”, a wyszła spod pióra luminarza polskiego Oświecenia; należy do pomników narodowego piśmiennictwa i zaliczana jest kanonu literatury pedagogicznej. Wychowanie fizyczne, a wraz ,z nim i zdrowotne, szczycą się więc dostojnym patronem, choć jest to patron przewrotny, a w świetle dzisiejszych poglądów wręcz urojony. Przesłanki bowiem przyjęte przez Śniadeckiego mijają się z pojęciem wychowania stawiając pod pytajnikiem pedagogiczny charakter jego traktatu. Obecna wartość tego dzieła, polega na tym, ze stanowi ono klarownie opozycyjną tezę wobec współczesnych nam koncepcji wychowania, fizycznego i zdrowotnego. Toteż na krytycznej lekturze tekstu Śniadeckiego oprzeć można nieomal całą teorię omawianych dyscyplin.

1. Wspomniana proklamacja, a ściślej - jej główny werset, brzmi jak następuje: „A lubo w doświadczeniu wychowania fizycznego czyli cielesnego, od umysłowego albo moralnego oddzielać nie należy i nie można, wszelako w nauce i rozumowaniu można je uważać osobno”.

Zdanie to zawiera przyzwolenie na analizę procesu wychowania jedynie dla teorii; praktyce prawa tego stanowczo odmawia. Ta metodologiczna, dyrektywa ma -w pedagogice - walor uniwersalny, odnosi się do wszystkich działów wychowania. Budują one swoje cząstkowe teorie korzystając z komfortu redukcjonizmu. Natomiast w praktyce funkcjonują nierozłącznie w obszarze wszechstronnego, całościowego wychowania, wchodząc w konieczne interakcje z innymi dziedzinami.
2. Co się zaś tyczy wspólnego (choć rzekomego) pnia wychowania fizycznego i zdrowotnego, Śniadecki pisze tak: „... należy hodować dziecię, ażeby ( ... ) najlepiej wykształcić jego ciało, wydobyć, rozwinąć, uprawić i wydoskonalić jego siły i władze cielesne, utwierdzić i zabezpieczyć zdrowie. Takie wychowanie powinno się raczej nazywać lekarskim…”.
Już w tym fragmencie tekstu, ważnym i podstawowym, bo pochodzącym z zagajenia rozprawy, pojawia się słowo hodowanie - zalążek dalszych nieporozumień. Hodować można rośliny i zwierzęta, hodować można i ciało człowieka, lecz ten pielęgnacyjny proceder. nie ma charakteru wychowawczego. Używamy tu bowiem siły natury: produktów odżywczych, bodźców ruchowych, działania słońca, wody, zmiennych temperatur itp., a te wywierają wpływ na organizm. Są to zabiegi, którymi rządzą prawa przyrody; i prawa te odkrywają i formułują stosowne nauki: biofizyka, biochemia, higiena, nie zaś nauki społeczne, do których należy pedagogika.
To wielkie nieporozumienie ma swoje źródło w pedagogice naturalistycznej (J. J. Rousseau i inni), która nie tylko zatarła granice między wychowaniem intencjonalnym i żywiołową socjalizacją, lecz także między naturą i kulturą choć programowo traktowała je opozycyjnie. Według tej koncepcji, wszystko co oddziałuje na człowieka, na jego osobowość i na cielesną materię, objęto mianem wychowania. Potwierdzenie, że Śniadecki należy do tej właśnie szkoły, znajdujemy w takim oto wywodzie: „Powiedzmy i to na zaletę wychowania fizycznego, że jego wpływ jest tak powszechny, iż żadnego nie przypuszcza wyjątku. Nikt się bez niego obejść nie może. Dobrze kierowane zawsze się uda, kiedy tak nazwane wychowanie moralne nie wszędzie się przyjmie”.
Nietrudno zauważyć, że owa powszechność, bezwyjątkowość wynika z faktu, że człowiek jest cząstką przyrody i nieuchronnie podlega jej presji: zewnętrznej i wewnętrznej. Może nigdy nie uczyć się czytać i pisać, nie zetknąć się z wytworami kultury, a nawet nie kontaktować się z ludźmi, natomiast z siłami natury stykać się musi, co bezustannie kształtuje go fizycznie.
Gdy teraz te siły ujmie w swe ręce świadomy rzeczy „wychowawca” i zacznie nimi manipulować, jest nikim więcej jak biotechnikiem. Ponieważ zaś zjawiska przyrody są powtarzalne i podlegają określonym prawom, przewidywane efekty tego rodzaju. procedur mają bardzo· wysoki stopień prawdopodobieństwa. Stąd opinia cytowanego autora, że „… dobrze kierowane zawsze się uda”. Lecz co się uda? - z pewnością nie wychowanie, lecz sam zabieg przyłożenia owych sił do organizmu. Jest to więc prawda na poziomie operacyjnym; dotyczy ona jedynie użytych technik. Gdy bowiem sięgamy na poziom osobowości dziecka, rozpatrując rzecz w kategoriach prawdziwie wychowawczych (wartości, postaw, motywów itd.) natrafimy już na kłopoty.
Zatrzymaliśmy się dłużej nad dziełem Śniadeckiego, ponieważ w nim znajdujemy klucz do zrozumienia trwającej do niedawna schizmy wychowania fizycznego, jego przyrodniczego odchylenia od głównego nurtu pedagogiki. Nie znaczy to, by wiedza. biologiczna nie była potrzebna specjalistom tej dziedziny. Owszem, jest ona konieczna, tak jak konieczne w wychowaniu technicznym są materiałoznawstwo, maszynoznawstwo ergonomia, jak w wychowaniu estetycznym znajomość sztuki i technik artystycznych, jak wreszcie w wychowaniu umysłowym rozeznanie w zasadach dydaktyki. Racja jednak, dla której przynależą one wszystkie, do wychowania, leży nie na piętrze operacyjnym, w sferze instrumentalnej, lecz „wyżej” - w zamiarach i efektach osobowościowych.

3. Śniadecki zapoczątkował lekarski ciąg teorii „wychowania” fizycznego. Odtąd tę dyscyplinę rozwijać będą – na wskazanej już zasadzie wyłącznie przyrodnicy, a głównie lekarze. Odpowiednio do tego, praktycy za punkt wyjścia przyjmować będą ciało wychowanka, a wyniki rzekomego procesu wychowawczego oceniać w kategoriach somatycznych. Sam termin wychowanie fizyczne stanie się co prawda przedmiotem dyskusji, lecz uwaga egzegetów skupi się na semantyce drugiego pionu tego wyrażenia. Pierwszy nie będzie. kwestionowany, gdyż wszyscy - i owi przyrodnicy, i specjaliści, a także rdzenni pedagodzy - ulegać będą leksykalizmowi, uformowanej przez tradycję nazwie bez pokrycia. Minie ponad półtora wieku od wystąpienia Śniadeckiego zanim postawi się pytanie o zasadność tego pierwszego członu: na jakiej podstawie zabiegi około ciała przypisane są wychowaniu, jeśli nie mają one charakteru społecznego, lecz czysto przyrodniczy, biotechniczny?
Omijając tę kłopotliwą kwestię, specjaliści wychowania .fizycznego uformowali osobny krąg zawodowo-naukowy, lepiej kontaktujący z przyrodoznawstwem i medycyną niż z nominalną tylko pedagogiczną macierzą. Ich prace badawcze trafiły na warsztat nauk biologicznych. Powstały osobne instytuty i akademie wychowania fizycznego, pełne przyrodników, a zwłaszcza lekarzy oraz techników ruchu.
Skutki tej separacji okazały się niekorzystne dla obydwu stron. Wychowanie fizyczne zredukowało się do tego, co swoiste, lecz z natury swej nie wychowawcze. Jeśli nawet pamiętano o pedagogicznej intencji, wyrażano to zwrotem: ćwiczę i wychowuję. Spójnik między czasownikami zdradzał ujęcie paraleliczne; osobno więc szacowano efekty cielesne, osobno wychowawcze, które dostrzegano i odnoszono do innych sfer: intelektualnej, moralnej, estetycznej... Upoważniło to B. Suchodolskiego do wyrażenia opinii, że „wychowanie fizyczne jest z pedagogicznego punktu widzenia (podkr. M. D.) tym. bardziej wartościowe, im w większym stopniu podejmuje na terenie sobie właściwym zadania wszechstronnego wychowania, staje się tym mniej wartościowe, im bardziej ogranicza się do realizacji własnego programu i akcentuje swą «specyfikę»”.
Zdanie to potwierdza tezę, że wychowanie fizyczne - pojmowane jako urabianie ciała - samo w sobie wychowaniem nie jest, a tylko przyczyniać się może do osiągania efektów pedagogicznych.

4. Przeprowadzając krytykę teorii Śniadeckiego i jego opigonów, wykazaliśmy fałszywość koncepcji wychowania ciała. Ciało można pielęgnować, kształtować lub zniekształcać, dokonywać na nim przeróżnych zabiegów; nie można go jednak wychowywać. Ciało, jako żywa materia, jest wprawdzie plastyczne i reaktywne, ale nie jest wychowalne, gdyż podlega prawom przyrody, nie zaś prawom społecznym; od tych ostatnich uzależnione jest pośrednio.

