I co z Wellmanem......???
> Duża szkodą dla środowiska hotelarskiego będzie, jeśli w tym roku nie rozegrana zostanie kolejna edycja Konkursu Hotelarskiego im.Leonarda Wellmanna.
> W naszej szkole tj. Zespole Szkół Ekonomiczno - Hotelarskiej w Kołobrzegu eliminacje do konkursu odbyły się w grudniu 2005 roku , a wzięło w nich 53 osoby.
> Konkurs jest doskonałą zabawą dla młodzieży, okazją do podwyższenia swoich umiejętności a jednoczesnie dla nas nauczycieli znakomitą formą praktyki. Gromadzi co roku najlepszą młodzież hotelarską z całej Polski, integruje środowisko hotelarskie i jest szczególną okazją do bliższego poznania.
> Co do organizacji konkursu nie powinniśmy mieć wątpliwości jako środowisko nauczycieli szkół hotelarskih. Możemy spierać się co do formuły konkursu - może już nadszedł czas aby powołać stosowną Komisję i ustalić nowe warunki Konkursu.
> Konkursu, który miałby rangę olimpiady przedmiotowej i był przeprowadzony za zgodą , czy przy współudziale MEi N.
> Z pewnością podniosloby to rangę konkursu a chyba na to zasługuje i zwiększyłoby już i tak ogromne zainteresowanie.
> Z poważaniem
> Janusz Budzik
> nauczyciel przedmiotów zawodowych
> Zespół Szkół Ekonomiczno - Hotelarskich Kołobrzeg

     

  Pracownia na Linuksie
Maciek jak powiedziałem w Kołobrzegu jestem chętny do testów oprogramowania w szkole średniej. Potrzebą w mojej szkole zawodowej jest jakiś program do rysunku technicznego
Nie mogłem nic znaleźć pod Linux w tej dziedzinie.
Zainstalowałem Italc u siebie i jestem zadowolony. Nie wiem jedynie jak skonfigurować by podglądać na komputerze administracji na windowsie podglądać czy sterować komputerem z Linux Suse 11
Moim skromnym zdaniem Przyszłość w moodle wiec niezbędnie powinno znaleźć się na serwerze by odciążyć internet który w niektórych szkołach działa jak działa.
Chętnie przyłączam się do pomysłu i realizacji.

  Mandaty Karne (Off Topic)
zawodowo jeżdze dosyć duzo, mam "pod sobą" teren od kołobrzegu po elbląg i jeszcze trochę,to co widze na drodze to makabra. Nie wiem ile musialabym jechac, żeby inni nie siedzieli mi na "tyłku". Nie ma takiej predkości, która byłaby dla kierowców wystarczająca by nie wyprzedzać i nie narażac pozostałych na kalectwo lub smierć. A kiedy widze dzieciaki idące skrajem drogi do szkoły, albo bojące przejśc przez przejście dla pieszych...ja sama boje sie zatrzymac przed przejściem żeby takie dzieciaki puścic, bo ostatnio kiedy to zrobiłam, facet z naprzeciwka prawie po nich przejechał! po prostu nie zatrzymał się jak ja. innym razem samochody za mną ledwo wyhamowały i w samochód za mną wjechał slepy chyba kierowca. nadmienię tylko, że nie hamowałam nagle i ostro ale stopniowo i był czas na zdjęcie nogi z pedału gazu. Ludzie! Wniosek z tego jeden i przerażający: kierowcy nie dopuszczają do siebie nawet myśli, że można przepuścic kogos przez przejście dla pieszych na którym nie ma sygnalizacji świetlnej (nie ma to niech czeka) Ogólnie cala "kultura" kierowców to.....
pozdrawiam puki mam okazje dopaśc do internetu

  Zjazdy - drugi semestr
Kochani jutro tzn. 17.06 mamy zjazd na Kołobrzeskiej!!!
Niestety nikt nie podał dokładnego adresu, więc można tylko się domyślać, że jest to Zespól Szkoł Zawodowych, Kołobrzeska 77 na Przymorzu???

     

  kołobrzeg
W byłej JW 3644 przy ul. Jedności rozpoczynałem służbę zawodową jako dca plutonu. Stare dobre- szkoleniowe- czasy: strzelnica garnizonowa, ryżaki, "spacery" do Mrzeżyna na strzelania, Ziemsko, Konotop, Głębokie, Okonek, ćwiczenia w Juteborgu(DDR), piąty okres szkolenia(prace na rzecz...). Dcą JW - wtedy mjr dypl. Andrzej Ekiert. Rzadko widzieliśmy Kołobrzeg w pełnej letniej krasie, bo oddziały chłopskiej dywizji miały intensywne szkolenie- szczególnie letnie. Nie ma chyba dzisiaj takich środków i mozliwości szkoleniowych jakie tam i wtedy były. Pozdrawiam byłych i jeszcze czynnych żołnierzy Garnizonu Kołobrzeg.
Ignac.

  Uczyć się jest warto
Wiedziona chęcia kontynuacji nauki po ukończeniu szkoły sredniej zainteresowała mnie oferta Policealnej Publicznej Szkoły Medycznej w Kołobrzegu. Miłym zaskoczeniem dla mnie w tej szkole, był nowo otwarty kierunek - Terapia Zajęciowa. Nauka trwa 2 lata. Ukończenie tego kierunku daje tytuł Terapeuty Zajęciowego i umożliwia pracę z dziećmi pełno i niepełnosprawnymi a także z dorosłymi niepełnosprawnymi i ludźmi starszymi.
Wielkim udogodnieniem dla osób z poza Kołobrzegu jest internat bezposrednio połączony ze szkołą (istnieją także dogodne połączenia komunikacyjne). Internat gwarantuje wyżywienie całodobową opiekę wykwalifikowanych opiekunów. Szkoła posiada salę gimnastyczną.
W trakcie nauki organizowane są praktyki w placówkach służby zdrowia i domach opieki, które umożliwiają dokładne zapoznanie się z problematyką zawodową. Ważnym jest to, że szkoła uczy w systemie dziennym i jest bezpłatna.
Wielką atrakcją jest położenie naszej szkoły, gdyż mieści sie ona nad samym morzem.

Jeżeli jesteś człowiekiem który kocha kontakty z ludźmi a także chce pomagać potrzebującym, to koniecznie powinieneś zostać uczniem tej szkoły.

Tekst.Czarnula1984.

Adres szkoły:
Policealna Szkoła Medyczna
ul. Grottgera 12
78-100 Kołobrzeg
sekretariat: 094 352 21 20
www.pszm.kolobrzeg.pl

  rozkrok po kołobrzesku
Oj Eureka, rozkrok dotyczy głosowania za budżetem i argumentacji Gromka( nie głosowałem za , bo wiedziałem , że i tak zostanie przyjęty) , wybacz , ale tak pustego argumentowania nie słyszałem z ust żadnego radnego w żadnej kadencji.[/quote]
Oj mauritus, tym określeniem posłużył się Pan poseł Czesław Hoc. Sądziłem, że to kulturalny człowiek, ale krótki pobyt w ławach poselskich PiS-u dał o sobie znać. Pana Gromka obronią wyniki, które osiąga w życiu zawodowym. Odwiedzam setki ludzi i w większości deklarują, że oddadzą na niego swój głos. Jesteś tego świadom i stąd zapewne te częste wycieczki pod jego adresem. Rób swoje i nie prowokuj mnie do walki, którą mogę podjąć, bo jestem do niej przygotowany. Jak zauważyłeś, nie podejmuję krytyki Twojego kandydata. Proponuję Ci, zajmij się pracą zawodową a nie wszczynaniem awantur. No, chyba, że już tylko to Ci zostało.[/quote]

Znam lepsze szkoły w Kołobrzegu, z większymi nakładami na inwestycje i z co najmniej tak dobrymi wynikami w nauczaniu, nie wspomnę o wynikach w sporcie. Tą szkołą jest np.Gim. nr 1, S.P 4.
Ja po prostu nie chcę drugiego Wałęsy.Wyborcy zadecydują oczywiście.
Znam p. Gromka i znam jego możliwości, znam jego przygotowanie merytoryczne, znam jego osiągnięcia.Oświeć mnie , bo może o czymś nie wiem.Konkretnie tylko.

  Zwłoki na ul. Woj. Polskiego
No to , jeśli sa sprawcy ze szkoły średniej , to już "zdali swój egzamin dojrzałości".
A juz mówiłem , że Kołobrzeg to takie spokojne miasto po sezonie.



Te osoby są z Zespołu Szkół Mechanicznych, z zawodówki. Nie wyczytałam nigdzie, ze sa upośledzeni. No chyba, ze przeoczyłam ... 3 jest uczniami zawódowki, 4 przyjechał z Połczyna na kurs zawodowy ...

  Ustka. Dostali odszkodowania za kutry, szukają inwestycji
To nie zapomnijcie, że ja jestem po morskiej szkole i pływalem jako rybak w Kodze na Helu i Barce Kołobrzeg.
Dla mnie jest nieporozumieniem stanowisko, że rybacy mieliby nas opuścić i inwestować gdzie indziej. Co innego inwestowanie Tego pana, przecież nie wykupi wszystkiego, a dzialek atrakcyjnych o własnościach, o mniejszym nominale jest w Ustce jeszcze trochę. Podzielam zdanie i przyklad o gornikach. Brak programu jakiejs rekwalifikacji zawodowej skończył się dla nich źle.
No i na koniec proszę nie mieszać zachowań rybaków sprzed lat ( to zjawisko marginalne ) i nie obciążać tej grupy zawodowej, która jest z nami od czasów odzyskania ziem zachodnich i mogłaby jeszcze zaznaczyć się swoimi pieniędzmi na usteckim rynku turystycznym, może produkcyjnym lub usługowym.

  Relaks i terapia w jaskiniach solno - jodowych

Dwukrotnie na terenie uzdrowisk dolnośląskich (m.in. Lądek, Kudowa, Polanica, Duszniki) przebywał znany muzykoterapeuta i psychoterapeuta rodzinny pan Władysław Pitak z Koszalina- autor opracowań ćwiczeń relaksacyjnych i treningów autogennych, które od ponad 20 lat są stosowane w klinikach, szpitalach i sanatoriach uzdrowiskowych.

16 lat temu wsławił się na Sympozjum Medycyny Psychosomatycznej w Kołobrzegu, gdzie jako pierwszy zawodowy muzykoterapeuta przedstawił opisy logomuzykoterapii jako zabiegów terapeutycznych prowadzonych z kuracjuszami na zlecenie lekarzy.

Od kilku lat szkoli rehabilitantów, przyznaje certyfikaty uprawniające do terapii relaksacyjnej i animacji muzycznej. Jest zapraszany na wykłady, seminaria i warsztaty , na których prezentuje nowoczesne techniki psychoterapeutyczne - skuteczne w terapii nerwic, chorób układu krążenia, problemach otolaryngologicznych i psychosomatycznych.
http://terapia.republika.pl

  PKP - węzeł rybnicki
Hm... narazie nie mam takiej mozliwosci. poprostu nie mam skanera, ale zobaczy sie co da sie zrobic co do rozkladu to mam rozklad od 27.05.1990 - 30.05.1992 wiec o 2 lata sie machnalem:P
z takich ciekawostek ze stacji Rybnik:
Zywiec 7.05 os
no nasz ulubiony (nieslusznie zlikwidowany) Wisla Uzdrowisko 7.57 os
Warszawa Wsch. 6.12 Ex Skarbek
Swinoujscie 22.05 posp kursowal od 13.06 - 2.09 przez Zielona G. tak jak teraz ale wyjezdzal ze stacji Rybnik. teraz to te 3 wagony jezdza z Bielska (ale to kazdy wie:P )
Kolobrzeg 18.33 posp tak samo kursowal jak do Swinoujscia. tylko ciekawy jestem czy rowniez w Kolobrzegu byl po 14 godzinach :/ ale do Wrocka kursowal do 4.11, 21.12-2.01, od 28.03
Suwalki 18.10 posp Pogoria do Suwalk kursowal tak jak do Kolobrzegu i Swinoujscia, do Elku w okolicach swiat: zmarlych, BN i Wielkanocy; natomiast do Olsztyna codziennie.
Bielsko 6.10 osob kursowal z Raciborza ale z Rybnika codziennie
Skoczow 15.20 osob przez Jastrzebie
Wroclaw Gl. 6.55 osob - on dosc dlugo kursowal, az w koncu zamienili go na Szyndzielnie
Jelenia Gora 10.50 przysp przez Nyse, 17.17 przysp przez Wrocek
Budapest Keleti 19.49 posp [R] codziennie
Burgas 20.05 posp [R] 6.06 - 21.09 ale nie wiem czy ten tez jechal przez Budapeszt
poza tym wszystkim byly polaczenia do Gliwic i Zabrza Mak., a do Gieraltowic naliczylem 13 kursow.
pierwszy pociag byl o 0.23 do Wodzislawia, potem 3.22 do Krakowa. ostatni o 23.02 do Gieraltowic.