5. Obecnie, cytując B. Suchodolskiego, spotykamy się z inną, drugą już wykładnią, zwaną skrótowo „wychowaniem poprzez ciało”, a szerzej - poprzez aktywność ruchową, ćwiczenia fizyczne, a wreszcie przez sytuacje, które im towarzyszą. Jest to podejście nienowe, obecne w myśli edukacyjnej od wieków. Wedle tej koncepcji ciało interesuje pedagoga jedynie lub głównie jako tzw. fundament wychowania. Z punktu widzenia interesów wychowania umysłowego jest ono zespołem narzędzi poznania. Dlatego w starych programach wychowania fizycznego wiele uwagi poświęcano ćwiczeniu receptorów. Po drugie, ciało stanowi instrument wykonawczy, realizuje to, co świadomość zamierza. Toteż zabiegi mające na celu doskonalenie ciała, jego zdyscyplinowanie, jego służebność wobec psychiki - jawi się jako zadanie poważne. Oto są zyski w płaszczyźnie poznawczej i w sferze zachowań.
A dalej, ponieważ ciało i ruchy człowieka podlegają ocenie estetycznej, osiągamy również określone wartości i w tej dziedzinie wychowania. Osiągamy je także w wymiarze moralnym, albowiem wychowanek nie działa w próżni społecznej.
Wątki te można by rozwijać; są one interesujące, lecz nie odkrywcze. Stanowią jedynie egzemplifikację przytoczonej już tezy Śniadeckiego - o praktycznej niepodzielności procesu wychowania. Snując takie wywody; zachowujemy się jak dzieci, które rozbiły dzban i cieszą się, że skorupy do siebie pasują. Podobnie scientyzm, posłuszny zasadom epistemologii i schematyzmowi nauk, rozerwał jedność człowieka i teraz szuka sposobów integracji, by zbliżyć się do prawdy życia.
Przytoczone rozumowanie prowadzi do wyłączenia wychowania fizycznego z obszaru „czystej” pedagogiki, a wiąże je z nią jedynie na zasadzie skutków nieswoistych, tj. tych, które nie odnoszą się do ciała. W myśl tej koncepcji wychowanie fizyczne jest tylko środkiem, lecz samodzielnej dziedziny wychowania nie stanowi. Prawdziwe cele wychowawcze leżą bowiem poza nim samym, mają charakter przygodny, a wynikają z faktu, jedności człowieka.
Również i w innym układzie, tym mianowicie, który abstrahuje od tzw. stron osobowości wychowanka, a za podstawę podziału przyjmuje obszary rzeczywistości społeczno-kulturowej (wychowanie przez i do: nauki, sztuki itd.), pedagogika nie wskazała obszaru, który by odpowiadał wychowaniu fizycznemu.
Przyjmując do wiadomości naturalistyczną, lekarską wersję wychowania fizycznego, pedagogika wykazała więc uzasadniony dystans wobec spraw ciała. Stosownie do tego, w jej podręcznikach kurczyły się rozdziały dotyczące tej kwestii i przesuwały z pierwszego na coraz dalsze miejsce. Cóż ,bowiem wspólnego z wychowaniem ma rozwój fizyczny generowany i modyfikowany czynnikami natury, albo techniczne szczegóły kształtowania organizmu poprzez takie czy inne ruchy ciała? Specjalistyczne dzieła z tego zakresu, a także fachowe czasopisma znalazły się poza głównym traktem nauk o wychowaniu. Równocześnie nie mieściły się one bez reszty w kręgu czystego przyrodoznawstwa, ponieważ nadal uparcie deklarowały swą łączność z pedagogiką.

6. Stojąc na pograniczu nauk społecznych i biologicznych teoria wychowania fizycznego znalazła się więc w impasie, stawała się nieprawdziwa w oglądzie obydwu macierzy, nie znajdowała ani w jednej, ani w drugiej dość wyraźnego statusu. Toteż dążąc do wiarygodności starała się z jednej strony – uwolnić z cudzysłowu wyraz „wychowanie”, z drugiej zaś wyraz „ciało” . Po to, by skutecznie kierować praktyką i pierwszy, i drugi człon muszą być bowiem autentyczne, użyte bez przenośni. W przeciwnym razie albo mistyfikujemy wychowanie, albo zdradzamy ciało wychowanka. jego dosłowne, biologiczne potrzeby, pozostawiamy je własnemu losowi. Nie po to przecież powołano wychowanie fizyczne, by ograniczyło się do wspomagania czy wyręczania innych dziedzin wychowania, lecz po to, by pełniło szczególną misję, nie wypierając się swojej specyfiki ani w zakresie celów, ani dróg ich realizacji.
Mocno podkreślić trzeba, że nie jest to jałowy spór o słowa, W naukach praktycznych, a o takich właśnie mówimy, konstrukcje teoretyczne muszą być klarowne nie dla ich własnej urody, lecz ze względu na ich operatywność. Nie osiągniemy realnych efektów wychowawczych, gdy wychowanie będzie deklaracją, nie osiągniemy realnych efektów cielesnych, gdy ciało będzie metaforą. Jak zatem rozumować, a potem działać praktycznie, by zachować konkretność obydwu członów wyrażenia wychowanie fizyczne, tym samym lojalność wobec wychowanka?
Nie umieli rozwiązać tego problemu jednostronnie przygotowani znawcy człowieka: ani humaniści (ci dochodzili do „ciała” w cudzysłowie), ani przyrodnicy (ci dochodzili do „wychowania” w cudzysłowie). Omawiana subdyscyplina czekała na badaczy o podwójnych, pełnych już kompetencjach, ludzi zdolnych do ujęć całościowych, holistycznych.

7. Dopiero tak wyposażona teoria wychowania fizycznego dokonała manewru repedagogizacji, uwolniła z cudzysłowu wyraz wychowanie, nie. tracąc przy tym - co ważne - swego uprzedniego dorobku w zakresie bezpośrednich wpływów na ciało wychowanka. Znalazła właściwe formuły na obydwu zarysowanych ścieżkach myślowych, chociaż w odwrotnej kolejności. Najpierw wskazała bowiem pole rzeczywistości kulturowej, na którym i na rzecz którego owo wychowanie się toczy, potem zaś zbudowała wersję ściśle pedagogiczną, dostosowaną do współczesnych konstrukcji teorii wychowania.
W dalszym biegu wykładu trzymać się będziemy tego porządku prezentując kolejno: 1) wersję tradycyjną, biotechniczną („wychowanie” ciała, 2) wersję kulturową (wychowanie w kulturze fizycznej), 3) wersję ściśle pedagogiczną (wychowanie co do ciała). Nie są to koncepcje alternatywne, lecz komplementarne. Tworzą one hierarchiczny układ, przy czym te późniejsze wchłaniają poprzednie, podporządkowując je nowej zasadzi.
Jak łatwo zauważyć, przełom teoretyczny następuje po wersji pierwszej; dwie następne są odmianami innej już orientacji, a mianowicie humanistycznej. Humanizm jednak, w tym przypadku, nie oznacza ucieczki od cielesności człowieka. Przeciwnie, Homo physicus pozostaje w centrum uwagi, zgodnie z powołaniem i obowiązkami wychowania fizycznego.

Wersja biotechniczna

Jej promotorem jest Jędrzej Śniadecki; on ją ułożył w spójną konstrukcję i sformułował główne twierdzenia. Autor genialnego dzieła Teoria jestestw organicznych, w którym zapoczątkował naukę o metabolizmie i pierwszy określił życie jako formę istnienia białka, był czystej wody przyrodnikiem. Postrzegał więc człowieka jako twór natury, nawet gdy rozwijał myśl społeczną. Toteż skwapliwie przejął zasady pedagogiki J. J. Roussseau, podpisał się już pod pierwszym zdaniem jego wywodów o wychowaniu: „Wszystko, wychodząc z rąk Stwórcy, jest dobre - wszystko wyrodnieje w rękach człowieka”. Zgodnie z tym aksjomatem, sztuka wychowania miała jedynie naśladować naturę; nie miała przekraczać jej granic, a w żadnym wypadku gwałcić jej praw.
Ograniczając swą kompetencję do „wychowania lekarskiego”. Śniadecki dystansował się od innych dziedzin wychowania, które zresztą uważał za mętną spekulację. Zabierał wprawdzie głos i w sprawach nauczania, i edukacji moralnej, czynił to jednak ubocznie i zawsze jako rzecznik natury, obrońca rozwojowych interesów dziecka. Przyjąwszy taki punkt wyjścia i taką postawę wobec wychowania, zarysował dla swej dziedziny stosowne pola naukowej penetracji. Pierwsze z tych pól to diagnostyka rozwoju.