mam jeszcze czesc rozkladu, domyslam sie ze z lat 88/90, pisze na stronie z reklama jakiejs szkoly zawodowej - nabor na lata 89/90
niestety nie mam tu stacji Rybnik, ale jest stacja Orzesze i tam widnieje:
Warszawa Wsch. 7.22 Ex Skarbek (czego nie ma w rozkladzie z lat nastepnych):D no no w koncu Orzesze to kiedys byla stacja przesiadkowa

ale przeciez Wy o tym wszytskim wiecie:P moze zamiast skanow troszke sie zrehabilitowalem. w tym z lat 90/92 jest tez stacja Pszczyna:D

tu macie stare rozklady z Knurowa (na dole strony)
http://www.knurow.net.pl/szufla2.htm

pozdro...

  witam wszystkich fanatyków kulinariów
Ja mam naimię Olga i mieszkam w Poznaniu w bardzo pięknym mieście w którym sie duzo dzieje. Mam 19 lat mój znak zodiaku to lew. Mam bardzo ciekawe zainteresowania: muzyka, turystyka, medytacja, sport, książki, komputery, gotowanie, kina, teatry, zakupy, śpiew, taniec, imprezy, filmy. Bardzo lubie słuchać muzyki pop, hip hop, rap, techno, dance, muzyka z reklam, muzyka filmowa, muzyka relaksacyjna czyli do medytacji i relaksacji. Uwielbiam podrózować po Polsce udało mi się zwiedzić Darłowo, Sarbinowo, Uzarzewo, Kraków, Wieliczke, Wrozław, Darłowo, Toruń, Świnoujście, Kołobrzeg, Gdańsk, Gdynie. Medytacją interesuje się od dwóch lat moja przygoda z medytacja zaczęła się od czytania w internecie i postanowiłam ją ćwiczyć i to jest fajna zabawa. Moim ulubionym sportem który uprawiam to koszykówka, siadkówka, tenis stołowy, siłownia, badminton, bieganie po schodach. Uwielbiam czytać książki na temat gotowania i informatyki. Na komputerze lubie wykonywać prace zlecone szukać informacji w internecie, gadać na gadu czacie na forum i lubie tez grać i dorabiać lekcje. Potrafie ugotować pyszne ciasta ciastka i spagetti tradycyjne. Uwielbiam chodzić z przyjaciółką do kina na nocne seanse filomowe i filmy które leca w dzień. Lubie też chodzić do tatru na spektakl pt Halka. Lubie tez chodzić na zakupy do marketów i kupować eleganckie ciuchy. Jak mi Jest weoło to Lubie śpiewać i tańczyć. Najbardziej lubie chodzić na imprezy osiedlowe, szkolne i oczywiście lubie imprezy w grodzinnym. Uwielbiam oglądach horrory, polskie sriale, religijne, sensacyjne itd. Uwielbiam wszystkie programy rozrywkowe i programy kryminalne. Ucze się w szkole zawodowej o profilu komputerowym kierunek Komputerowy Edytor Tekstu Operator Wprowadzania Danych. Lubie tez brać udział w konkursach, występach np na rekolekcjach ponieważ będe występować w chórku kościelnym z moimi koleżankami ze szkoły. Mam 161 cm wzrostu czarne włosy z pasemkami jasny blond i brązowe oczka jestem miła, grzeczna, uśmiechnęta, spełniam każde przydzielone mi zadanie, pocieszająca, pomagam innym osobom i przyjaciołom, jestem radosna a czasem smutna, Mam tez dwa zwierzątka pieska i papużke falistą bardzo lubie się nimi opiekować i to na tyle co do mojego opisu

pod moim opisem możecie się wypowiedzieć na mój temat czekam na wasze posty

kontakt zemną
mój mejl olga-twardowska@wp.pl
mój numer gadu 9690596

Pozdrawiam wszystkich na forum pa OLGA

  Partia Kobiet się tworzy, kobity się jednoczą :)
Dla pań i panów

Od kilku tygodni za sprawą dwóch mieszkanek: Sylwii Kwiatkowskiej i Anny Radomańczyk zawiązuje się w Kołobrzegu Partia Kobiet.

Do tej pory deklarację członkostwa złożyło 15 osób. Na razie same kobiety. Jednak sprawczynie całego zamieszania do udziału w inicjatywie zapraszają również mężczyzn. - Partia Kobiet ma raczej wydźwięk społeczny niż polityczny. Oczywiście postulaty są ogólne; chcemy walczyć o prawa kobiet, o to, aby panie nie były dyskryminowane w żadnej dziedzinie życia, ani społecznej, ani zawodowej, ani politycznej. Ale przede wszystkim ma być prorodzinna; interesują nas sprawy funduszu alimentacyjnego, świadomego planowania rodziny, edukacji seksualnej -tłumaczy Anna Radomańczyk, z zawodu przedstawiciel handlowy.

- Nie jesteśmy feministkami, stawiamy na partnerstwo - dodaje Sylwia Kwiatkowska, prowadząca firmę rodzinną. - Poza tym chcemy, aby nasza partia była otwarta dla każdego; zarówno kobiety czynnej zawodowo, jak i matki pracującej w domu. Czego mogą szukać w Partii Kobiet panowie? - Wsparcia, porady. Przecież mężczyźni też samotnie wychowują dzieci, zmagają się z problemem alimentów, a pierwsze szkolenie, które będziemy organizować w najbliższym czasie, będzie dotyczyć tego właśnie tematu - mówi Sylwia Kwiatkowska.

Skąd wziął się impuls do tworzenia takiej inicjatywy? - Usłyszałam o partii w telewizji i pomyślałam: to jest właśnie to - uśmiecha się pani Sylwia. Jak się okazuje pomysł trafiony, bo kołobrzeżanki licznie przychodzą na "partyjne” spotkania.

- A mężczyźni kibicują, na razie nie spotkałyśmy się z lekceważeniem czy pobłażliwością ze strony tych, którzy o naszej inicjatywie wiedzą. Zobaczymy, co będzie dalej - mówi Anna Radomańczyk. Jak z uśmiechem deklarują organizatorki, z uszczypliwego sloganu kultowej polskiej komedii "Liga rządzi, Liga radzi, Liga nigdy Cię nie zdradzi” realizowane będzie założenie numer dwa. - Ważne jest, aby kobiety wiedziały, że mają wsparcie w trudnych życiowych sytuacjach, że mogą uzyskać od nas pomoc - mówią obie panie.

  Gromek o sobie
Prezydentowi miasta Januszowi Gromkowi należy pogratulować jego krótkiego opisu na stronie Urzędu Miasta . Zaledwie kilka zdań posiada sporo nieścisłości. Oto, co o Januszu Gromku można się dowiedzieć, a właściwie można zostać wprowadzonym w błąd.



1. Janusz Gromek nie wykonuje już zawodu nauczyciela. W 2006 roku przeszedł na emeryturę.

2. W swoim doświadczeniu zawodowym Janusz Gromek na zawarł informacji, że był przewodniczącym Rady Miejskiej.

3. Stwierdzenie, że od 13 lat Janusz Gromek "jest dyrektorem szkoły", jest nieprawdziwe. Winno być „przez 13 lat był dyrektorem”, choć wydaje mi się, że to nie 13, a 17 lat. No ale cóż, prezydent wie lepiej.

4. Co znaczy zwrot „bez przynależności”? Do czego prezydent nie przynależał? Winno być „bez przynależności partyjnej” lub „bezpartyjny”.

5. Cóż, skoro doświadczenie Janusza Gromka jest przydatne „tylko” do pracy radnego, to jeśli wziąć pod uwagę, że J. Gromek doświadczał się 16 lat, to ile czasu upłynie, aby zdobył doświadczenie niezbędne do pracy na fotelu prezydenta? Bo chyba o to chodziło autorowi tekstu...

6. Co znaczy zwrot: „wnieść pozytywne skutki tego działania”? Może prezydent napisze wypracowanie na temat: „Wnoszenie pozytywnych skutków pewnego działania w kontekście konstruowania strategii rozwoju miasta a komunikacja z otoczeniem”. To tak dla ćwiczeń w wolnej chwili.

Z tym oto doświadczeniem zostawiam wszystkich i mam nadzieję, że wniesie to pozytywne skutki w myśleniu osób, które tworzą takie rzeczy, jak te powyżej.

Robert Dziemba
http://www.emiasto.kolobrzeg.pl

  Kursy, szkolenia, podnoszenie kwalifikacji zawodowych
Piszemy o punktach rekreacyjnych, żywieniowych, sklepach etc. w naszym mieście i rejonie. Uważam, że to dobry pomysł, dzielenie się dana informacją z innymi gdyż poszerza się nam zakres wiedzy i możliwość wyboru nam, jako potencjalnemu konsumentowi.
Przeglądając „wyborczą” trafiam na artykuły opisujące sytuację na rynku pracy i związane z tym tematem – kursy szkolenia i doskonalenia zawodowe, wyjeżdżając do Anglii często jedziemy w ciemno a może warto zrobić wydawałoby się jakiś kurs nie ważne, że większość ma dyplom uniwersytetu jak i tak nie ukrywajmy tego jedzie się na tzw. dorobek, co w większości stanowi ciężka praca fizyczna. Kurs spawacza, operatora wózka widłowego, montera jakiś urządzeń, kosmetyczki, może pomóc w szukaniu dogodniejszego zajęcia zarobkowego. Więc wpisujmy znane nam ośrodki świadczące tego typu usługi, swoje poglądy na temat danej jednostki, oraz przeprowadzane przez daną placówkę szkolenia i nadawane uprawnienia.

Powiatowy Urząd Pracy – dużo wzniosłych haseł zero projektów, nie wnikam już, dlaczego brak jakichkolwiek mądrych kursów – zachęcam włodarzy do lektury poniedziałkowego dodatku ”Praca” gazety wyborczej tam w pewnym mieście rozwiązali problem braku ludzi na budowie finansując szkolenia przy realnym projekcie miasta zyskali za pół ceny: przeszkolenie bezrobotnych, oraz wykończenie inwestycji miejskiej. Jak się chce to można zresztą o pracy naszego pup’u niech świadczy środowa gazeta „Głos Koszaliński” w dodatku praca pozostałe pup’y wymieniają i opisują dokładnie dane stanowisko wraz z danymi kontaktowymi pracodawcy i jego wymaganiach, natomiast kołobrzeski pup w ciągu wymienia jedynie oferty nie wysilając się o podanie dokładniejszych danych – więc potwierdzenie wniosku jak się chce to można. Ps ale nie o tym temat to jedynie dygresja

Centrum Kształcenia Praktycznego w Kołobrzegu – kursy: kelnerski, dla recepcjonistów, językowe, gastronomiczny, barmański, języków obcych

  GÂłos KoszaliĂąski - PociÂągi pod kreskÂą
Głos Koszaliński - Pociągi pod kreską, 8-11-2004

12 grudnia z kolejowego rozkładu jazdy wypadną następne pociągi regionalne.
Na czarnej liście, do której dotarliśmy, widnieje prawie 80 połączeń.
Niektóre znikną w całości, inne zostaną znacznie ograniczone. Większość to
składy kursujące na terenie dawnego województwa koszalińskiego. Zestawienie
nierentownych pociągów przygotował Zachodniopomorski Zakład Przewozów
Regionalnych. Z analizy wynika, że z dniem wejścia w życie nowego rozkładu
jazdy, czyli 12 grudnia, z tras zniknie m.in. pociąg relacji Szczecinek ­
Białogard (wyjazd o godz. 5.13), Białogard ­ Kołobrzeg (14.00), Szczecinek ­
Chojnice (7.30), Koszalin ­ Słupsk (10.30), Koszalin ­ Białogard (6.28).
Lista trafiła do kolejarskich związków zawodowych. W tej sprawie zebrali się
przedstawiciele poszczególnych komisji zakładowych i radzili nad tym, jak
zareagować na planowane cięcia. Rozważano kilka scenariuszy. Jednym z
pomysłów jest okupacja gabinetu marszałka województwa, odpowiedzialnego za
przewozy regionalne.­ Odwiedzimy go może na godzinkę, może na kilka dni­
zapowiadają kolejarze.­ Ograniczenie połączeń to likwidacja miejsc pracy.
Szacuję, że w drużynach konduktorskich zatrudnienie zmniejszy się o około 50
osób, na bruk pójdzie też około 100 maszynistów ­mówi Romuald Ansen,
przedstawiciel kolejarskich związków. ­ Marszałkowi trzeba pomóc rządzić, bo
widać, że nie potrafi... Co na to główni zainteresowani, czyli pasażerowie?
Ich akurat nikt o zdanie nie pytał. Poza tym są już tarciami na kolei po
prostu zmęczeni. Wielu zrezygnowało z usług PKP, bo ma dość brudnych
wagonów, wiecznie spóźniających się pociągów, wysokich cen biletów.
Wybierają przewoźników prywatnych, którzy są wygodniejsi i operatywni, a
przede wszystkim tańsi. Co ważne, busy dojeżdżają także do mniejszych
miejscowości. Na wielu trasach tracimy klientów ­ potwierdza Leszek Hodak,
naczelnik działu marketingu w ZZPR w Szczecinie. Powodów jest wiele. Na
przykład, trudno dostosować rozkład do godzin otwarcia firm, czy godzin
rozpoczęcia lekcji w szkołach. Dojeżdżam codziennie na zajęcia do
Koszalina ­ mówi Marcin Schmechel, student z Przystaw.­ Jeżeli rzeczywiście
tak wiele połączeń zniknie, będą miał sporo kłopotów z transportem. Jak to
jest z tą frekwencją pasażerów? Sprawdziliśmy na koszalińskim dworcu.
"Skontrolowaliśmy" pociąg z Koszalina do Słupska odjeżdżający o godz. 10.30
(według planów, zniknie z rozkładu 12 grudnia). W trzech wagonach
doliczyliśmy się łącznie 30 osób, czyli na dobrą sprawę wszystkich pasażerów
z powodzeniem udałoby się zmieścić w jednym wagonie. Dwa pozostałe wiozły
powietrze.­ To nie ma znaczenia czy jest to jeden, czy trzy ­ twierdzi
Andrzej Tomaszewski, zastępca dyrektora ds. eksploatacji w
Zachodniopomorskim Zakładzie Przewozów Regionalnych w Szczecinie. ­Różnica
kosztów jest groszowa. Dzisiaj odbędą się dwa spotkania w sprawie sytuacji
na kolei w Zachodniopomorskiem. W Szczecinie konferencję w tej sprawie
organizuje wicemarszałek województwa. W Koszalinie ze związkowcami rozmawiać
będzie poseł Edward Wojtalik.