1. „Mistrz, który ma się zająć (…) wychowaniem (...) powinien naprzód poznać ten surowy materiał, tę pierwszą osnowę człowieka, z której ma powstać dzieło jego sztuki, tak jak rolnik powinien znać ziemię, którą ma uprawiać…”
Na tej drodze epigoni Śniadeckiego posunęli się bardzo daleko we współpracy z antropologią fizyczną, fizjologią i psychologią rozwojową, a także z pediatrią, której dostarczają norm rozwojowych, koniecznych punktów odniesienia do patologii. Gdy zaś powstała auksologja, osobna dyscyplina badająca rozwój osobniczy, specjaliści wychowania fizycznego zajęli w niej poczesne miejsce.
Ponieważ praktyka wychowania fizycznego zdurninowana została czynnikiem ruchu, sprowadzała się de facto do ćwiczeń fizycznych, teoria zaczęła skupiać się wokół zagadnień motoryczności człowieka. Powołano wielki dział wiedzy, uznany - w omawianej wersji - za centralny. Nie wystarczały już anatomia opisowa i topograficzna, potrzebna była anatomia funkcjonalna, a potem biomechanika, oparta z kolei na biofizyce i cybernetyce. Morfologia splatała się z fizjologią wedle prawa współzależności struktury i funkcji. Do wyjaśniania osobniczej ewolucji motorycznej włączyli się inni specjaliści, wśród nich tak wybitni jak lekarz-psycholog Stefan Szuman, który opisał najwcześniejsze fazy pre- i protomotoryczną.
Na kanwie badań empirycznych powstawała antropomotoryka, multidyscyplinarna nauka o sferze ruchowej człowieka. Wyróżniono podstawowe rodzaje zachowań ruchowych: motoryczność lokomocyjną, produkcyjną, bojową, sportową (na którą składają się wszelkie formy swobodnych, poza użytkowych ruchów ciała, jak zabawy, gry, tańce), a wreszcie motoryczność wyrazową, tj. mimikę, pantomimikę, gestykulację i mowę artykułowaną.
Do kluczowych pojęć omawianej teorii należą: wydolność organizmu (mierzona stopniem utylizacji tlenu), sprawność fizyczna i sprawność ruchowa. Wyodrębniono i nauczono się badać poszczególne cechy motoryczne: wymierne, ilościowe (siłę, moc, zwinność, gibkość) i niewymierne, jakościowe (płynność i transmisja ruchu, antycypacja, rytmika itd.). Co więcej, schodząc w głąb, badano psychomotorykę, a więc takie zjawiska jak czas reakcji na bodźce, jak pamięć i wyobraźnię ruchową, precyzję i koordynację czyli zborność ruchów, symetrię i asymetrię motoryczną, zjawisko transferu treningowego i wiele innych.
Pracowano też nad systematyką ruchów człowieka. Oryginalna taksonomia Z. Gilewicza obejmuje, idąc od podstaw, następujące ich kategorie: ruchy elementarne (przyrównane do liter w alfabecie) oraz ich kombinacje (sylaby motoryczne), a dalej akty ruchowe (analogiczne do wyrazów, ponieważ mają już określone znaczenie); działania ruchowe (frazy motoryczne), a wreszcie czynności ruchowe, czyli działania dokonane.
Dla celów rozpoznawania poziomu fizycznego rozwoju wychowanka, a zwłaszcza jego sprawności ruchowej, wypracowano subtelne metody i różnorakie testy (np. bateria testów L. Denisiuka). Aby zapewnić statystyczną, populacyjną miarę do łącznego szacowania rozwoju i sprawności, prowadzi się masowe badania przekrojowe nad normą (miernik sprawności fizycznej J. Mydlarskiego - osiągnięcie w skali światowej, a potem jego aktualizacja przez R Trześniowskiego). Podejmuje się też badania ciągłe, rejestrujące rozwój w jego dynamice i to niekiedy w kilku od razu wymiarach: biologicznym, psychicznym, społecznym, co umożliwia chwytanie korelacji między tymi torami rozwoju.
Ten, imponujący rozmachem, front prac badawczych biegnie po linii pierwszego z postulatów, które wygłosił Śniadecki, a mianowicie obowiązku poznania wychowanka. Pod ciśnieniem interesów sportu nawet przekroczono to pensum, wchodząc w prognozę. Zajęto się przewidywaniem rozwoju fizycznego, używając np. metody radiologicznej, a także badaniem uzdolnień ruchowych, tj. potencjału który tkwi w osobniku i z pewnym, dość wysokim, prawdopodobieństwem może się w przyszłości ujawnić. Obok więc testów diagnostycznych, mamy też testy prognostyczne. Do ich konceptualizacji przyczynił się psycholog J. Pieter.

2. Gdy mamy już diagnozę (a tym bardziej prognozę), zastanowić się trzeba jak działać, by stworzyć warunki pomyślne dla rozwoju. Konieczna jest tu biegła znajomość przyrody, gdyż z niej czerpać będziemy siły wspierające. Śniadecki tę wiedzę posiadał wyprzedzając przy tym swoją epokę (np. postawił hipotezę o roli światła słonecznego w zapobieganiu krzywicy na sto lat przed empiryczną weryfikacją). Posiadali ją także, jego zastępcy, z reguły lekarze, a zwłaszcza ostatni z koryfeuszy omawianej wersji teorii wychowania fizycznego, Zygmunt Gilewicz. Był on specjalistą fizykoterapii, a więc osobą najbardziej powołaną do uporządkowania tej wiedzy. Rozpoczął Gilewicz od kwestii terminologicznych.
Czynnikiem nazwał określony bodziec lub zespół bodźców, który - działając permanentnie - powoduje uchwytne zmiany w organizmie (np. ucisk obuwia na stopę). Podzielił czynniki na mechaniczne, termiczne, chemiczne itd., nie pomijając radiacji. Szczególną rolę - zgodnie z praktyką wychowania fizycznego - przypisał czynnikowi ruchu.
Środkami - z kolei - nazwał generatory i nośniki owych czynników. Do środków poliwalentnych, należy woda, która jest nośnikiem czynników chemicznych (ze względu na swój skład), termicznych (zimno, ciepło oraz ich przemienność tak ważna w hartowaniu), mechanicznych (fala morska, bicz wodny, prysznic itd.). Środkiem wieloczynnikowym jest powietrze oddziałujące na organizm swym ciśnieniem, temperaturą, ruchem, wilgotnością. Środkami wreszcie - wobec czynnika ruchu mięśniowego - są wszelkie sytuacje, które ten ruch generują: praca fizyczna, zajęcia sportowe itp. Nasuwa się tu analogia. do wychowania estetycznego, którego czynnikiem jest piękno, a nośnikami piękna twory natury i dzieła sztuki.
Tak jak w przypadku czynników, tak też w przypadku środków, Gilewicz - zgodnie z realiami praktyki - położył główny akcent na ćwiczenia, aktywność ruchową.
Zjawiska, o których mowa, odkrywa i opisuje fizyka lub chemia. Wykorzystaniem ich zajmuje się technika, a w odniesieniu do .żywych istot - biotechnika. W obydwu przypadkach probierzem prawidłowego ich użycia jest pozytywna skuteczność. Dlatego lekarzowi nie wystarcza znajomość chemii, musi też zgłębić farmakologię. Jeśli czegoś nie umie lub rzecz jest niepewna, wstrzymuje się od aplikacji według zasady primum non nocere. Podobnie specjalista wychowania fizycznego (wychowania w rozumieniu omawianej wersji) obowiązany jest studiować wpływ różnorakich czynników na organizm po to, by odpowiedzialnie nimi manipulować. Ponieważ mają one działać na żywą tkankę, otwiera się ważne pole badań nad reaktywnością, odczynowością organizmu (sensibilitas). Trzeba bowiem określić: (po pierwsze) jakie bodźce, o jakiej sile i częstotliwości stają się rzeczywistym czynnikiem rozwoju, (po drugie) jak reaguje na nie ustrój w różnych fazach ontogenezy i to zależnie od płci oraz innych cech, które osobników różnicują.
Nad podatnością organizmu na czynnik ruchu wiele pracował W. Missiuro i jego szkoła - w aspekcie fizjologii. Pod kątem wpływu ćwiczeń na strukturę ciała - J. Mydlarski, H. Milicerowa i inni. Przyczyn różnorakiego wpływu tych samych bodźców na różnych osobników upatrywał Z. Gilewicz w tzw. warunkach (czyli uwarunkowaniach) do których zaliczał przede wszystkim wiek, płeć i stan zdrowia, a także znamiona środowiska.
Kwestie te zyskały na jasności w świetle badań ekologicznych, głównie dzięki antropologowi N. Wolańskiemu. Autor ten, na podstawie swych licznych badań, określił stopień stabilności i labilności wielu cech organizmu, ich ekosensytywność, tzn. podatność i oporność na różne modyfikatory. Dzięki pracom tego rodzaju więcej dziś wiemy, czym, jak i kiedy działać, ażeby stworzyć przychylne warunki do fizycznego rozwoju, a nawet ten rozwój wspomagać i normować.
Z kolei wynika stąd nauka Z. Gilewicza o funkcjach wychowania fizycznego (czytaj: zabiegów około ciała). Rejestrując efekty takich zabiegów, wskazał Gilewicz - po pierwsze - ich funkcję stymulatywną, pobudzającą czynności organizmu, a przez to i rozwój. Pobudzać można dobrze dobraną dietą, wystawianiem ciała na działanie słońca, optymalnym dozowaniem ruchu mięśniowego. Znając naturę tych środków, a ściślej - zawartych w nich czynników, umiemy ich użyć akuratnie, nie dopuszczając niedoborów ani przedawkowania.
Po drugie, wyróżnił funkcję adaptacyjną, przystosowawczą. Jej klasycznym przykładem jest hartowanie, które polega na poszerzaniu granic tolerancji ustroju na wahania temperatury. Ponieważ ogromna większość procesów adaptacyjnych przebiega samorzutnie, poza naszą kontrolą, a często ze skutkiem niepożądanym (np. przystosowanie ciała dziecka do wadliwej ławy szkolnej), trzeba im również zapobiegać, tak zresztą, jak wszelkim dewiacjom rozwojowym. Przeciwstawia się ternu inna już funkcja, a mianowicie kompensacyjna. Polega ona na prewencyjnym wyrównywaniu bilansu bodźców. Tak np. praca lub różne dyscypliny sportowe obfitują w pozycje i ruchy asymetryczne; trzeba ich skutki przewidywać i - wyprzedzając - zapobiegać im. Innym przykładem może być wyrównywanie niedoboru nadfioletu u górników przez profilaktyczne stosowanie lamp kwarcowych.
Gdy jednak zło się stało, należy wykorzystać czwartą funkcję, a mianowicie korektywną, naprawczą. Nie jest to już profilaktyka, lecz terapia. Wymaga ona biegłej znajomości patologii. Domeną specjalistów wychowania fizycznego jest, oczywiście, aparat ruchu, a więc korektywa ortopedyczna. Ale korekcję ruchem mięśniowym stosuje się i w innych dziedzinach: w okulistyce (ćwiczenia ortopedyczne), w stomatologii (ortodontyczne), w przypadkach wad artykulacyjnych (ćwiczenia ortofoniczne). Godzi się wspomnieć, że promotorem tych praktyk nie jest bynajmniej lekarz, lecz twórca szwedzkiego systemu wychowania fizycznego, poeta i gimnazjarcha Pehr Ling.
Przedstawiona tu, w wielkim skrócie, charakterystyka tradycyjnej wersji wychowania fizycznego, prowadzi nas na tereny wiedzy przyrodniczej i wystudiowanej w szczegółach biotechnologii. W praktyce jednak nie funkcjonuje ona w tak sztywny, zabiegowy sposób, jakby to sugerowały omówione schematy. Siły przyrody, które chcemy wykorzystać, i funkcje ćwiczeń, które chcemy uruchomić, występują w ponętnych kostiumach gier, zabaw i sportów. Asekuruje je gimnastyka, czujne pogotowie wkraczające, gdy tamte zawiodą lub przyniosą niepożądane efekty somatyczne. Gimnastyka - jako system ćwiczeń sztucznych, wyrozumowanych - uzupełnia arsenał ruchów o te, których skąpi naturalna, spontaniczna aktywność (np. ćwiczenia wyprostne); pełni więc funkcję kompensacyjną, a gdy trzeba korekcyjną. Ona też uczy wychowanka, i to systematycznie, alfabet ruchowego. Tak ją rozumiał i stosował .J. H. Pestalozzi.