  Dorobek PRL

Zatrudnienie w Polsce Ludowej bylo 100%



pamietam kilka wypowiedzi na ten temat:
- Jaruzelski - w Polsce wykorzystanie czasu pracy nie przekracza 40% /albo
mniej ale już nie pamiętam ile/,
-Jugosłowianie, prasa - w Polsce koło maszyny układającej tory kręci się
kilku zupełnie niepotrzebnych robotników,
- z mojego własnego doświadczenia  - jeden jełop potrafił zdezorganizować
pracę kilku ludzi a pilnowanie pijaczka było zmorą

bywalo nawet ze obijbokow milicja doprowadzala do pracy
( i bardzo dobrze).



ktoś w końcu musiał donosić a do tego najlepiej nadawali się pijaczkowie,

Ludzie moze nie byli bardzo zamozni ale nikt nie spal pod mostami,



o tak, zagęszczenie wynosiło czasami pięć osób na izbę  - ubaw po pachy!
nie bylo
Za Gierka w kazdym domu byl pojemnik na niechciany chleb!!!



cholera Państwo organizowało wszystko, nawet zbiórkę chleba, dziś chleb
zbierają ci którzy mogą go skarmić

fragment wspomnień:
"Tak chyba w 53 a może w 52 zarządzono zbiórkę złomu. Wszyscy mieli
zbierać - uczniowie też a w Karierze tyle złomu. Lokomotywy to raczej nie
można zanieść na złom ale można sporo odkręcić a jeszcze łatwiej to odkręcić
to wszystko to co przy torach, śruby, gwoździe, nawet odcinki torów - a co?
Jak zbiórka to zbiórka. Nawet chyba jeden nauczyciel to miał być udekorowany
za tę zbiórkę złomu ale kolejarze też sobie przypomnieli o tych lokomotywach
i doszli do wniosku, że najlepiej to je tak na kołach przetoczyć na złom.
Ale jak przetoczyć lokomotywy jak ktoś szyny ukradł, zwrotnice
zdekompletował - awantura straszna się zrobiła - nauczyciel ten przodownik
pracy socjalistycznej nagrody to chyba nie dostał, kolejarze złomu nie mogli
dostarczyć"

Dzisiaj bezrobotni ludzie szukają jedzenia na śmietnikach !! i to ma byc
cywilizcyjny rozwoj Polski ?



nareszcie nie muszę na nich pracować!

Szkolnictwo w PRL:
poziom wyksztalcenia w PRL owskich szkolach byl niewspolmiernie
wyzszy niz w zachodnich.



jełopokriestra - ostatnie miejsce jeśli nie liczyć Albanii w Europie

owe były na poziomie wyższym niz tzw.(high school) na

       zachodzie.
Doskonaly system szkolnictwa zawodowego i ogolnego.
Doskonale Uniwersytety i Politechniki



i dlatego ci wspaniali inżynierowie w żaden sposób nie mogli zaprojektować :
- mostów których nie trzeba by rozbierać po dwudziestu latach albo i mniej,
- samolotów /Iskra była niechcianym wypadkiem przy pracy - patrz dalsze losy
konstruktora/,
- telewizorów na tranzystorach gdy cały świat łącznie z Brazylia już
oszczędzał energie używając półprzewodników,
-broni którą by można eksportować z zarobkiem - a nie po cenach umownych,
-dróg szybkiej jazdy,
- domów z widnymi kuchniami,
- domów które nie ogrzewają w zimę otocznia tylko mieszkańców,
- szczelnych okien,
- samochodów które by nie połykały 10 l paliwa na sto,
- elektrowni wiatrowych,
- sposobów regulacji rzek aby zmniejszyć do minimum szkody powodziowe,
-itd itd itd itd

Opery i operetki - dostępne dla wszystkich z najlepszym repertuarem.



o tak repertuar był nawet ciekawy i śpiewały gwiazdy - czy gwizdy już nie
pamiętam

Biblioteki - w kazdym miescie , miasteczku i wiekszej wiosce do malych
dojezdzaly  autobusy- biblioteki.



z literaturą która miał maluczkich przekonywać, że to nie Kopernik tylko o
wiele wcześniej chłopi ukraińscy którzy obserwowali palący się step,

Ogrody botaniczne i zoologiczne.



zwłasza w Dzienniku Telewizyjnym - o tak , o tak
Narodowe Parki Przyrody



a to juz ciekawe niezmiernie bo zaliczył osiągnięcia nie tej epoki

Festiwale - kazdego rodzaju, Opole, Sopot, I wiele muzyki powaznej.



Szczególnie polecałbym Kołobrzeg, kadra miała przez wiele dni picie,
jedzenie, dziewczynki.

Festyny fokloru



o tak, folklor był, tu ma rację

Gdzie jest nasza cywilizacja ?



Gdzie jest Wasza cywilizacja? tam gdzie powinna - na śmietniku
SJS


  Dorobek PRL

| Zatrudnienie w Polsce Ludowej bylo 100%
pamietam kilka wypowiedzi na ten temat:
- Jaruzelski - w Polsce wykorzystanie czasu pracy nie przekracza 40% /albo
mniej ale już nie pamiętam ile/,
-Jugosłowianie, prasa - w Polsce koło maszyny układającej tory kręci się
kilku zupełnie niepotrzebnych robotników,
- z mojego własnego doświadczenia  - jeden jełop potrafił zdezorganizować
pracę kilku ludzi a pilnowanie pijaczka było zmorą

| bywalo nawet ze obijbokow milicja doprowadzala do pracy
| ( i bardzo dobrze).
ktoś w końcu musiał donosić a do tego najlepiej nadawali się pijaczkowie,

| Ludzie moze nie byli bardzo zamozni ale nikt nie spal pod mostami,

o tak, zagęszczenie wynosiło czasami pięć osób na izbę  - ubaw po pachy!
nie bylo
| Za Gierka w kazdym domu byl pojemnik na niechciany chleb!!!
cholera Państwo organizowało wszystko, nawet zbiórkę chleba, dziś chleb
zbierają ci którzy mogą go skarmić

fragment wspomnień:
"Tak chyba w 53 a może w 52 zarządzono zbiórkę złomu. Wszyscy mieli
zbierać - uczniowie też a w Karierze tyle złomu. Lokomotywy to raczej nie
można zanieść na złom ale można sporo odkręcić a jeszcze łatwiej to odkręcić
to wszystko to co przy torach, śruby, gwoździe, nawet odcinki torów - a co?
Jak zbiórka to zbiórka. Nawet chyba jeden nauczyciel to miał być udekorowany
za tę zbiórkę złomu ale kolejarze też sobie przypomnieli o tych lokomotywach
i doszli do wniosku, że najlepiej to je tak na kołach przetoczyć na złom.
Ale jak przetoczyć lokomotywy jak ktoś szyny ukradł, zwrotnice
zdekompletował - awantura straszna się zrobiła - nauczyciel ten przodownik
pracy socjalistycznej nagrody to chyba nie dostał, kolejarze złomu nie mogli
dostarczyć"

| Dzisiaj bezrobotni ludzie szukają jedzenia na śmietnikach !! i to ma byc
| cywilizcyjny rozwoj Polski ?
nareszcie nie muszę na nich pracować!

| Szkolnictwo w PRL:
| poziom wyksztalcenia w PRL owskich szkolach byl niewspolmiernie
| wyzszy niz w zachodnich.

jełopokriestra - ostatnie miejsce jeśli nie liczyć Albanii w Europie

owe były na poziomie wyższym niz tzw.(high school) na
|        zachodzie.
| Doskonaly system szkolnictwa zawodowego i ogolnego.
| Doskonale Uniwersytety i Politechniki

i dlatego ci wspaniali inżynierowie w żaden sposób nie mogli zaprojektować :
- mostów których nie trzeba by rozbierać po dwudziestu latach albo i mniej,
- samolotów /Iskra była niechcianym wypadkiem przy pracy - patrz dalsze losy
konstruktora/,
- telewizorów na tranzystorach gdy cały świat łącznie z Brazylia już
oszczędzał energie używając półprzewodników,
-broni którą by można eksportować z zarobkiem - a nie po cenach umownych,
-dróg szybkiej jazdy,
- domów z widnymi kuchniami,
- domów które nie ogrzewają w zimę otocznia tylko mieszkańców,
- szczelnych okien,
- samochodów które by nie połykały 10 l paliwa na sto,
- elektrowni wiatrowych,
- sposobów regulacji rzek aby zmniejszyć do minimum szkody powodziowe,
-itd itd itd itd

| Opery i operetki - dostępne dla wszystkich z najlepszym repertuarem.

o tak repertuar był nawet ciekawy i śpiewały gwiazdy - czy gwizdy już nie
pamiętam

| Biblioteki - w kazdym miescie , miasteczku i wiekszej wiosce do malych
| dojezdzaly  autobusy- biblioteki.
z literaturą która miał maluczkich przekonywać, że to nie Kopernik tylko o
wiele wcześniej chłopi ukraińscy którzy obserwowali palący się step,

| Ogrody botaniczne i zoologiczne.
 zwłasza w Dzienniku Telewizyjnym - o tak , o tak
| Narodowe Parki Przyrody
a to juz ciekawe niezmiernie bo zaliczył osiągnięcia nie tej epoki

| Festiwale - kazdego rodzaju, Opole, Sopot, I wiele muzyki powaznej.
Szczególnie polecałbym Kołobrzeg, kadra miała przez wiele dni picie,
jedzenie, dziewczynki.

| Festyny fokloru
o tak, folklor był, tu ma rację

| Gdzie jest nasza cywilizacja ?
Gdzie jest Wasza cywilizacja? tam gdzie powinna - na śmietniku
SJS



Bardzo Ciekawe ;)))))))))))
skad wzieliscie ten tekst z czasow wspolczesnych czy jeszcze z PRL`u ?


  Lata pięćdziesiąte ...
Prośba do Rockosaurusa.
Takie małe podsumowanko sprawy 140 metrowego garaża na bazie Twojej wypowiedzi:

Wybudowany dla dawnej Sportowej Szkoły Motorowej 140-metrowy garaż dotrwał do naszych czasów. Początkowo wykorzystywany był jako wielki warsztat naprawy ciągników i maszyn rolniczych. W latach siedemdziesiątych pracowało tam Przedsiębiorstwo Robót Instalacyjno-Montażowych Budownictwa Rolniczego (PRIMBR), przy którym zorganizowano przyzakładową szkołę zawodową dla hydraulików i elektromonterów. PRIMBR kooperował z Przedsiębiorstwem Budownictwa Rolnego (PBRol), budując i wyposażając w urządzenia i sprzęt obiekty wiejskie: chlewnie, obory itp. Zakład był bardzo dobrze prowadzony oferując pracę dość licznej załodze. Przez długie lata dyrektorem był pan Mańko, który dał się poznać jako bardzo dobry organizator i fachowiec, lubiany przez załogę.

Może cos poprzeinaczałem, to popraw, bardzo proszę. Czy zakład wyposażał też gorzelnie i młyny?

I jeszcze dostosowałem do potrzeb ksiązki Twoją relację o nakręcaniu filmu. Też do sprawdzenia przez Ciebie:

Według relacji pana Zbigniewa Walkiewicza pod koniec lat sześćdziesiątych ruiny seminarium były miejscem niebezpiecznych wypraw dzieci, określano je wtedy błędnie jako „szkołę esesmańską”. Pan Walkiewicz był świadkiem pracy na planie filmu „Jarzębina Czerwona”:

„Ruiny seminarium były potężnym, kilkupiętrowym gmaszyskiem. Zdjęcia do filmu trwały około 2-3 dni. W końcowych scenach filmu gmach seminarium pełnił rolę budynku szturmowanego podczas zdobywania Kołobrzegu. W filmie występowało wielu mieszkańców Drawska jako statystów w scenach przedstawiających ucieczkę Niemców na pomorskich drogach. Na oknach dawnego seminarium rozstawione były metalowe „brytfanny” wypełnione napalmem (galaretowata maź). Podpalany napalm dobrze imitował płonący budynek. Wiem to z własnego doświadczenia, bo po zakończeniu zdjęć wraz z kolegami samodzielnie podpaliliśmy taką „brytfannę” i zrzuciliśmy ją ze schodów. Maź kleiła się do cegieł i paliła się. Efekt był piorunujący. Dobrze, że nie doszło do żadnego wypadku. Wokół gmachu zakopywano woreczki foliowe wypełnione benzyną, do których przyłączano zapalniki z lontem. Widzieliśmy, jak montowali je technicy filmowi. Gdy nagrywano sceny walki pirotechnicy odpalali poszczególne segmenty. Mieszkańców okolicznych domów ewakuowano wcześniej. Wokół stały jednak tłumy gapiów. Huk był potężny. Mimo zabezpieczeń wylatywały szyby z okien. Kilka odłamków szkła uderzyło mnie nawet w plecy. W tym czasie żołnierze-aktorzy wyskakiwali z nadpalonych okien gmaszyska. Pojawiał się czołg i imitował strzały oddawane w kierunku budynku. Potem wypłacono mieszkańcom odszkodowania za szyby i uszkodzone elewacje i dachy. Nie wiem dokładnie kiedy, ale wkrótce budynek został całkowicie rozebrany ze względów bezpieczeństwa. Pamiętam potężny gmach w kształcie litery C.”

  Strajk nauczycieli ?!
Wybaczcie, znów bez cytatów...

Demurrer:
1. Strajki. Szkoda że nie sprawdziłeś - bo pamiętać raczej nie możesz. Ostatni strajk nauczycieli odbył się w kwietniu 1994 roku. Od tego czasu nie było innych - bo przecież oflagowanie szkoły lub manifestację w wolną od pracy sobotę strajkiem nazwać trudno. Proszę więc - nie fantazjuj.
2. Może i prawnicy ciągną 2-3 etaty (prawda?), lecz w przypadku nauczycieli jest to niewykonalne. Szczerze mówiąc, mówimy o jedym etacie + nadgodziny (nie więcej niż 50% pensum). O ile nadgodziny są w szkołach towarem deficytowym, to "dorabianie sobie" w innych szkołach jest już zjawiskiem marginalnym. 95 % zatrudnionych - nawet gdyby chciała i miała najlepsze kwalifikacje - pracy dodatkowej w szkolnictwie nie znajdzie. Ba, zdarzają się przypadki zatrudniania nowych nauczycieli i tym samym "zabierania" nadgodzin już zatrudnionym. Nie muszę mówić jaką to tworzy atmosferę w pracy... Twoje 3300 netto możesz więc między bajki włożyć. Tyle nie zarabiają nawet dyrektorzy z dłuuugim stażem pracy w edukacji. Poczytaj sobie oświadczenia majątkowe na BIP-e, może coś zrozumiesz.
3. Nauczyciele wcale nie są nieusuwalni. I nie mają "gwarancji zatrudnienia". Zauważ, iż coraz mniej dzieci chodzi do szkół (niż demograficzny) a klasy wcale nie robią się mniejsze. Komisja dyscyplinarna przy wojewodzie też ma co robić. Kiedyś rotacji w tym zawodzie prawie nie było - teraz sięga 10% w skali roku. Nie wiem czy chciałbyś, aby Twoje dziecko np. było uczone języka obcego przez 5 nauczycieli (w ciągu 4 lat)... Przy tych zarobkach o jakich mówimy już za klika lat będzie prawdziwy problem z wolnymi etatami w szkolach. Na początek języki obce i przedmioty zawodowe... Tylko chory psychicznie inżynier będzie chciał uczyć zawodu budowlańców za 1000 PLN na rękę.
4. Co do korepetycji, zupełnie mnie nie zrozumiałeś. Proponuję małe ćwiczenie wyobraźni. Wyobraź sobie, że kończysz prawo. I w tym samym momencie dociera do Ciebie, że NIGDY nie będziesz miał ŻADNYCH możliwości dorobienia sobie do głodowej pensji. I nic tu nie pomoże, iż pilnie się uczyłeś i mądrym facetem jesteś. Prawda, że fajna wizja? A tak mają prawie wszyscy zatrudnieni w polskiej oświacie. I nie mów tu o korepetycjach za 50 PLN na godzinę. Bo to promil populacji.

Semerchet:
1. Miesiąc opieki nad studentem to 60 złotych brutto. Płaci po pół roku jego macierzysta uczelnia. Naprawdę. Straszne kokosy to są.
2. Mogę mieć 12 lekcji pod rząd w jednej szkole. Miałem tyle - więc wiem co piszę. Mój rekord to 14. Nie do pobicia.
3. Dodatki do pensji nie wynikają z dobrej woli organu prowadzącego. Według prawa należą się one jak psu kiełbasa. Inna sprawa to ich wysokość. Zapewniam Ciebie, że Kołobrzeg do czołówki miast w Polsce pod tym względem nie należy. Niestety. I chyba nie sugerujesz, iż ktoś w naszym mieście dostaje dodatek wiejski?
4. Popłakałem się, jak przeczytałem o płaceniu za wycieczki. Ze śmiechu. Chyba naprawdę nie wiesz o czym mówisz. Powiedz mi, ile dostaje np. nauczyciel za wyjazd z klasą na 4-dniową wycieczkę? Oczywiście razem z sobotą i niedzielą, bo inaczej dyrektorzy boją się "zarywania lekcji"... Odpowiem za Ciebie: NIC. No może, w drodze łaski, ktoś mu pozwoli nie przyjść w jakiś jeden dzień za niedzielę (wtedy kiedy ma najmniej lekcji).
5. Ja naprawdę nie jestem niezadowolony. Utrzymuje mnie żona. W tym roku dostała 1000 PLN podwyżki (netto) A co do szkoły... lubię to co robię. I nawet jak kilka razy w miesiącu zapłacę za ksera dla uczniów na mieście - to wolę stracić kasę - niż święty spokój

  Od kiedy do przedszkola?
pozostaje mieć nadzieję, że może kobieta miała wyjątkowo zły nastrój ( początek roku szkolenego, nawał obowiązków, koniec urlopu, brzydka pogoda)...bo skoro przedtem już wszystko było omówione i zachowywała się inaczej, to może to były tylko takie "humory" wczoraj.


Może i tak własnie było? drugi dzień mielismy już całkiem inny. Gdy przyszła dyrektorka dzieci akurat bawiły sie w sali zabaw - miała dziś bardzo dobry humor i była niezwykle zyczliwa dla Miłosza - na przywitanie nawet go uściskała Poniewaz moje dziecko w trakcie rozmowy z nia zainteresowało się stojącym w poblizu pianinem - pani dyr. wytłumaczyła mu do czego służy i w tym momencie Miłosz zaproponował "To zagraj" ( niestety używa jeszcze ciągle, gdy sie zapomni wobec dorosłych formy na "ty") Pani od razu sie zgodziła i w ten sposób synek usłyszł po raz pierwszy "na żywo" i tak z bliska dźwięk pianina. Był zachwycony więc pani grała i śpiewała a dzieci z grupy miały doskonałą zabawę. potem zwróciła uwagę dzieciom, które akurat były koło miłosza jak moga mu pomóc w czasie zabaw jesli jest na wózku i nie może dosiegnąć jakiejś zabawki - po prostu podać.
zobaczymy, jak to dalej będzie...
Olka - my mieszkamy 10 km od Mrzeżyna ...w nieco większej miejscowości. Zgodzę się jednak raczej z Gucia, że jeśli chodzi o naukę naszych dzieci to nie zalezy to jednak od wielkosci miejscowości. Zaraz za Mrzezynem jest miejscowość Dźwirzyno, taka sama niemal - gdzie dyrektor szkoły masowej - niewielkiej - bez wahania się zgodzil na przyjecie dziecka na wózku - i nie mieli zadnego przystosowania. niczego nie oczekiwal od rodziców, twierdząc że w XXI wieku wystarczy postarać sie o schodołaz (choć juz nie wiem, czy to sie udało).
pewnie będzie bardzo zdolnym uczniem i prędzej czy później pojawi się problem, bo jakby nie patrzeć, to żeby mieć sznasę na dobre studia, to trzeba chodzić do dobrego liceum, a żeby się dostać do liceum dobrego liceum, to pewnie i gimnazjum nie powinno być


Hmmm powiem Ci Olu z doświadczenia ( a pracowałam w swej "karierze " zawodowej z dziećmi od lat 6 do 15)że te dobre licea i gimnazja niekoniecznie zawsze znajdują się w duzych miastach - fakt , że w takowych jest po prostu wybór:to czy tamto. Jednak poziom nauczania w ogromnej mierze zalezy od nauczycieli, jacy w szkole pracują ( a Ci przeciez ksztłacili się mozna powiedziec na tych samych uczelniach co n-le z dużych miast) więc przez to, że pracuja w małej miejscowości nie znaczy , że uczą gorzej. Ci dobrzy i słabi są zapewne i tu, i tu... U nas na terenie gminy są zaledwie 2 gimnazja więc wyboru nie ma prawie (jedno integracyjne w Mrzeżynie właśnie). Uczniowie zajmują niejednokrotnie czołowe miejscach w konkursach wojewódzkich, czasami ogólnopolskich. A jak dokonać wyboru szkoły średniej? W naszej miejscowości jest jedna o róznych profilach kształcenia ale moim zdaniem o słabym poziomie n-nia. Nasi najlepsi gimnazjaliści więc decydują się na dojazdy do szkół w pobliskich większych miejscowościach, jak np. Kołobrzeg - oddalonych od miejsca zamieszkania o jakies poł godz. jazdy - w duzych miejscowosciach tez zapewne do wybranej szkoły trzeba czasami pokonac kawałek drogi - więc dojazdy sa podobne. I dopiero jesli chodzi o wyższe uczelnie - to w duzych miastach są "na miejscu" a z malych praktycznie oznacza to rozstanie z domem...
Dla mnie największą zaletą dużego miasta byłaby rehabilitacja i lekarze (ale to przeciez tez nie zawsze - przyklad Krakowa ) Poza tym w cenie mieszkanka w duzym mieście to w małym mozna już prawie dom wybudować więc o przprowadzce nie myslimy

  Projekt szkolnej pracowni komputerowej z Linux’em w tle
W nawiązaniu do rozmów, które odbyły się w czasie spotkania w Kołobrzegu chciałbym przedstawić pewien konkretny pomysł. Przechodząc do meritum sprawy, chodzi o stworzenie szkolnej pracowni komputerowej wspieranej linux’em. W zasadzie to żadna nowość, ale jak się okazuje w polskich realiach nie ma kompleksowego rozwiązania dla szkół. Istnieją pewne fragmentaryczne rozwiązania, chociażby szkolenia WSIZ Rzeszów z SUSE Linux, praca PLUG’ów czy fora dyskusyjne np. KOPI. Chciałbym, żeby powstało rozwiązanie, które będzie użyteczne dla opiekunów / nauczycieli przedmiotów informatycznych na wszystkich poziomach nauczania. Pod pojęciem rozwiązania mam na myśli:
* Stworzenie rozwiązania serwerowego opartego o Linux’a, które będzie pomocne nauczycielowi. Np. NAT, Proxy, DHCP, NFS, http ( w tym np. przygotowana specjalna wersja jakiegoś CMS odpowiadająca potrzebą szkolnej WWW) … . Takie rozwiązanie powinno wspierać również Windows’y i MAC’i, gdyż ortodoksyjne upieranie się przy 100% linuxowym rozwiązaniu może odstraszyć nauczycieli, mających stacje robocze z Win czy MAC.
* Stworzenie rozwiązania desktopowego opartego o linux’a i powiązanego z serwerem wymienionym wcześniej.
* Stworzenie systemu wsparcia dla użytkowników. Np. sesje internetowe na których specjaliści udzielaliby porad, forum dyskusyjne, strona WWW z materiałami szkoleniowymi ( nawet moodle z kursami dla nauczycieli)
* Stworzenie obudowy programu nauczania w postaci gotowych zasobów. Np. ćwiczeń, zadań, prezentacji a nawet gotowych całych lekcji opartych o jakiś standard np. moodle, SCROM, gdzie nauczyciel może ściągnąć wybraną lekcję i ją dostosować do swoich potrzeb.
* Systemu promocji i rozwiania całego projektu.