3. Zwieńczeniem lekarskiego ciągu teorii wychowania fizycznego, który zapoczątkował Śniadecki, jest dzieło Zygmunta Gilewicza, do którego wypadało się nam często odwoływać. Zawiera ono wszystkie tezy, które ta wersja zgromadziła. Punkt wyjścia był przyrodniczy, takież były i procedury, i cel, do którego zmierzano. Inne efekty, pozasomatyczne, nazywał Gilewicz nieswoistymi, przygodnymi.
Byłoby, nielojalnością twierdzić, że myśl wychowawcza w tej wersji nie gościła. Owszem, występowała często, lecz na obrzeżach, na zewnątrz tego co rdzenne, specyficzne. Toteż definicje wychowania fizycznego pochodzące z tej szkoły mówią o wychowaniu fizycznym. pojętym biologicznie, a osadzonym w procesie wychowawczym. Mamy więc wychowanie w wychowaniu. Ten błąd utożsamiania wychowania fizycznego z samym ruchem, z ćwiczeniami, utrwalali i pedagodzy, badając „wychowawcze aspekty wychowania fizycznego” lub dobudowując łącznikową dyscyplinę – „pedagogikę wychowania fizycznego”. Są to rażące, choć tylko pozorne tautologie, pojęcie wychowania uległo tu bowiem sematycznemu roszczepieniu; w obydwu członach tych wyrażeń znaczy ono co innego.
Teoretyczne powikłania omawianej wersji oraz jej biologiczna dominanta nie pozostają bez wpływu na praktykę. Zarzuca się tej praktyce rozerwanie związku między myśleniem i działaniem, niewolnicze odwzorowywanie ruchów, a w ostrzejszej krytyce - dryl, a nawet tresurę. Wszystko co w zakresie wychowania osiągają nauczyciele - mistrzowie dzieje się mimo omawianej teorii, oparte jest głównie na intuicji i talencie. Dawka wiedzy humanistycznej, którą wynoszą ci specjaliści ze swoich uczelni, jest wprawdzie obfita, lecz nieobecna w jądrze koncepcji wychowania fizycznego, której hołdują.
W sumie jednak dorobek omawianej szkoły; choć jawnie jednostronny, jest bardzo bogaty i wartościowy, co więcej - niezbędny dla wychowania fizycznego, jakkolwiek to wychowanie rozumiemy. Następne wersje nie przekreślą tego dorobku, chociaż w swoich konstrukcjach usytuują go inaczej.

Wersja kulturowa

Jest ona - w swej koncepcji - diametralnie różna od poprzedniej i stanowi pierwszy wariant orientacji humanistycznej. Pojawiła się na fali filozofii marksistowskiej, materializmu historycznego. Nic co ludzkie, dowodzono, a więc i ciało człowieka (choć, pozostaje ono tworem natury) nie jest wyłączone spod praw społeczno-ekonomicznych. Złudzeniem jest, że pracując nad ciałem - własnym lub powierzonym ­pozostajemy w kręgu wiedzy przyrodniczej. Kierujemy się zawsze jakąś. ideą, ta zaś odbija owe prawa obiektywne, choć sobie tego nie uświadamiamy. Za każdą zaś ideą stoją określone wartości, a te należą do świata kultury.

1. Za wzorem radzieckim zarysowano konstrukt kultury fizycznej, na który - praktycznie biorąc - złożyć się miały cztery instytucjonalne sektory: wychowanie fizyczne, sport, rekreacja oraz rehabilitacja ruchowa (obecność piątego, turystyki, jest efemeryczna).
Lansując pojęcie kultury fizycznej, tłumacząc jego zasadność i potrzebę, wskazano przeoczony, a osobliwy styk kultury duchowej i materialnej. Zwrócono uwagę, że człowiek zajmując się swym ciałem wchodzi w inną zgoła relację niż wtedy, kiedy poddaje obróbce materię wobec siebie zewnętrzną. W tym bowiem przypadku jest zarazem podmiotem i przedmiotem swojego działania. Jako podmiot, świadomy swojego ciała, sytuuje się w kręgu kultury duchowej, jako przedmiot cielesny - pozostaje (żywą) materią. Jest to więc jakaś inna, swoista postać kultury, którą trzeba: uznać i nazwać. A kulturą jest dlatego i koniecznie, ponieważ jest wytworem człowieka, przekracza granice tego, co dała natura. Wyraźnie przekracza je w sferze motorycznej, o czym świadczą abstrakcje ruchowe, tj. ruchy uogólnione, oderwane od swych utylitarnych korzeni. Kultura fizyczna powstała wówczas, kiedy zerwano bezpośredni związek pomiędzy bezwzględnymi potrzebami człowieka a jego ruchowym zachowaniem, uzyskując dystans. między sytuacją rzeczywistą a jej postacią pozorną, modelową, np, między miotaniem włócznią a wyprzedzającym walkę treningiem tej czynności, a potem zaś tylko jej reliktem.
Drogę ku owym abstrakcjom. ilustruje ewolucja konia ginmastycznego.
Najpierw był to koń żywy, na którym ćwiczono woltyże. Z czasem wy modelowano go i był to koń drewniany. Stopniowo redukowano go do tego co niezbędne, odjęto ogon i głowę. W miejsce kulbaki wmontowa uchwyty, tzw. łęki.
Faktem jest, że kultura fizyczna rozwinęła historycznie cztery atrybutywne cechy kultury, a mianowicie; [1] sferę profanum, tj. określone wzory zachowań, sposoby posługiwania się ciałem, [2] sferę symboliki, znaków, tj. kulturowe znaczenie owych zachowań zaszyfrowane według przyjętego kodu, [3] sferę sacrum, rytuał, mitologię, tak charakterystyczne dla olimpizmu, i wreszcie [4] materialne korelaty, infrastrukturę, ortodoksyjne utensylia i rekwizyty.
Dysponujemy wielu próbami definicji kultury fizycznej. Są one mocno rozbieżne, mają nachylenie już to behawioralne (tj. z akcentem na zachowania), już to psychologiczne (te usiłują wejść w głąb osobowości ogarniętej tą kulturą), już to aksjologiczne (do czego jeszcze wrócimy). Popełnia się w nich dwa ciągle powtarzające. się błędy. Pierwszy polega na złamaniu wymogu obiektywizmu przez wprowadzenie pierwiastków wartościowania. Objawia się to obecnością takich wyrazów - i to w. samym trzonie definiensu - jak dbałość lub pielęgnacja. W ten sposób narzucamy definicji swoją hierarchię wartości, a wtórnie swoją opcję. Stąd bierze swój początek uparte twierdzenie, jakoby Średniowiecze było epoką upadku. tej kultury. Owszem, ale tylko w naszej ocenie. Bo przecież asceza, która nie jest pielęgnacją, lecz przeciwnie - programowym niszczeniem ciała, to również system kultury fizycznej, spójny i konsekwentny, oparty na dobrze wyartykułowanym światopoglądzie (ciało więzieniem duszy). Na marginesie zauważmy, że staropolskie słowo ćwiczyć - oćwiczyć odnoszono do sieczenia rózgami lub samobiczowania
Druga usterka polega na ścieśnieniu zakresu pojęcia do fenomenu ruchu lub - co najmniej - nadmiernym wyeksponowaniu tego zjawiska.
A przecież istnieją systemy asteniczne, tj. oparte na bezruchu, zwłaszcza orientalne (joga, zen i inne odmiany medytacji). Obydwa wskazane błędy blokują naszą wyobraźnię, zamykają ją w zaścianku, nie pozwalają dostrzec pełnego zakresu zjawiska, a w nim systemów interwersyjnych (patrząc z ich perspektywy, nasz wyda się opaczny).
Nie znaczy to, byśmy agitowali za ascezą czy bezruchem; zgłaszamy tylko nieobecność tych desygnatów w definicjach, które uchodzą za ogólne, nieuszczegółowione co do epoki i kręgu kulturowego.