Z grubsza tak bym widział całość projektu. Na tą chwilę wolę współpracy zaoferowała firma Novell oferując swoje rozwiązania ( SUSE Linux ), ale co ważniejsze pomoc swoich specjalistów w tworzeniu takiego rozwiązania. Po wstępnej konsultacji Maćkiem proponuję oprzeć projekt o SUSE Linux (enterprise / open ) gdyż:
* Jest to popularna i stabilna dystrybucja
* Jest polskie wsparcie techniczne
* Istnieją prężnie działające grupy wspierające SUSE
* Jest już gotowe rozwiązanie, które pozwala na szkolenie nauczycieli w bardzo atrakcyjnych cenach, a uzyskane certyfikaty są cenną rzeczą przy awansie zawodowym nauczycieli co jest dodatkowym argumentem
* Istnieje gotowy program, który pozwala na szkolenie uczniów w ramach NATP w bardzo atrakcyjnych cenach, którzy uzyskują autoryzowane certyfikaty

Całością projektu mogą się zainteresować nawet osoby, które w 100% wykorzystują Widows’y i MAC’i. Bardzo dużo osób korzysta z moodl’a na co dzień. Jeżeli ktoś będzie miał gotową lekcję np. z grafiki komputerowej czy edytora tekstu to z chętnością ją pobierze i zaimportuje do swojego moodl’a. Platforma systemowa w tym momencie jest bez znaczenia ( ćwiczenia dla OpenOffice czy GIMP). Wydaje mi się, że możemy liczyć na pomoc:
* Nauczycieli – w zakresie przygotowania zajęć, konfiguracji a przede wszystkim w tworzeniu specyfikacji wymagań do projektu i tworzenia materiałów
* Stowarzyszeń ( np. KOPI itp.)
* Firm – Novell
* Szkół wyższych – studenci, koła naukowe
* PLUG’ów
* Innych entuzjastów
Cały post jest zebraniem luźnych myśli, które mi krążą po głowie od ładnych kilku miesięcy. Zależy mi na tym, żeby nauczyciele chcieli korzystać z zasobów projektu w dowolny sposób a nie jak jest to w obecnej chwili czyli APPLE sobie, WIN sobie i Linux sobie.
Prosiłbym o wyrażenie opinii co myślicie w kwestii powołania do życia takiego projektu. Jakie dodatkowe rzeczy byście widzieli w nim, a przede wszystkim jakie macie obawy/uwagi związane z proponowanym rozwiązaniem.

Pozdrawiam

  szkolenie wspinaczkowe
"Natomiast poznawanie rejonów, w których nie planuje się wspinać, to już strata czasu. Oczywiście nie dla wszystkich... Może to kwestia obecnych czasów, kiedy dostęp do informacji jest na wyciągnięcie ręki, owych informacji jest niezmiernie dużo i życia nie starczy aby je wszystkie ogarnąć." - to oczywiście cytat z Jarka.K. Pozwalam sobie się nie zgodzić. Jest pewne minimum wiedzy, które należy i wypada posiadać a nawet czasami jest niezbędne do zrozumienia istoty rzeczy. Posłużę się dwoma przykładami. Tak się składa, że mam zawodowy kontakt z regionem Karlina na Pomorzu Zach. gdzie wskaźnik bezrobocia sięga do ok. 40%. Jarek pisze "poznawanie rejonów, w których nie planuje się wspinać" - większość mieszkańców tego regionu, czyli Karlina, dzieci i młodzież również nigdy w życiu nie była w żadnym innym mieście jak Białogard (powiat), Koszalin (szpital wojewódzki) oraz Kołobrzeg (jeśli sponsor się znalazł i szkoła zrobiła wycieczkę). Czy w związku z tym nauczanie geografii w szkołach karlińskich ograniczyć do tego tylko kawałka Polski. Ja wiem, że to może trochę demagogia, więc drugi przykład. Jak wiadomo prawdziwym utrapieniem każdego studenta medycyny jest zaliczenia anatomii. Tego przedmiotu nie sposób nauczyć się "rozumowo" jak np. matematyki i częściowo fizyki, gdzie jedno z drugiego wynika - to trzeba na blachę wkuć i w dodatku po łacinie, której jak wiadomo w szkołach licealnych już się nie naucza, a szkoda. No i znowu jeden z drugim student może powiedzieć - ja zamierzam być laryngologiem i nic poniżej szyi mnie nie interesuje a drugi, że on chce być psychiatrą i wogóle to mu nie jest potrzebne. A jednak nikt tak nie mówi i każde wystąpienie z takim pogłądem byłoby potraktowane jako dewiacja wymagająca pilnego leczenia.

Nie będę się upierał, że kandydat na taternika powinien znać np. Beskid Sądecki, czy też Góry Świętokrzyskie, czy nawet pasmo Babiej Góry, jednakowoż Tatry znać powinien i to nie tylko "książkowo" ale w miarę możliwości z jak najszerszej autopsji. Dlaczego? Bo to po prostu wypada, tak jak nawet samemu spożywając posiłek nie powinno się siorbać i jeść paluchami. Bo to jest bezpieczniej i tego w tym gronie chyba nie muszę udowadniać. A że to może wydłużyć "drogę do VI" to też zgoda, ale czy to takie ważne? Wiem, że dla niektórych to może być trudne bo nie każdy chłopak ma tatę Żwirka i mamę Basię, ale tak było zawsze. Pisząc o dziewczynach i chłopakach w roku 52 czy 53 wkuwających topografię Tatr Słowackich tak bliskich i jednocześnie tak odległych wówczas, chciałem raczej unaocznić młodszym koleżankom i kolegom, że taka absurdalna sytuacja była możliwa niż przyganiać autorom ówczesnych programów szkolenia wspinaczkowego. A kursantom to jakoś nie zaszkodziło - to pokolenie już coprawda zeszło lub ostatecznie schodzi z gór, lecz dokonania miało nie bagatelne - tylko życzyć podobnych wstępującemu.

Pozdrawiam wszystkich młodych i starych

  PGR- na więzienia
Posiedzą w byłych PGR-ach?

Więźniowie odbywający karę w koszarach i byłych państwowych gospodarstwach rolnych. To jeden z nieoficjalnych pomysłów ministerstwa sprawiedliwości.

Pomysł ma być receptą na przepełnione więzienia. W polskich celach jest 69 tysięcy miejsc, karę odbywa 83 tysiące osób. W takich warunkach resocjalizacja skazanych jest trudna. Do więzień przerobionych z koszar lub pegeerów mieliby trafiać przestępcy z niskimi wyrokami oraz ci, którzy po raz pierwszy weszli w konflikt z prawem.

W naszym województwie ani koszar, ani pozostałości po pegeerach nie brakuje.

- To dobry pomysł, o ile są warunki spełniające wymagania dla takich obiektów - mówi Jerzy Kochański, były już dyrektor szczecińskiego oddziału Agencji Mienia Wojskowego. - Po pierwsze będzie można sensownie zagospodarować opuszczone koszary, a po drugie dla lokalnej społeczności umożliwi to zatrudnienie w zakładach świadczących usługi na rzecz więzienia.

Do koszar marsz

Przykładem opuszczonych koszar, które mogłyby zamienić się w więzienie, jest kompleks w Jarominie pod Trzebiatowem. Obejmuje 21 hektarów, na których znajduje się 14 budynków, wśród nich są magazyny żywnościowe i odzieżowe oraz izba lekarska. Drugim przykładem może być Zegrze Pomorskie koło Koszalina. Jednak do końca nie wiadomo czy mógłby tu powstać zakład karny. Władze miasta zastanawiają się czy na tym terenie nie wybudować lotniska.

Nie wszystkie obiekty z zasobu agencji spełniają podstawowe warunki. Zdaniem Kochańskiego, więzienia powinny być z dala od centrów miast i znajdować się w terenie, który można łatwo zabezpieczyć.

- Koszary przy Mickiewicza w Szczecinie nie nadają się, podobnie budynki przy ulicy Jedności Narodowej w Kołobrzegu - wylicza dyrektor. - W Wałczu w części kompleksu znajdzie siedzibę wyższa szkoła zawodowa. Wprowadzenie więzienia w takie sąsiedztwo byłoby problematyczne.

Więzienie w oborze?

W szczecińskim oddziale Agencji Nieruchomości Rolnych do tej pory nie zajmowano się takim pomysłem. Byliśmy pierwsi, którzy zapytali o komentarz do pomysłu ministerstwa sprawiedliwości o organizowaniu więzień w byłych pegeerach. Usłyszeliśmy, że miejsca pod zakłady karne mogłyby się znaleźć. Jednak nie od razu.

- To całkowita nowość - mówi Grażyna Kapelko z biura ANR w Warszawie. - Do tej pory nie mieliśmy oficjalnego pisma z ministerstwa sprawiedliwości z zapytaniem. Trudno mówić o tym, który obiekt może pełnić taką rolę bez znajomości specyfikacji.

Wiadomo, że w naszym województwie dobrze zachowane obiekty już zostały zagospodarowane, zwłaszcza przez branżę drobiarską. Pozostałe budynki nie zawsze znajdują się w stanie nadającym się do natychmiastowego zagospodarowania.

Marek Jaszczyński, 2 grudnia 2005 r.

Wydrukuj bez zdjęć Wydrukuj ze zdjęciami

http://www.glosszczecinski.com.pl/

  Opowiadania by TiMi (Czyli ogólna irytacja wszystkim)
Wizyta u lekarza vol.3

Od mojej ostatniej wizyty u lekarza minęło już trochę czasu, no i wiele też się pozmieniało – zarówno u mnie w życiu jak i w przychodni. O moim życiu pisał nie będę, może tylko tyle, że już pełnoletniość mnie dopadła. W związku z tym chciałem się przepisać do innego lekarza, a przy okazji, się zbadać, bo nie czułem się najlepiej.

Po raz kolejny zobaczyłem napis na drzwiach „dzieci chore”. Miałem nadzieje, że widzę go już ostatni raz. Otworzyłem drzwi i co ujrzałem? Wyremontowaną sale! Wyglądała całkiem przyzwoicie, a co najważniejsze – NIKOGO NIE BYŁO! Tak więc idę sobie spokojnym krokiem do okienka. Odezwała się do mnie całkiem miła pani, dała jakiś formularz, powiedziała jak go wypełnić. Wypełniłem wszystko zgodnie z poleceniem, w trakcie dowiedziałem się, że jednak nadal będę się leczył w tej części przychodni dopóki uczę się w szkole – tym samym nadal będę widywał ten cholerny napis na drzwiach. Jednak nowy wystrój ukoił moje nerwy. Pani zapisała mnie do nowo wybranej lekarki i kazała mi przejść na oddział dla dzieci zdrowych. Wydało mi się to co najmniej nienormalne, bo widać po mnie było, że zdrowy nie jestem. Ale co ja przeciętny pełnoprawny obywatel będę się kłócił ze starszą panią o większym doświadczeniu zarówno życiowym jak i zawodowym.

Po chwili znalazłem się po drugiej stronie, czyli na oddziale dla zdrowych „dzieci”. Tutaj też byłem sam,wystrój podobny, tyle że krzesełka jakieś pedalskie. Chwile po moim przybyciu, weszła jakaś pani, która rozglądała się po całym oddziale i robiła jakieś notatki. Pomyślałem, że ona z sanepidu albo temu podobnej instytucji. Jak się za chwile jednak okazało z sanepidem nie miała ona nic wspólnego. Usiadła obok mnie i zapytała czy chciałbym wziąć udział w ankiecie. Była młoda i całkiem ładna, a poza tym nie miałem nic innego do roboty – zgodziłem się. Pytała jak oceniam prace pań w przychodni i tym podobne. Nie wiedziałem czy to zwykła studentka czy może jakaś ważna osobistość więc wolałem nie mówić nic złego o przychodni. Jeszcze potem czułbym się winny za wywalenie pań z za okienka z pracy. Dodatkowo starałem się nie kasłać, bo gdyby się dowiedziała, że chora osoba czeka na lekarza na oddziale dla zdrowych, wyrobiłaby sobie zdanie o kompatybilności pracownic. Ankiety nie zdążyłem skończyć gdyż nadeszła moja kolej. Wszedłem do gabinetu, oczywiście lekarka była oburzona, że przychodzę do niej chory – czyż to nie jest dziwne? Znowu okazałem wyższość i nie pozwoliłem kontynuować jej „rozkmin” na temat zdrowia innych. Przebadała mnie, wypisała leki. Wychodząc dostałem telefon od mamy, żebym poszedł na 3 piętro. Po co? A no, bo ona też nie czuła się za dobrze i poszła do swojego lekarza w innej części przychodni.

Wdrapałem się na górę i przestałem żałować, że nadal leczę się „na parterze”. Zobaczyłem widok przypominający zdjęcie z Sun Rise w Kołobrzegu – tłum ludzi, do tego głośno. Ledwo zauważyłem mamę. O dziwo znalazłem miejsce siedzące, niestety koło jakiś dwóch starszych pań, które wiedza tyle o lekach, że powinny dostać doktorat z farmakologii, albo chociaż pracować w aptece. Jedna zaczęła opowiadać o swoich operacjach i chorobach, druga z kolei przysłuchiwała się z niedowierzaniem i podziwem, zupełnie inaczej niż ja. Stwierdziłem, z tego co słyszałem, że pierwsza pani przebyła jakieś co najmniej dwie nieuleczalne choroby - TOŻ TO CUD! Naukowcy powinni ją dokładnie zbadać, a jej krew sprzedawać jako napój uzdrawiający. Chciałem się odezwać, ale wolałem nie ryzykować zbluzgania. Jednak był tam ktoś, kto się nie bał. Jakiś pan podszedł i powiedział, że to co ta pani opowiada jest niemożliwe. Po tych słowach odwróciłem się, bo nie chciałem widzieć spojrzenia tej „baby” na tego wykształconego pana. Wyglądał on na jakieś 35 lata i został nazwany gówniarzem, który nie wie jeszcze czym jest życie. Ciekawe jak ja bym został nazwany… Lepiej nie wiedzieć. W każdym razie ów pan zaczął dyskutować z tym „cudownym zjawiskiem”. Całe szczęście chwile potem moja mama już wyszła z gabinetu i nie musiałem wysłuchiwać tego wszystkiego. I tak oto zakończyła się moja kolejna wizyta u lekarza.

  Zawodowy boks kobiet
Agnieszka Rylik

wzrost: 167 cm
waga: 61 kg
data i miejsce urodzenia: 21 stycznia 1974 w Kołobrzegu

21 stycznia 1989 roku, Agnieszka Rylik obchodziła piętnaste urodziny. Agnieszka sprawiła sobie "prezent" - rozpoczęła treningi kick-boxingu. Z pewnością nie zdawała sobie wtedy sprawy, że była to jedna z najważniejszych, jeśli nie najważniejsza decyzja w jej życiu. Niespełna po roku była już bowiem wicemistrzynią Europy seniorek. Jako siedemnastolatka zdobyła tytuł mistrzyni świata! Czy można sobie wymarzyć jeszcze bardziej błyskotliwą karierę?

Od tamtej pory Rylik kroczy od sukcesu do sukcesu. Cztery razy była najlepszą kick-bokserką globu. Trzy razy stawała na najwyższym podium mistrzostw Europy. O dziwo "tylko" dwa razy była najlepszą polską kickerką.
- Jakoś nie miałam szczęścia do startów na krajowym ringu. W czasie gdy odbywały się mistrzostwa Polski, albo byłam chora, albo kontuzjowana, albo akurat miałam sesję egzaminacyjną na uczelni - wyjaśnia zawodniczka.

Agnieszka jest studentką ostatniego roku politologii Wyższej Szkoły Zarządzania i Bankowości w Poznaniu. Jak sama przyznaje, poza sportem nie ma innych "miłości". Oprócz walki w ringu uwielbia grać w koszykówkę i tenisa.
- Dlaczego zajęłam się walką na pięści? Na pierwszy trening zaprowadziła mnie koleżanka. Wcześniej nawet nie wiedziałam co to kick-boxing. Po kilku zajęciach zrozumiałam, że nie chcę w życiu robić już nic innego. Walka naprawdę mnie fascynowała. Robiłam błyskawiczne postępy.
- W kick-boxingu osiągnęłam już wszystko. Posmakowałam też zawodowego chleba. Byłam mistrzynią świata i Europy. Kick-boxing przeżywa ostatnio regres. Pomyślałem więc, że czas spróbować czegoś nowego - wyjaśnia powody decyzji o rozpoczęciu kariery bokserskiej.
- Przekonałam się, obserwując karierę Iwony Guzowskiej, że przy profesjonalnej promocji, a taką zapewnia Polish Boxing Promotion, mogę daleko zajść jako pięściarka. W 1999 roku pokonałam w finale mistrzostw Europy w Leverkusen Rosjankę Zulfię Koutdoussovą. Ona jest zawodową mistrzynią świata w boksie – mówiła na początku ubiegłego roku, tuż po podpisaniu zawodowego, bokserskiego kontraktu.

Od tamtej pory pięściarska kariera Agnieszki rozwijała się w iście hollywoodzkim stylu. 4 marca 2000 roku zadebiutowała na profesjonalnym ringu podczas gali w Toruniu, gdzie kiedyś wywalczyła tytuł zawodowej mistrzyni świata w kick-boxingu. Pokonała przed czasem Węgierkę Silvię Porteleki. Już wtedy prasa okrzyknęła ją „Tysonem w spódnicy”. Niespełna po trzech miesiącach, 24 czerwca także w Toruniu Agnieszka zdobyła tytuł mistrzyni Europy. Czwarta walka przyniosła jej pas mistrzyni świata! W szczelnie wypełnionej hali Milenium w rodzinnym Kołobrzegu, Rylik znokautowała w czwartej rundzie byłą mistrzynię świata Kanadyjkę Diane Dutra. W 2001 roku Agnieszka zdążyła już trzykrotnie obronić swoje trofeum. W Kołobrzegu, gdzie co oczywiste jest wprost uwielbiana, pokonała na punkty Amerykankę Snodene Blakeney, znokautowała jej rodaczkę Mary Ann Haik oraz wygrała przez poddanie w czwartej rundzie z Bośniaczką Kadą Omerovic.

Agnieszka Rylik stoczyła do tej pory na ringu zawodowym 18 walk, wśród których 17 z nich zakończyło się jej zwycięstwem. Poniosła także jedną porażkę. Jest mistrzynią świata w wadze juniorpółsredniej organizacji WIBF i WIBO.










  Koniec Szkół w Brzeźnie ?
Czternaście szkół zostanie zlikwidowanych, cztery placówki utworzone, dwa zespoły szkół rozwiązane, a jedna zostanie przeniesiona. Podczas ostatniej sesji radni zdecydowali o zmianach na edukacyjnej mapie Gdańska.

Naboru uczniów w tym roku nie będzie robiło X Liceum Ogólnokształcące przy ul. Jagiellońskiej na Przymorzu. Szkoła nie zostanie jednak od razu zamknięta. Od września rozpocznie się proces wygaszania placówki, który będzie trwał dwa lata.

- W X LO uczy się zaledwie 1/3 uczniów w stosunku do tego, ilu mogłoby się tam uczyć - podkreślała Ewa Kamińska, wiceprezydent Gdańska. - Tę szkołę wybiera też coraz mniej młodych osób, także z najbliższej okolicy.

Placówkę planowano początkowo zamknąć już od września tego roku, ale ze względu na silny sprzeciw uczniów, rodziców i nauczycieli z "dziesiątki" zdecydowano o stopniowym wygaszaniu.

Od września z kolei przestanie funkcjonować Gimnazjum nr 14 przy ul. Dworskiej w Brzeźnie. Obecnie uczy się tam niecałe 150 dzieci . - A mogłoby nawet 460 - argumentuje Ewa Kamińska. Tutejszą młodzież przejmą okoliczne gimnazja. Także w tym przypadku zamknięciu szkoły sprzeciwiali się okoliczni mieszkańcy.

Najmniej kontrowersji wzbudziła decyzja o zamknięciu Szkoły Podstawowej nr 22 przy ul. Suchej w Letnicy.

Wielu mieszkańców opuszcza tę dzielnicę ze względu na budowę bursztynowego stadionu. W szkole we wrześniu zostałoby niecałe 100 uczniów, dlatego zostaną oni przeniesieni do SP nr 69 przy ul. Zielony Trójkąt.

Gdańscy radni zdecydowali też o rozwiązaniu Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 przy ul. Subisława na Żabiance i Zespołu Sportowych Szkół Ogólnokształcących przy ul. Czyżewskiego w Oliwie.
W związku z planami władz miasta o utworzeniu nowego zespołu szkół w budynku przy ul. Subisława w 2010 roku należało - ze względów formalnych - rozwiązać dwa dotychczasowe zespoły. W związku z połączeniem placówek podjęto też uchwałę o zamiarze likwidacji XI LO i Gimnazjum nr 22, które funkcjonują przy ul. Czyżewskiego.

Pozostałe placówki, które zostały zlikwidowane, nie robiły naborów już od dwóch, trzech lat.
Aby "odciążyć" Zespół Szkół Ogólnokształcących na Żabiance władze zdecydowały o powstaniu Gimnazjum nr 49 przy ul. Szyprów i nr 50 przy ul. Orłowskiej.

- W tych budynkach funkcjonują obecnie szkoły podstawowe. Utworzenie gimnazjum w tym samym miejscu pozwoli dzieciom na dalszą edukację w budynku, który już znają i są do niego przyzwyczajone - zapewnia Regina Białousów, dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miejskiego w Gdańsku.

Nowa placówka oświatowa powstanie też w Gdańsku Osowej. XXIV Liceum Ogólnokształcące będzie się mieściło przy ul. Wodnika, a więc w tym samym obiekcie, w którym obecnie funkcjonuje Gimnazjum nr 33.

Podczas ostatniej sesji radni zgodzili się również na przeniesienie Zespołu Szkół Przemysłu Spożywczego i Chemicznego z centrum miasta do dzielnicy Orunia. Obecny budynek szkoły jest w fatalnym stanie technicznym.

Dyrekcja i uczniowie szkoły obawiają się, że w nowym miejscu zabraknie odpowiedniego zaplecza laboratoryjnego, niezbędnego do funkcjonowania szkoły. Władze miasta zapewniają, że zrobią wszystko, aby laboratoria były gotowe na czas.



Znikną

Z edukacyjnej mapy Gdańska zniknie w sumie 14 szkół

X Liceum Ogólnokształcące przy ul. Jagiellońskiej 11,
Gimnazjum nr 14 przy ul. Dworskiej 34,
Szkoła Podstawowa nr 22 przy ul. Suchej 29,
Szkoła Policealna nr 15 przy ul. Pilotów 7,
Zasadnicza Szkoła Zawodowa nr 13 przy ul. Reja 25,
Zasadnicza Szkoła Zawodowa nr 4 przy ul. Podwale Staromiejskie 51/52,
III Liceum Profilowane w al. Legionów 7,
V LP w al. Grunwaldzkiej 238 i X LP w al. Grunwaldzkiej 238B,
VI LP przy ul. Powstańców Warszawskich 25,
VII LP przy ul. Czyżewskiego 31,
XVI LP przy ul. Wyzwolenia 8,
XVII LP przy ul. Kołobrzeskiej 77,
XIX LP przy ul. Krasickiego 10.

Powstaną

Władze Gdańska zdecydowały o powstaniu kilku nowych placówek oświatowych w mieście. Będą to:
Gimnazjum nr 49 przy ul. Szyprów 3,
Gimnazjum nr 50 przy ul. Orłowskiej 13.
Obie szkoły powstaną na Żabiance, w sąsiedztwie Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 przy ul. Subisława. Władze miasta planują połączenie Zespołu Sportowych Szkół Ogólnokształcących w Oliwie z ZSO nr 1, w związku z czym muszą "odciążyć" placówkę z nadmiernej liczby uczniów.
XXIV Liceum Ogólnokształcące przy ul. Wodnika 57. W Osowej nie ma ani jednej szkoły ponadgimnazjalnej. Ze względu na to, że w tej dzielnicy wciąż przybywa mieszkańców, a dojazd do centrum jest fatalny (m.in. korki na Spacerowej) zdecydowano o powołaniu LO
Szkoła Policealna nr 9 (dla młodzieży i dorosłych) przy ul. Dąbrowszczaków 35.


  Kto będzie nowym rzecznikiem prezydenta?
Ja jestem za bardzo doświadczonym kandydatem.
Bardziej doświadczonego niż Robert Dziemba nie ma.