2. Całokształt omawianych zjawisk usiłuje ogarnąć młoda dyscyplina – teoria kultury fizycznej. Na gruncie .socjologii oraz antropologii filzoficz1nej i kulturowej gromadzi ona, porządkuje i współprodukuje tezy o ontologii i aksjologii ciała. Przedmiot dociekań każe sięgnąć do podstawowych problemów egzystencji Człowieka, np. do odwiecznego dylematu: mam ciało, czy jestem ciałem? Jeśli mam ciało, to kim jestem właściwie jako jego posiadacz? Gdy zaś w imię materialistycznego monizmu stwierdzę, że jestem ciałem, muszę też wytłumaczyć skąd bierze się ta świadomość i jakie formy przybiera.
Toteż filozofowie, posiłkując się wiedzą szczegółową, wyróżniają warstwy ontyczne ciała ludzkiego, poczynając od jego biologicznej dosłowności i ekologicznych związków z wielkim ciałem przyrody, poprzez technikę, która jest zwielokrotnionym ciałem człowieka (jego receptoryki i afektoryki), a dalej - ciało upodmiotowione, psychiczne, świadome siebie, wreszcie ciało uspołecznione, poddane określonym wzorom, normom i symbolice, Warstwy te, teoretycznie wyodrębnione, wiążą w jedność bio-psycho- i socjosferę.
Rozważania ontologiczne, z pozoru jałowe, mają dla. praktyki kapitalne znaczenie. Wzywają specjalistę do odpowiedzi, nad jaką warstwą ciała pracuje, następnie zaś uświadamiają, że na cokolwiek wskaże uruchamia reakcję łańcuchową - czy tego chce czy nie chce - wszystkie wymienione warstwy. Nie wolno mu więc, jeśli jest odpowiedzialny, być tylko przyrodnikiem lub tylko humanistą (w wąskim tęgo słowa znaczeniu).

3. Równie trudna i złożona jest problematyka aksjologiczna dotycząca tej dziedziny, dziedziny w której krzyżują się dwa porządki ludzkiego bytu: przyrodniczy i społeczny. Przedmiotem analizy są zarówno instrumentalne jak też autonomiczne wartości ciała. O ile pierwsze stawiają ciało w pozycji służebnej w stosunku do tzw. wyższych wartości, odkrycie tych drugich ma istotne znaczenie, dla względnej autonomii kultury fizycznej jako swoistego kręgu wartości.
Społeczny rodowód i jednych, i drugich wskazał i naświetlił Florian Znaniecki. Poklasyfikował je i wpisał w tzw. typy fizyczne, czyli wzorce, wyróżniając następujące: higieniczny (wartość zdrowotna) eugeniczny (wartość genetyczna), obyczajowo - estetyczny (sposoby zachowania ruchowego, fizyczna aparycja, zdobienie ciała, strój), hedonistyczny (emocjonalne przeżywanie ciała, doznania gastronomiczne, seksualne, radość ruchu), utylitarny (wartości robocze, bojowe), sportowy (samoistne wartości mistrzostwa ruchowego i cielesnej rywalizacji).
W zakresie ontologii i aksjologii ciała mocnego wsparcia dostarcza zarówno marksowska filozofia człowieka, jak też - z drugiego bieguna światopoglądowego - neotomistyczna teologia ciała, przedmiot naukowej twórczości Karola Wojtyły, Jana, Pawła II.
Orientując się na wartości sformułowano, definicję kultury fizycznej o nachyleniu aksjologicznym, wskazano, że dotyczą one cielesnej postaci i fizycznego funkcjonowania człowieka, a zatem odnoszą się do zdrowia budowy i postawy ciała, odporności, wydolności, sprawności, urody. Analogicznie do innych wartości kulturowych mają one charakter dynamiczny, wpływają na opinie, postawy .i zachowania, są więc cząstką światopoglądu i obyczaju .
Na ontologii i aksjo1ogii ciała kończy się rola teorii kultury fizycznej. Jako nauka poznawcza, opisowa i wyjaśniająca; nie rości ona pretensji do kierowania rzeczywistością. Tę misję pozostawia teoriom szczegółowym: sportu, rekreacji itd., które mają charakter pragmatyczny. Ze wskazanego zasobu wartości mogą one wybierać wedle swoich kryteriów. Pod tym względem sytuacja w poszczególnych sektorach kultury fizycznej przedstawia się różnorako. Gdy bowiem rehabilitacja jednoznacznie zwrócona jest ku zdrowiu, to sport pozostaje aksjologicznie rozdarty. Zachodzi tu konflikt wartości (a wtórnie i celów), usiłuje się bowiem pogodzić; pogoń za rekordem i ostrą rywalizacją, z interesami zdrowia i pryncypiami wychowania. Jest to szczególny przypadek problemu T. Kotarbińskiego: jak skojarzyć skuteczność z godziwością działania?
Antynomię wartości utylitarnych i autonomicznych (użytkowych i samoistnych), poważnych i „niepoważnych”, pracy i zabawy, wyraża prastara symbolika prawej i lewej ręki, albo - jeszcze dosadniej – mit ikaryjski. Ikar to romantyczne szaleństwo, lot ku słońcu. Dedal to zimny rozsądek, uosobienie pragmatyzmu. Ścieranie się tych dwóch postaw, przeplatanie się tych dwóch wątków obserwujemy i w dziejach kultury fizycznej. Czerpano z obydwu, to układając wielce higieniczne systemy gimnastyki, to wysuwając hasła olimpijskie: citius, altius, fortius!
Z tych właśnie względów zakwestionować wolno definicję, która wyszła spod pióra W. Tatarkiewicza, a głosi, że kultura fizyczna to „dbałość psychiki o ciało”. Definicja ta chwyta racjonalny wątek Dedala, przeocza zaś, wątek ikaryjski, żywiołowy, irracjonalny. Cytowany filozof skupił myśl na higienie, a pominął sport. W sporcie bowiem ciało o tyle jest przedmiotem troski, o ile jest sługą wyczynu.

4. Wracając do, punktu wyjścia, tj. samego konceptu kultury fizycznej, powiemy, że stworzył on dla naszego działu wychowania nowy paradygmat i wielka szansę humanizacji. Wskazał pole rzeczywistości kulturowej, na którym i na, rzecz którego owo wychowanie się toczy. Do struktury kultury fizycznej wprowadzono jedynie małą poprawkę: zwrócono uwagę, że wychowanie fizyczne nie jest, jednym z szeregowych sektorów lecz ich wspólną podstawą, przygotowuje bowiem i do sportu, ido rekreacji, i - ewentualnie - do rehabilitacji. Wchodzi więc w układ poziomy, nie zaś pionowy. Jest, jak to, określono, przedsionkiem kultury fizycznej, jej kursem propedeutycznym, szkołą wtajemniczenia.
Kulturowa wersja wychowania fizycznego podjęła walkę z krańcowym, programowym biologizmem. Krzysztof Zuchora słusznie zaatakowali to wszystko, co spychało wychowanka do roli przedmiotu biotechnicznych manipulacji. Wskazał na przyrodniczą jednostronność nauki o funkcjach wychowania fizycznego, przeciwstawił się segregacji uczniów według ich cech somatycznych i poziomu fizycznej sprawności, przemówił też za koedukacją, która tworzy wspólnotę kulturową konieczną również i w tej, dziedzinie życia.
Stosownie do nowych ujęć przeorientowano programy szkolne, a przedmiot nimi objęty nazwano kulturą fizyczną. W tym tez kierunku podąża metodyka. Jednakże hasła humanistyczne, aczkolwiek akceptowane przez praktyków, nie kojarzyły się dość jasno z ich warsztatową codziennością, pozostawały dekoracją. Zresztą i programy szkolne, i podręczniki teorii i metodyki nie osiągały należytej koherencji, zdradzały pewien elektyzm. To co pochodziło ze starej wersji było konkretne, urzekało ścisłością pomiaru (fizycznego rozwoju, cech motorycznych, osiągów sprawnościowych), to co z nowej - nie wskazywało tak subtelnych narzędzi diagnozy i oceny, ani też wyrazistych metod postępowania. Mimo iż nowa wersja nie przekreślała dorobku pokoleń praktyk odbierał ją jako znów jednostronną, tym razem wyłącznie humanistyczną. Bronił się więc odruchowo, nie wiedział co począć z bagażem wiedzy przyrodniczej, ani z rozbudzonym już sumieniem lekarskim, tak dobrze dostrojonym do biotechnicznych zabiegów.

5. Pod względem metodycznym wersja tradycyjna była kontynuacją wielkich systemów gimnastycznych, zwłaszcza szwedzkiego. Ten, z przyrodniczą pedanterią, wskazywał jak kształtować ciało. Natomiast wersja kulturowa nawiązała da anglosaskiego systemu swobodnych gier i sportów. Zmieniało to rolę nauczyciela. Z kierownika fizycznego rozwoju ucznia i dyktatora ćwiczeń, miał on przekształcić się w animatora kultury i przewodnika po jej labiryncie.
Zauważmy, że dopiero ta nowa wersja wykorzystać mogła wszystkie wartości rozpoznane przez teorię, kultury fizycznej. Ale – i to też zauważmy - wykorzystać je na zasadzie bezpośrednio osobotwórczej mocy kultury. Ta występuje totalnie, człowiek bowiem wchodzi cały i w całą kulturę. Jest to więc w istocie nowa odmiana naturalizmu pedagogicznego, socjalizacji, a mianowicie inkulturacja, zanurzanie wychowanków w bezmiarze kultury. Kultura zaś jako żywioł nie stawia żadnych celów. Omawiana wersja wychowania fizycznego - poza generalnym zamiarem owej inkulturacji - nie sięga więc teleologii, a zatem nie daje punktu oparcia konkretnym celom wychowawczym, nie wytycza. własnej strategii Jej ideał pedagogiczny jest, odbitką rzeczywistości kulturowej.
Oceniając tę wersję, podnieść trzeba jej wielkie zasługi w przezwyciężaniu biomedycznej dominanty, otwarcie na świat wartości, słowem prawdziwą humanizację. Wychowanie fizyczne, wpisane w obszar kultury, zyskiwało z pozoru nową ojczyznę (z pozoru nową, albowiem było to jedynie przypomnienie jego ideowych korzeni).
Wskazane jednak kłopoty, jakie mają metodycy, programiści i praktycy z tą wersją, dowodzą, że tym sposobem nie osiągnięto stosownej równowagi. Wahadło wychylone uprzednio ku biologii, wychyliło się teraz w odwrotną stronę. Ponieważ tradycjonaliści bronili swych pozycji, teoria wychowania fizycznego znalazła się w polu sil rozrywających.
W praktyce zaś niepokoiło wspomniane przesunięcie roli .nauczyciela. To co w starej wersji stanowiło legitymację specjalisty - rzetelna znajomość biologii człowieka - schodziło teraz na drugi plan. Animatorowi kultury fizycznej, który wprowadza ucznia w jej tajniki, wyucza określonych umiejętności ruchowych, wystarcza orientacja w zabawach, grach sportowych, w ich regułach, technice i taktyce. W tej sytuacji gimnastyka przekształca się w pajdotrybę, a wiedza, którą dzieli się z uczniem, upodobnia się do wiedzy sportowego kibica (choćby nawet mocno zhumanizowanej). Tradycyjny nauczyciel zapatrzony był w fizyczną postać dziecka, nowoczesny w jego osobowość, W pierwszym przypadku łatwo uchybić psychologii i socjologii, w drugim zaś biologii i medycynie.
Jak z tego wynika, konieczne było komplementarne, nie zaś opozycyjne potraktowanie tych wersji, związanie ich formułą nadrzędną, formułą w której harmonijnie mogłyby one współistnieć zachowując swoje racje. Teoretyczny manewr, który do tego doprowadził nazwano repedagogizacją.

Wersja pedagogiczna

Algorytm wspomnianego manewru - co może wydać się paradoksem opracowany został poza pedagogiką, a mianowicie w obszarze medycyny. Ta bowiem, jak wychowanie fizyczne, sytuuje się również na pograniczu nauk przyrodniczych i społecznych, uwikłana jest więc w te same problemy metodologiczne.
Zajmując się organizmem człowieka, lekarz liczyć się musi z tym, że jest to ciało czyjeś, ciało upodomiotowione. Warunkiem pełnej skuteczności medycyny jest zatem partnerstwo ze świadomym i aktywnym pacjentem, Dlatego, od wieków, lekarze - choć nie zawsze gorliwie - przykładali się do szerzenia oświaty zdrowotnej. Jednakże praktyka ta w zasadzie nie wychodziła poza uświadamianie, popularną informację. Dopiero w naszym stuleciu - pod wpływem ustaleń socjologii i psychologii medycznej - zwrócono uwagę, że nie wystarczy samo oświecenie, że trzeba sięgnąć do głębszych pokładów osobowości potencjalnego pacjenta, do jego woli, emocji, światopoglądu. Wówczas dopiero wiedza o zdrowiu może być spożytkowana.

1. Toteż oświatę zdrowotną – epizodyczną i ekstensywną należy przekształcić w wychowanie zdrowotne, permanentne i intensywne, zbudować pełny pedagogiczny proces.
Nie mogli tego dokonać lekarze, znawcy ciała, lecz amatorzy w zakresie pedagogiki. Co prawda, wspomagali ich oświatowcy, ci jednak mieli kwalifikacje odwrotne, więc również połowiczne. Sprawa czekała na. ludzi o podwójnych, lekarsko-pedagogicznych, kompetencjach.
Za punkt wyjścia pedagogiki zdrowia przyjęto prastarą tezę: zdrowie podstawą i warunkiem wychowania. Odwróciwszy ją otrzymano sformułowanie interesujące dla pedagoga: wychowanie warunkiem zdrowia. Wynika stąd, że do zdrowia trzeba wychowywać i to tak, aby każdy umiał i chciał nie tylko chronić zdrowie, ale także je doskonalić.
Pole wychowania zdrowotnego jest tak rozlegle, jak pojęcie zdrowia w jego wszelkich płaszczyznach i wymiarach: zdrowie fizyczne, psychiczne i społeczne; obiektywne i subiektywne; indywidualne i społeczne. Pokrywa ono cały obszar medycyny - higienę, profilaktykę, terapię i rehabi1itację - nasycając je wszystkie intencją wychowawczą, Mocny akcent kładzie się na empatię i gotowość samarytańską. Wychowanie zdrowotne jest więc mandatariuszem służby zdrowia, jej ramieniem oświatowo-wychowawczym.
Główny trud stanowiło przełożenie kategorii przyrodniczych (treści medycznych) na kategorie pedagogiczne. Trzeba było oprzeć się pokusom biologizmu, ażeby nie mylić samych zabiegów około ciała z działaniami o charakterze wychowawczym. W wyniku opisanych operacji powstała nowa subdyscyplina pedagogiczna z jej historią, teorią i metodyką. Spotkał a się ona z akceptacją obydwu zainteresowanych środowisk: medycznego i pedagogicznego.
O wychowaniu zdrowotnym jedynie informujemy: głębsza prezentacja wymagałaby szerszego wywodu. A informujemy dlatego, bo poprzez wychowanie zdrowotne wiodła droga do trzeciej, aktualnej wersji wychowania fizycznego. Zabieg struktualizacji tej nowej subdyscypliny przebiegał już bowiem świadomie według reguł metodologii pedagogicznej, omijał pułapki, które zastawia biologia. W ten sposób powstał uniwersalny wzorzec pedagogizacji dla wszelkich nauk praktycznych dotyczących somatyki człowieka, a więc również dla teorii wychowania fizycznego.

2. Analogia narzucała się sama. I w jednym, i w drugim przypadku chodzi o wychowanie odniesione, pośrednio do ciała; adresowane zaś do jego warstw wyższych, podmiotowych. W tym układzie kierunkowe cechy osobowości wysuną się na czoło podporządkowując sobie cechy instrumentalne. Będzie to zgoła odwrotna strategia: nie - jak tamta - przez ciało do osobowości, lecz przez. osobowość do ciała. Rzecz jasna, że z tej pierwszej nie rezygnujemy, przypisując ją jednak kształceniu, nie zaś wychowaniu (w ścisłym tego słowa znaczeniu).