CV
Data i miejsce urodzenia:
11 listopada 1981 roku, Kołobrzeg, woj. zachodniopomorskie

Wykształcenie:
magister politologii
2006 doktorant - rozpoczęcie realizacji pracy doktorskiej na Instytucie Politologii UMK w Toruniu

2001-2006 student Instytutu Politologii Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w
Toruniu, specjalizacja: doradztwo polityczne i medialne

1999-2001 Zespół Szkół Społecznych im. Zbigniewa Herberta w Kołobrzegu
1996-1999 Zespół Szkół Ogólnokształcących im. Mikołaja Kopernika w Kołobrzegu

Doświadczenie zawodowe:

Okres zatrudnienia
Nazwa firmy
Stanowisko/a
Zakres obowiązków

2007 do dziś
e-MIASTO
redaktor
prowadzący projekt
wykreowanie nowego medium na rynku kołobrzeskim,
odpowiedzialność za projekt i jego interaktywność oraz konkurencyjność

2006 do dziś
Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Zarządzania w Łodzi, W/Z Kołobrzeg

wykładowca

prowadzenie zajęć, opieka nad kołem naukowym

2006 do dziś

Instytut Politologii
UMK w Toruniu

administrator
strony internetowej
zarządzanie informacją, produkcja materiałów i zamieszczanie ich na stronie, obsługa forum studentów

2005 do dziś

PRO MEDIA

współwłaściciel,
dyrektor
kreatywny

Opracowywanie
i nadzór realizacji
projektów Public Relations, doradztwo z zakresu PR oraz prawa prasowego i autorskiego, doradztwo z zakresu zarządzania zasobami ludzkimi

2005 do dziś
„Gość Niedzielny”
dodatek koszalińsko-kołobrzeski

korespondent
publikacja zleconych
materiałów i zdjęć

2005 do dziś

Radio Kołobrzeg

dziennikarz
montaż i realizacja audycji, prowadzenie rozmów na żywo, retransmisja sesji samorządu, współprodukcja serwisu informacyjnego

2005 do dziś
Kołobrzeskie Zeszyty Dziennikarskie
redaktor naczelny
kreacja zawartości pisma oraz strony internetowej

2004 do dziś

Kulisy Kołobrzeskie
dziennikarz,
felietonista
pisanie artykułów i felietonów, wykonywanie fotografii

2004 do dziś
TVN 24
współpracownik
realizacja materiałów

2003-2005

Telewizja Kablowa Kołobrzeg
dziennikarz,
reporter,
wydawca,
producent
produkcja materiałów do serwisu informacyjnego, wydawca „Wydarzeń Dnia”,

producent audycji tv

2002
KWW „My Mieszkańcy”
rzecznik prasowy
obsługa medialna komitetu

2002
Gazeta Kołobrzeska
dziennikarz
zbieranie i publikacja materiałów i zdjęć

2000-2001
Kulisy Kołobrzeskie
dziennikarz
zbieranie i publikacja materiałów i zdjęć

2000
Miejski Ośrodek Kultury
rzecznik prasowy „Interfolku”
współpraca z mediami, obsługa medialna imprezy

1999 - 2001
„Łomot”
współpracownik
publikacja materiałów i zdjęć

1998
„Kołobrzeskie Duchy Czasu”
kwartalnik
historyczny

redaktor naczelny
kreacja zawartości pisma, pisanie artykułów

1997-2001

Radio Kołobrzeg

współpracownik
realizacja stałych audycji muzycznych:
„Elektroniczne tułaczki” i „Bezsenne noce z Radiem Kołobrzeg

1996 do dziś

Parafia p.w. Wniebowzięcia NMP przy Bazylice w Kołobrzegu

pierwszy
organista
gra na organach, uświetnianie muzyczne uroczystości, opieka nad instrumentem, współpraca przy Festiwalu „Muzyka w Katedrze”

Działalność w stowarzyszeniach:
od 2007 r. członek Polskiego Stowarzyszenia Public Relations

od 2006 r. prezes Kołobrzeskiej Grupy Badawczej

od 2006 r. prezes Oddziału Towarzystwa Opieki nad Zabytkami w Kołobrzegu

od 2005 do 2006 r. przewodniczący Koła Towarzystwa Opieki nad Zabytkami w Kołobrzegu
od 2004 r. wiceprezes Kołobrzeskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy

Języki obce:
angielski – biegle w mowie i piśmie
francuski – komunikatywnie

Kursy i szkolenia:
2003-2004 uczestnik kursu języka angielskiego (poziom Intermediate) w Instytucie Języków Obcych „School by the Sea” w Kołobrzegu
2001-2002 uczestnik kursu dziennikarstwa w Europejskiej Szkole Kształcenia Korespondencyjnego w Poznaniu
1995-1996 uczestnik kursu organistowskiego w Koszalinie

Stosunek do służby wojskowej: uregulowany (szeregowy rezerwy)

  DZIENNIKARZ: Post Scriptum

| Publicznie dla p. Marka Cara z Poland Online jako post scriptum:

| PS. Bardzo prosze juz nie uzywac na forum formy " TY "  w stosunku do kogos,
| kogo Pan nie zna.

Czlowieku, skad ty (wlasnie TY) sie urwales?????
Na listach dyskusyjnych jest powszechnie przyjete mowienie sobie na "ty".



Ejze? Przeciez angielskiej formie "you" odpowiada nasze "kolego", "panie",
ze nie powiem "towarzyszu" - jesliby np. rozmowcy nalezeli do stos. partii;
ktore z tych znaczen jest rozumiane, domniemywac nalezy w ang. z kontekstu
(zakladam, ze partnerzy rozmowy w jez. ang. lub dyskusji na liscie dysk. nie
sa swiadomi, ze ktores z nich posiada np. zdecydowanie odmienny status
spoleczny/towarzyski - np. do krolowej nie powiedza nawet gburowaci
Amerykanie per "you" lecz jakos szacowniej, pewnie "Her Highness/Majesty"
czy jakos podobnie)

Chcialoby sie rzec: RTFM...



Dlatego sadze, ze szlachectwo (w sensie: sieci sa jakby nie bylo rzecza
elitarna i dlugo beda - przynajmniej w skali spolecznej - nawet w USA i
Japonii) zobowiazuje, pomimo prawa subkultury sieciowej do bycia subkultura.

Nie wystarczy czytac podrecznikow netetiquette, warto by je takze nieco
elastyczniej (a nie tylko doslownie, a  la neofici lub "les nouveau riches"
) interpretowac.

No a wszelka sztuka interpretacji, jako cos od Grekow i Rzymian pochodzace
(retoryka, hermeneutyka, lacinnictwo, semiotyka).

Kultura zachodnia przeciez jestesmy, a ci co z Oceanii i Pacific Rim
pochodza - sa przeciez nie mniej pojetni niz np. Iranczycy lub Hindusi.

Rozumiem, ze roszczen naszej cywilizacji zachodniej do uniwersalizmu wsrod
5-7 glownych i aktywnie innowacyjnych pozostalych kultur nie da sie na
dluzsza mete utrzymac, no ale nie wbijajmy raczej samobojczych goli sobie.

Jesli np. Chinczycy z racji odmiennosci ich kultury, swej mnogosci i
pracowitosci oraz zasobow kiedys nasze okolice zdomninja jak nie
przymierzajac Hunowie , Wandalowie peryferia Rzymskiego Cesarstwa kiedys, to
jednak nie stawajmy sie na ochotnika poputczikami tego ewentualnego fenomenu
- nowego Sredniowiecza, tym razem z przedrostkiem "cyber-".

Bylibyz Polacy wg. milczaco przyjetej przez kol. M.Cara i J. Rafy optyki
wzgl. etykiety sieciowej niezdolni do interpretoweania anglosaskich w koncu
dokumentow - w sposob zgodny ze standardami tejze kultury, ktora wydala
autorow rzeczonych podrecznikow "dobrych obyczajow sieciowych"?

Ja w kazdym razie sposrod pogladow na te sprawy wyrazonych przez dwoch
kolegow z Krakowa, preferuje ten ktory zdaje sie byc bardziej swiadom,
podobnie jak ja,ze ang. "you" to nie jest polskie "ty" i dlatego woli
dopuscic, ze tlumacz netetiquettowego faq'u na jezyk polski byl mizernego
rzemiosla, niz skladac ofiare z wlasnego rozumu na oltarzu bostwa pn. zargon
internetowy.

Boc przeciez i tak jest dosyc terminow informatycznych lub sieciowych
autentycznie trudnych, z angielskiego pochodzacych, ktorych polskich
odpowiednikow nawet najtezsze glowy czy to lingwistyczne, czy informatyczne
- nie sa w stanie autorytatywnie nam zasugerowac, bo tylko uzus dlugi
jezykowy wsrod w  miare szerokich warstw spolecznych o ich zadomowieniu w
jezyku polskim rozstrzygnie (wide cierpienia uczestnikow listy dysk.
Tlumaczenia czy jakos tak na MIMUW serwerze rezydujacej, lub kazdego, kto
cokolwiek fachowego z obcego na nasz mial okazje i ambicje rzetelnie
przekladac).

Po coz mamy abdykowac  przy angielszczyznie przeciez jakby nie bylo
potocznej i w odniesieniu do tematyki (ang. politeness), nauczanej w
szkolach licealnych juz 20-30 lat temu takze, jak to zywieckie liceum im.
Kopernika, ktore ja konczylem.

jakiegos forum - mialobyz juz status ortodoksji?

Jesli tak, to wyznawcom tej moim zdaniem niegroznej, acz irytujacej
zalosnoscia swa aberracji towarzysko-jezykowej (moze lepiej: niechlujstwa,
nonszalancji w relacjach miedzyosobowych; moze jest to symptom
siecioholizmu: "siec i tylko siec - 'moim sterem, zeglarzem i okretem'"?
dedykuje fraze zapamietana ze studenckiej sluzby w artylerii p-lot Uwarsz.
AD 1966-1971:

"W warunkach bojowych sinus moze nawet i wartosc 3 osiagac, a slynna liczba
pi w porywach i do osmiu bywa ze dochodzi" (dedykowane naszym dowodcom i
kadrze zawodowej z podchorazowki w Kolobrzegu, nas szkolacej na obozach letnich.

Poglady wojskowych, ktorzy szlak od Berlina do Lenino przeszli lub 3 letnia
szkole skonczyli podoficerska - wiec na "dzialoczynach" sie anali lepiej od
nas moge przeto zaakceptowac, nawet gdy matematyka oficjalna nie zna takich
sinusow ani pi, natomiast w kwestiach sieciowych za demokratyczny sposob
ksztaltowania opini bylbym jednak sklonny uwazac taki, kiedy od sieciujacyh
wymaga sie jednak czegos wiecej niz samego jedynie ogladania i
bezrefleksyjnego czytania dokumentow.

Chocby i sieciowych.

I dopiero od tych co takze "trawia i medytuja " - chocby od czasu do czasu,
to co zoczyli w wirtualnej nawet cyber-kapuscie czy innym FAQ-bigosie -
bylbym raczej sklonny wymagac, aby nadawali ton etykiecie, "not the other
way round"....

Niech zyja Krakusy i ich kultura, w calej polskiej prowincyi slawna, od
ktorej zawsze sie przychodzilo reszcie naszej krainy uczyc, co moim zdaniem
nawet i w cyber-czasoprzestrzeni nie powinno zaginac.

W trosce o co pozwolil sobie na ten wtret, na "ty-kanie' raczej plwajac,
kolega/kolezanka, sieciowiak byc moze w przypadku ogolnym a "dziennikarzu"
np. na tym forum (analogon: neurotyk, nerwowiec - jakimi racza sie z wieksza
jednak fantazja subskrybenci list NEUROPL gromadzacej aficionados sieci
neuronalnych w RP) - preferujac.

Pozdrowienia,
  Jaroslaw Rafa



Krzysztof Frydrychowicz


  Kogut w TVP 1...
Przebieg rozmowy:

Marek Czyż: Panie przewodniczący, prokuratura w Kołobrzegu dziś zastanawiała
się nad tym, czy Polskie Koleje Państwowe powinny współodpowiadać za tę
tragiczną śmierć tej nastolatki wyrzuconej przez bandytów z pociągu. Pana
zdaniem powinna współodpowiadać?

Stanisław Kogut: Wydaje mi się, że tak, bo każdy pasażer, który zakupuje
bilet w kasie zawiera umowę cywilno-prawną. Jeżeli zawarta została taka
umowa, to my przedstawiciele podróżnych odpowiadamy za stan bezpieczeństwa
każdego podróżnego, który wsiądzie do naszego pociągu obojętnie jakiej
relacji.

Mówi to pan przeciwko swoim kolegom, którzy w tym czasie w tym pociągu
jechali i nie dopilnowali.

Ja nie mówię przeciwko kolegom, ja mówię w obronie podróżnych, w obronie
pasażerów, bo to, co się dzieje teraz w pociągach nocnych, to ja sam
osobiście jako kolejarz nie jeżdżę pociągami nocnymi ze względu na stan
bezpieczeństwa. Ciągle jak dzwonię do mojej małżonki i mówię, że pojadę
pociągiem nocnym, ona mówi: lepiej nie jedź, przyjedź rano. Drodzy państwo
trzeba większe służby SOK włożyć do tych pociągów dalekobieżnych nocnych,
żeby do takiej tragedii, bo dla nie to jest ogromna tragedia, że młoda
dziewczyna, 21 lat, zdolny uczeń traci życie, a my patrzymy biernie na to,
że bandyci po prostu jeżdżą takimi pociągami. Musimy zapobiegnąć by następne
takie przypadki w ogóle na PKP nie powstały. Po to jest Służba Ochrony
Kolei, żeby konwojowała te wszystkie pociągi nocne.

To jaka jest pana rola, związków zawodowych w dyskusji na ten temat?