3. Przeszczepianie wypracowanego algorytmu poszło tym sprawniej, że głęboka penetracja historyczno-teoretyczna w zakresie pedagogiki zdrowia wydobyła -przy okazji - arcyważne myśli o wychowaniu. fizycznym, na które uprzednio nie reagowano. Nowe spojrzenie uwrażliwiło badaczy na zupełnie inne niż dotąd treści. Tak na przykład na nowo odczytano pierwszą po1ską definicję wychowania, fizycznego zawartą w Ustawach Komisji Edukacji Narodowej. Głosiła ona, że edukacja fizyczna to „nieprzerwana osnowa starań dziecięcia (…), około zdrowia, czerstwości i sił jego ...”. Wynika stąd - i to dopiero teraz zauważono - że istotą wychowania fizycznego są owe starania, nie zaś środki, np. ćwiczenia ruchowe. Te są wtórne w stosunku do intencji. Tymczasem poprzednie wersje wychowania fizycznego więziły wyobraźnię w zastanej . rzeczywistości; już. to w biotechnice, już to w kulturze fizycznej. W każdej dziedzinie wychowania - jeśli ma być ona otwarta na postęp i zdolna do autokorekcji - trzeba stale powracać do punktu wyjścia, do zamiaru pedagogicznego. W przeciwnym razie popadamy w alienację, w niewolę środków i procedur, które wywierają presję na mentalność i blokują postęp.
Uwagę wiąże i drugi wyraz - nieprzerwana. Zawartej w nim myśli sprzeniewierza się ten, kto stawia znak równania między wychowaniem fizycznym a samym ćwiczeniem, postrzega jedynie epizody ruchowe. Stąd biorą się. tak niedorzeczne i trywialne zwroty jak zwolnienie z „wuefu”. Oświeceniowe konsorcjum jednoznacznie wskazuje, że wychowanie fizyczne, jak wszelkie wychowanie, cechuje się ciągłością. Dało to asumpt do rozwinięcia współczesnej nauki, o procesie wychowania fizycznego, opartym na schemacie prakseologicznym: diagnoza - prognoza - programowanie - realizacja - ocena efektów.
Koncepcja procesu całkiem już obala fetysz ruchu, ćwiczeń, tak głęboko zakorzeniony. Proces ten obejmuje bowiem nie tylko momenty aktywności ruchowej, lecz także to, co dzieje się między nimi. Co więcej, z koncepcji tej wynika, że uzasadnione zwolnienie z ćwiczeń nie przerywa procesu wychowania fizycznego, owszem - jest jego prawidłowym fragmentem, służy rozwojowi i zdrowiu. I przeciwnie: uczeń, który naruszy lekarską ordynację i stanie do ćwiczeń, zakłóci bieg tego procesu, choć laikowi on właśnie - a nie ten pierwszy - kojarzyć się będzie z wychowaniem fizycznym, Ruch i bezruch są więc równoprawnymi elementami, jak jedzenie i głodówka w dietetyce, jak dźwięk i pauza w utworze muzycznym.

4. Wielce przydatne okazało się wyrażenie Grzegorza Piramowicza: „wychowanie co do ciała, zdrowia i sil”. Weszło ono w zwycięską konkurencję z poprzednio wymienionymi formułami („wychowanie” ciała, wychowanie przez ciało, wychowanie „ciała”). Odczytać je można na rzecz wersji pedagogicznej, a mianowicie: wychowanie człowieka w stosunku do spraw ciała.
Taka wykładnia wprowadza lad w teleologię wychowania fizycznego, ucina spory o cele swoiste i nieswoiste. Wszystko bowiem będzie swoiste, tj. odniesione do ciała. Wychowywać będziemy osobowość, lecz tę nastawimy na sprawy cielesne. Tak przeorientowane wychowanie fizyczne staje się - bez somistyki - rzeczywistym wychowaniem. Opisana operacja teoretyczna, którą zawdzięczamy inspiracji Piramowicza, jest centralnym ogniwem naszego rozumowania, owym manewrem repedagogizacji.
Zauważmy, że przy takim podejściu pozostaje w mocy cały dorobek wersji pierwszej, biotechnicznej. Trzeba przecież wiedzieć do czego się wychowuje, a wiedzę tę - upraktycznioną - przekazać uczniowi. W ostatecznej instancji wychowanek nasz będzie używał sił natury, powinien więc rozumieć swój rozwój biologiczny i jego potrzeby, posiąść odpowiednie umiejętności, wdrożyć się do pracy nad sobą. Słowem musi sam dla siebie stać się biotechnikiem.

5. Godząc to, co osobowościowe, z tym co dosłownie cielesne, wersja i ta utrzymuje równowagę między aktualizmem i prospekcją. Kształtując osobowość, formując przekonania, postawy, motywacje, pracujemy oczywiście na rzecz :przyszłości wychowanka, wdrażamy go do autoedukacji, do ustawicznego kształcenia. I jest to niezmiernie ważne. Jak bowiem wskazują praktyczne plony - powszechny niemal rozbrat dorosłych z osobistą kulturą fizyczną - uczniowie nasi opuszczają szkołę niekiedy zdrowi i wyćwiczeni, nawet wysportowani, lecz nie wychowani co do ciała.
Podejmując zadania perspektywiczne, czynimy to dzisiaj, w konkretnym działaniu na żywym ciele wychowanka. W omawianej dziedzinie ten aktualizm jest równie ważny jak prospekcja. Nauczyciel ponosi odpowiedzialność (ściślej - współodpowiedzialność) za. bieżący rozwój ucznia i nie wolno mu przeoczyć stosownej chwili. Tak np. kręgosłup poddaje się korekcji do czasu zakończenia procesów ossyfikacji; potem zmiany patologiczne stają się nieodwracalne. Biologia jest „bezlitosna” i w wielu przypadkach nie daje drugiej szansy. Trafnie to wyraził H. Grabowski sięgając do analogii z pedodoncją. Otóż najlepsze nawet wychowanie do przyszłej dbałości o stan uzębienia nie może zastąpić bieżących praktyk higienicznych, bo nie byłoby już o co dbać.
Zasilona myślą oświeceniową, teoria wychowania fizycznego umiała lepiej wykorzystać dorobek następnych epok, dostrzec w nim treści oryginalne, nietuzinkowe. Do takich należały teksty Floriana Znanieckiego, publikowane w okresie międzywojennym. Nie zwrócili na nie stosownej uwagi ani specjaliści, zatopieni w biologii, ani pedagodzy od dawna stroniący od wychowania fizycznego.

6. Znaniecki spojrzał na sprawę z innej niż dotychczas, socjologicznej perspektywy. „Każda grupa społeczna - pisał - interesuje się cielesnymi właściwościami swych członków”. Szkicując „typy fizyczne”, wskazał, jakie cele stawia sobie społeczeństwo zabiegając o wysoką jakość owych typów. Zgodnie z cytowaną definicją KEN, na czoło wysunął więc intencje. Co więcej, sam zamiar urabiania młodego ciała na wiór społecznie pożądany uznał za ostateczne kryterium, które przesądza o pedagogicznym charakterze wychowania fizycznego. Ani biotechniczne procedury - tak rozumował - ani przedmiotowego urabiania (materia cielesna) nie wykluczają, że jest to prawdziwe wychowanie; ważny jest kontekst społeczny i wychowawczy stosunek: mistrz - uczeń.
Nauka Znanieckiego pełni doniosłą rolę w teorii wychowania fizycznego. Zawiera elementy, które wspierają jej obecną wersję (pryzmat intencji nad procedurami; inspiracyjna funkcja wychowania w stosunku do autoedukacji; pośrednie wyjaśnienie sensu archaicznego zwrotu: obyczaje co do ciała i, zdrowia), ale też elementy kontrowersyjne, które wnoszą pożyteczny ferment. W sumie jest to mocna zachęta do zdecydowanej repedagogizacji, a przede wszystkim do uświadomionego formułowania celów. Z tym zadaniem nie umiały się uporać wersje poprzednie, gdyż - jak się rzekło - ani

  VII edycja Lubuskich Targów Edukacyjnych ABSOLWENT 2009
LISTA WYSTAWCÓW:

SZKOŁY WYŻSZE

1 Akademia Morska w Szczecinie
2 Akademia Sztuk Pięknych im. Jana Matejki w Krakowie
3 Collegium Polonicum w Słubicach
4 Dolnośląska Szkoła Wyższa we Wrocławiu
5 Dolnośląska Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Techniki w Polkowicach
6 Lubuska Wyższa Szkoła Zdrowia Publicznego w Zielonej Górze
7 Łużycka Wyższa Szkoła Humanistyczna w Żarach
8 Międzynarodowa Wyższa Szkoła Logistyki i Transportu we Wrocławiu
9 Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Sulechowie
10 Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Prezydenta Stanisława Wojciechowskiego w Kaliszu
11 Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Witelona w Legnicy
12 Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Gorzowie Wielkopolskim
13 Politechnika Koszalińska
14 Pomorska Akademia Medyczna w Szczecinie
15 Poznańska Wyższa Szkoła Biznesu i Języków Obcych
16 Stargardzka Szkoła Wyższa Stargardinum
17 Szczecińska Szkoła Wyższa Collegium Balticum
18 Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej w Warszawie
19 Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej w Warszawie - Wydział Zamiejscowy we Wrocławiu
20 Uczelnia Zawodowa Zagłębia Miedziowego w Lubinie
21 University of Bedfordshire Park Square, Luton LU1 3JU, Wielka Brytania
22 Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu
23 Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
24 Uniwersytet Europejski Viadrina - Frankfurt n. Odrą, Niemcy
25 Uniwersytet im. Adama Mickiewicza z Poznaniu
26 Uniwersytet Pedagogiczny im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie
27 Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu
28 Uniwersytet Szczeciński
29 Uniwersytet Szczeciński - Wydział Filologiczny
30 Uniwersytet Szczeciński - Wydział Humanistyczny
31 Uniwersytet Szczeciński - Wydział Matematyczno-Fizyczny
32 Uniwersytet Szczeciński - Wydział Nauk Ekonomicznych i Zarządzania
33 Uniwersytet Szczeciński - Wydział Nauk o Ziemi
34 Uniwersytet Szczeciński - Wydział Nauk Przyrodniczych
35 Uniwersytet Szczeciński - Wydział Prawa i Administracji
36 Uniwersytet Szczeciński - Wydział Teologiczny
37 Uniwersytet Szczeciński - Wydział Zarządzania i Ekonomiki Usług
38 Uniwersytet Szczeciński - Zamiejscowy Wydział Administracji w Jarocinie
39 Uniwersytet Zielonogórski
40 Wyższa Szkoła Administracji Publicznej w Szczecinie
41 Wyższa Szkoła Bankowa w Poznaniu
42 Wyższa Szkoła Bankowa w Poznaniu Wydział Ekonomiczny w Szczecinie
43 Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu
44 Wyższa Szkoła Bezpieczeństwa z siedzibą w Poznaniu
45 Wyższa Szkoła Biznesu w Gorzowie Wlkp.
46 Wyższa Szkoła Edukacja w Sporcie we Wrocławiu
47 Wyższa Szkoła Edukacja w Sporcie w Warszawie
48 Wyższa Szkoła Edukacji i Terapii w Poznaniu
49 Wyższa Szkoła Edukacji i Terapii Wydział Zamiejscowy w Szczecinie
50 Wyższa Szkoła Filologiczna we Wrocławiu
51 Wyższa Szkoła Handlowa we Wrocławiu
52 Wyższa Szkoła Handlu i Rachunkowości Wydział w Poznaniu
53 Wyższa Szkoła Handlu i Rachunkowości Wydział Zamiejscowy we Wrześni
54 Wyższa Szkoła Handlu i Usług w Poznaniu
55 Wyższa Szkoła Hotelarstwa i Gastronomii w Poznaniu
56 Wyższa Szkoła Humanistyczna im. Króla St. Leszczyńskiego w Lesznie
57 Wyższa Szkoła Humanistyczna we Wrocławiu
58 Wyższa Szkoła Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi
59 Wyższa Szkoła Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi Punkt informacyjno-rekrutacyjny Gorzów Wlkp.
60 Wyższa Szkoła Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi Punkt Informacyjno - Rekrutacyjny w Głogowie
61 Wyższa Szkoła Informatyki w Łodzi
62 Wyższa Szkoła Menedżerska w Legnicy
63 Wyższa Szkoła Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa w Poznaniu
64 Wyższa Szkoła Pedagogiki i Administracji w Poznaniu
65 Wyższa Szkoła Sztuki i Projektowania w Łodzi
66 Wyższa Szkoła Technologii Teleinformatycznych w Świdnicy
67 Wyższa Szkoła Umiejętności Społecznych w Poznaniu
68 Wyższa Szkoła Zarządzania i Bankowości w Poznaniu
69 Wyższa Szkoła Zarządzania i Bankowości w Poznaniu - Filia we Wrocławiu
70 Wyższa Szkoła Zawodowa „Kadry dla Europy” w Poznaniu
71 Wyższa Szkoła Zawodowa Pielęgnacji Zdrowia i Urody w Poznaniu Wydział Zamiejscowy w Szczecinie
72 Wyższa Szkoła Zawodowa Pielęgnacji Zdrowia i Urody w Poznaniu
73 Wyższa Szkoła Zawodowa w Kostrzynie nad Odrą
74 Zachodnia Wyższa Szkoła Handlu i Finansów Międzynarodowych im. Jana Pawła II w Zielonej Górze
75 Zachodniopomorska Szkoła Biznesu w Szczecinie
76 Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie
77 Zamiejscowy Wydział Kultury Fizycznej w Gorzowie Wlkp.

SZKOŁY POLICEALNE – OŚRODKI KSZTAŁCENIA – KURSY

78 Akademia MSP Ochrony Zdrowia i Urody w Gorzowie Wlkp.
79 Akademia Nauki Jazdy MSP w Gorzowie Wlkp.
80 Akademia SPA & WELLNESS w Gorzowie Wlkp.
81 Centrum Edukacyjne SMART w Gorzowie Wlkp.
82 Centrum Kształcenia PLEJADA w Szczecinie
83 Centrum Kształcenia PLEJADA - Szkoła Policealna w Zielonej Górze
84 Centrum Nauki i Biznesu ŻAK Sp. z o.o. w Gorzowie Wlkp.
85 Centrum Nauki I Biznesu ŻAK Sp. z o.o. w Zielonej Górze
86 COSINUS Policealne Szkoły Dla Dorosłych
87 Elita Studium SPA w Gorzowie Wlkp.
88 Izba Rzemieślnicza i Przedsiębiorczości w Zielonej Górze
89 Izba Rzemiosła i Przedsiębiorców w Gorzowie Wlkp.
90 Jednoroczna Policealna Szkoła Edukacji Innowacyjnej w Głogowie
91 Medyczne Studium Zawodowe w Gorzowie Wlkp.
92 Nauczycielskie Kolegium Języków Obcych w Szczecinie
93 Policealna Szkoła Detektywów i Pracowników Ochrony O`CHIKARA w Gorzowie Wlkp.
94 Policealna Szkoła Detektywów i Pracowników Ochrony O`CHIKARA w Zielonej Górze
95 Policealne Studium Kosmetyczne Anieli Goc w Poznaniu
96 Szkoła Kosmetyki Profesjonalnej MSP w Gorzowie Wlkp.
97 Szkoła Morska w Gdyni
98 Szkoła Policealna Pracowników Służb Społecznych w Szczecinie
99 Szkoły Policealne ŻAK w Gorzowie Wlkp.
100 Szkoły Policealne ŻAK w Zielonej Górze
101 TEB Edukacja Szkoły Policealne w Zielonej Górze
102 TEB Edukacja Szkoły Policealne w Gorzowie Wlkp.
103 Zakład Doskonalenia Zawodowego - Centrum Edukacji Dorosłych w Żaganiu
104 Zakład Doskonalenia Zawodowego - Centrum Edukacji Dorosłych w Żarach

SZKOŁY GIMNAZJALNE i PONADGIMNAZJALNE

105 COSINUS Licea w Zielonej Górze
106 COSINUS Licea w Gorzowie Wlkp.
107 EDUKACJA Zespół Szkół dla Dorosłych w Gorzowie Wlkp.
108 Europejskie Gimnazjum Społeczne dr Rahn w Zielonej Górze
109 Liceum Ogólnokształcące dla Dorosłych ŻAK w Gorzowie Wlkp.
110 Liceum Ogólnokształcące dla Dorosłych ŻAK w Zielonej Górze
111 Liceum Plastyczne w Gorzowie Wlkp.
112 Pestalozzi-Liceum w Guben/Matura w Niemczech
113 Technikum nr 8 w Zespole Szkół nr 12 im. Jana III Sobieskiego w Gorzowie Wlkp.
114 Zasadnicza Szkoła Zawodowa nr 14 w Gorzowie Wlkp.
115 Zespół Szkół Budowlanych im. Mikołaja Kopernika w Gorzowie Wlkp.
116 Zespół Szkół Gastronomicznych im. Febronii Karamać w Gorzowie Wlkp.
117 Zespół Szkół i Placówek Kształcenia Zawodowego w Zielonej Górze
118 Zespół Szkół Mechanicznych w Gorzowie Wlkp.
119 Zespół Szkół nr 1 WZDZ w Gorzowie Wlkp.
120 Zespół Szkół Odzieżowych im. K. Kieślowskiego w Gorzowie Wlkp.
121 Zespół Szkół Technicznych i Ogólnokształcących w Gorzowie Wlkp.
122 Zespół Szkół Zawodowych PBO Sp. z o.o. w Zielonej Górze

NAUKA JĘZYKÓW OBCYCH

123 Centrum Egzaminacyjne British Council w Gorzowie Wlkp.
124 Centrum Nauki SITA
125 MACPHERSON Szkoła Języka Angielskiego
126 Studium Języków Obcych NEW ENGLAND
127 SWIFT

FIRMY i INSTYTUCJE

128 2x3 S.A. Środki Komunikacji Wizualnej
129 Fundacja MojeStypendium.edu.pl w organizacji
130 Kuratorium Oświaty w Gorzowie Wlkp.
131 Urząd Miasta Gorzowa Wielkopolskiego
132 Wojewódzki Ośrodek Metodyczny

HOBBY – RELAKS – SPORT

133 Klub Fantasy Bastion Chaosu, Grodzki Dom Kultury
134 Klub Sportowy Capoeira Gerais
135 Studio Tańca i Aerobiku Body Language
136 MOVE UP - Szkoła Tańca DANCE MIX
137 ZPKS Gwardia Zielona Góra

TARGI PRACY – PRAKTYKI – STAŻE – OFERTY PRACY

138 Centrum Informacji i Planowania Kariery Zawodowej w Gorzowie Wlkp.
139 Centrum Informacji i Planowania Kariery Zawodowej w Zielonej Górze
140 euro-punkt.pl Sp. z o.o.
141 GrupaMG - Zabezpieczenie sprzętu do obsługi imprez
142 Komenda Wojewódzka Policji w Gorzowie Wlkp.
143 Lidl Polska Sklepy Spożywcze Sp. z o.o. s. k.
144 Metro-Gewert Organizacja Imprez
145 Nestlé Polska S.A.
146 Ochotnicze Hufce Pracy - Centrum Edukacji I Pracy Młodzieży w Gorzowie Wlkp.
147 Ochotnicze Hufce Pracy - Lubuska Wojewódzka Komenda w Zielonej Górze
148 Perfumy FM
149 Powiatowy Urząd Pracy w Gorzowie Wlkp.
150 Świat Książki Sp. z o.o.
151 TRANS – POZ S.A. z siedzibą w Poznaniu
152 Wojewódzki Sztab Wojskowy w Zielonej Górze
153 Wojewódzki Urząd Pracy w Zielonej Górze
154 Wojskowa Komenda Uzupełnień w Gorzowie Wlkp.