Ta sprawa jeszcze nie była dyskutowana na szerszym szczeblu. Nie ukrywam, że
jutro jest posiedzenie Rady PKP, na którym ten temat właśnie chcę poruszyć,
poruszyć stan bezpieczeństwa, bo my jako związki zawodowe ciągle monitujemy
na temat stanu bezpieczeństwa, bo ciągle się mówi: redukcja funkcjonariuszy
SOK, a tu widzimy do jakich tragedii dochodzi. Dla mnie jako związkowca,
jako człowieka człowiek ma być podmiotem, a nie rzecz i ta śmierć tej
niewinnej dziewczyny - dla mnie nie ma żadnych wyliczeń wartości pieniężnej.
Trzeba znaleźć środki, aby przyjąć większą ilość funkcjonariuszy SOK, żeby
każdy pasażer, który zawiera umowę cywilno-prawną i kupuje bilet bezpiecznie
dojechał do miejsca przeznaczenia.

Panie przewodniczący, moje doświadczenia są o tyle bogate, że często
korzystam z usług Kolei Polskich, ale może należałoby tych funkcjonariuszy
SOK po prostu jak pan mówi wsadzić w pociągi, a nie stawiać na peronach?

Ja mam podobne zdanie. Uważam, że z peronów należy zdjąć funkcjonariuszy,
dać ich do pociągów, aby te pociągi były konwojowane, aby stan
bezpieczeństwa na kolei po prostu wzrósł. Nie mówię, że jeden przypadek ma
świadczyć o tym, że nie ma bezpieczeństwa w tych pociągach dalekobieżnych,
bo jeżdżą funkcjonariusze SOK, ale z tego wynika, że jest ich za mało. Po
prostu z tej tragedii należy wyciągnąć wnioski na przyszłość, aby pasażer
czuł się bezpiecznie.

To teraz o pieniądzach. Kolejarze w obronie swoich miejsc pracy, albo pensji
potrafią głodować, protestować, a pasażerowie, kiedy słyszą o takim wypadku
jak ten, albo widzą pociągi, które wożą powietrze pytają, a za co?

Panie redaktorze, uważam, że społeczeństwo powinno wiedzieć, że w mojej
firmie pracowało nie tak dawno 450.000 ludzi. Dziś pracuje 130.000, odeszło
prawie 350.000 kolejarzy i myśmy pokryli wszystkie odprawy z własnych
środków. Nie dostaliśmy z budżetu państwa ani jednej złotówki i my po prostu
jesteśmy za reformą PKP, ale za reformą z ludzką twarzą, za reformą, że nie
ma żadnych układów korupcyjnych, gdzie po prostu wchodzi kapitał wiadomo
jaki. Jesteśmy za nowoczesną koleją na wzór kolei niemieckich, kolei
francuskich, kolei japońskich. Uważam, że pieniądze, które PKP otrzymuje
powinny być właściwie gospodarowane. My w strajkach głodowych nie
walczyliśmy o nasze miejsca pracy, myśmy walczyli zdecydowanie o ludzi
najbiedniejszych, o dzieci dojeżdżające do szkół, o pracowników
dojeżdżających do pracy, bo mówiliśmy o kolejach regionalnych. Przecież my
jako kolejarze mamy służyć społeczeństwu. Społeczeństwo też musi wiedzieć, ż
e w każdym kraju świata te koleje regionalne są dotowane z budżetu państwa.

Panie przewodniczący, ale ja taką kolej regionalną widzę z własnego domu i
wiem, że ona wozi powietrze.

Panie redaktorze, ale żeby zejść z kosztów ciężkich pociągów ekonomicznie
nieuzasadnionych, to myśmy jako związki zawodowe, zwłaszcza ja jako
przewodniczący Solidarności głośno mówiłem po cudzie nad parlamentem, gdzie
myśmy otrzymali 550 milionów, że te pieniądze powinny iść na rozwój polskiej
gospodarki, że powinno zacząć się produkować autobusy i tramwaje szynowe,
które są tańsze w eksploatacji 6 - 7-krotnie od tych ciężkich pociągów, że
powinno się produkować nowoczesne pociągi i eksploatować je na przykład na
linii Warszawa-Łódź, Warszawa-Katowice. Są to najnowocześniejsze pociągi
produkowane w polskim Pafawagu, tylko tego nikt po prostu nie posłuchał.

A te 550 milionów złotych, czy doszły i na co poszły?

Te 550 milionów złotych to opinia publiczna jest ciągle okłamywana, bo
podawane są różne sposoby rozdysponowywania tych środków. Jeżeli chodzi o
550 milionów, podano, że 200 milionów poszło na sejmiki samorządowe i jest
to prawda. Ja nie zgadzam się ze sposobem rozdziału, bo uważam, że sposób
był błędny, bo jeżeli dziennie 3700 pociągów regionalnych się uruchamia i
województwo na przykład mazowieckie partycypuje w 30 proc. w ilości
uruchamianych pociągów i otrzymuje 12,5 miliona, a świętokrzyskie
partycypuje w 3 proc. i otrzymuje tak samo 12,5 miliona, to się z tym po
prostu nie zgadzam.

Częścią tych pieniędzy pokryto wasze długi.

Nie, nie pokryto panie redaktorze i tu też społeczeństwo było okłamywane, bo
mówiono kolei, kiedy wyłączano energetykę, że 150 milionów z tych pieniędzy
idzie na zapłacenie przez energetykę normalnej energetyce zadłużenia. To
jest nieprawda. Te pieniądze poszły z 200 milionów, które mieliśmy otrzymać
z prywatyzacji hut i hut stali. Okazało się, że te pieniądze poszły z
naszych pieniędzy, że my jeszcze z tych 550 powinniśmy otrzymać 350 milionów
złotych. Ale takie rozdawnictwo nic nie daje. Uważam, że powinno się dać na
produkcję autobusów szynowych, na modernizację elektrycznych zespołów
trakcyjnych, na modernizację infrastruktury i wtedy jest sens rozdawania
tych pieniędzy.

Tak, ale to nie uchroni kolejarskich miejsc pracy.

Drodzy państwo, my musimy patrzeć na to przez pryzmat wejścia do Unii
Europejskiej. My musimy popatrzeć na modernizację, na większy komfort jazdy,
bo czym my możemy po prostu ściągnąć podróżnego na kolej? Mówił pan redaktor
o bezpieczeństwie - całkowicie się zgadzam panie redaktorze. Następna sprawa
to cena biletu i komfort jazdy, bo jeżeli mówimy o tych kolejach
regionalnych, to ja argumentów używam, żeby przyszedł podróżny, żeby cena
biletu była niższa, to musi być autobus i tramwaj szynowy, musi być
odpowiedni komfort. Tak jest po prostu na Zachodzie. My walcząc o to, też
walczymy o miejsca pracy, ale głównym celem naszej walki o koleje regionalne
tak, jak mówię byli ludzie najbiedniejsi. My musimy wiedzieć o jednym: można
szybko utworzyć Polskę superszybkich pociągów intercity, eurocity i po
prostu dzieci na rowerach będą dojeżdżać do szkoły.

Panie przewodniczący pan mówi o pieniądzach, które kolej chciała pozyskać z
budżetu, dotacjach, a ja bym chciał pana zapytać o pieniądze, które kolej
ma, bo kolej to jest koszmarnie bogata firma. Ma setki tysięcy hektarów
nieruchomości w najlepszych miejscach dużych polskich miast. To są
niepotrzebne nieruchomości w wielu miejscach. Dlaczego wy dyskutujecie o
ewentualnej naprawie finansów kolei z rządem, a nie z zarządem spółki?

Na dzień dzisiejszy to powiedzmy szczerze panie redaktorze nie ma nawet z
kim rozmawiać, bo po rezygnacji pana ministra Piłaka, po jego odwołaniu nie
mamy swojego ministra odpowiedzialnego za kolejnictwo. Ja całkowicie się
zgadzam z panem redaktorem, bo my jasno mówimy, że była ustawa o
komercjalizacji, restrukturyzacji i prywatyzacji, która gwarantowała
sprzedaż nieruchomości i to jest w gestii zarządu. Uważam, że z kolei
powinna naprawdę wyjść polityka, a powinna zacząć rządzić gospodarka.

Jak rozmawiacie z zarządem o tym, żeby się pozbyć tego zbędnego balastu,
który mógłby przynieść żywą gotówkę, to co wtedy słyszycie?

Są argumenty, że nie są uporządkowane sprawy własnościowe.

Bo pewnie nie są.

No to zarząd przecież bierze odpowiedzialność za los tej firmy, za losy
mojej firmy i powinien przyspieszyć to, albo powołać zespoły geodetów - co
myśmy proponowali - w związku z tym, dać im prowizję od uporządkowanych
spraw nieruchomościowych, żeby te sprawy zostały szybko uregulowane. My
bardzo mocno monitujemy sprzedaż 70.000 mieszkań kolejowych. Przecież to
jest prawie jedno duże miasteczko, gdzie rocznie na modernizację my wydajemy
około miliarda złotych.

Ale?

Ale są kwestie, że jeżeli sprawa idzie do notariuszy, to czasem wartość z
wykupu tego mieszkania poprzez pracownika jest mniejsza od zapłaty spraw
notarialnych.

Panie przewodniczący, późną wiosną można było przeczytać takie analizy w
prasie, z których wynikało, że być może latem, a więc teraz, w czasie
wakacji, kiedy kolej jest szczególnie potrzebna, ona po prostu stanie.
Stanie?

Panie redaktorze, ja należę do ludzi bardzo konsekwentnych, biorę
odpowiedzialność za słowa i ciągle powtarzałem, że jeżeli chodzi o sprawy
ludzi najsłabszych, to my dowieziemy ...

więcej »


  List do Prezydenta RP, Zwierzchnika Sił Zbrojnych

witam.

czytam, czytam.. fiu... fiu...
hmm... mieszkam na wojskowym osiedlu, wychowuje sie wsrod trepow od dziecka,
wiec moze sie wypowiem...

| Powiem tak żeś dupa a nie facet, u mnie 87-89 sprawę załatwiało się
krótko
| palanta debila pod lufe i kazało mu się tanczyć, drugi raz nie miał



ochoty a

yop. od groma bylo takich kolesi. imho w tej chwili 95% zolnierzy powinno
sie wypierdolic na zbity ryj.
bo:
- poborowy = klopot
- zawodowy to zazwyczaj klopot ktory nie mial co ze soba zrobic przed
wojskiem, ani nie mial co zrobic po wojsku
- wiekszosc trepow to rodzina - tradycja z ojca na syna (u mnie dopiero
teraz urwalo sie, a tak to cztery pokolenia wstecz wszyscy byli trepami)

pozostaje 5% naprawde profesjonalnych zolnierzy, ktorzy reszte trzymaja za
morde.

| jak zaliczył jeden wystrzał pod nogi to był lepszy niż baletnica, nikt
poza
| rzadkimi wyjątkami nie jest debilem i nie ma ochoty iść siedzieć.



ehrm... zolnierz nie odpowiada ani przed policja ani przed cywilnym sadem.
a z zandarmeria mozna sie dogadac o ile sprawa nie wyladuje w mediach.
so, mozesz strzelac do kogo chcesz i kiedy chcesz jak masz dobre uklady.

< Ja służyłem na Okręcie Rzeczypospolitej a nie w jednostce zkoszarowanej
< i byłem w sytuacji kilkudziesięciu na jednego ( możesz w takiej sytuacji



prze-je-ba-ne. ale,ale... zasada pierwsza - wkupic sie. jezeli bedziesz w
stanie zalatwic cos, czego oni nie maja, a bardzo potrzebuja (papierosy,
alkochol, gazety z golymi babkami, filmy porno itp), to bedziesz bardziej
ustawiony niz dowodca tego okretu.

< wpieprzyc jednemu , dwum , trzem nie całej załodze ...)
< Co do debilizmu i siedzenia ( KP-172 to nie lotniskowiec ...chyba



prawda?)

imho, patrz wyzej.

| zamiast bombardować kadrę prośbami załatwia się taką sprawę groźbą,
mówiąc
| jasno że jak nie uspokoi sprawy to się w końcu któregoś debila



zapierd.....

w 90% listy sa otwierane i czytane zanim wyleca z koszarow, wiec mozesz
pisac do kogo chcesz.
a przed 89 rokiem to juz wogole...

| nawet taboretem i gówno Ci zróbią bo raczyłeś wysłać dziesiątki pism z
| miasta poleconym do kilku instytucji rodziny prasy i co Ci się jeszcze



prasa raczej woli sie nie mieszac w takie rzeczy.drazni ja, ze za pieniadze
podatnikow zolnierze sobie urzadzaja libacje.

| przyśni i oczywiście do dowódcy własnej kompani, jednostki itd, i oni
zdają
| sobie sprawę że są jakby co upaprani  po uszy, bo nie reagowali a co
mają
| obowiązek robić, i takiej masy śladów się nie zlikwiduje. Proste!



wogole nie sa w nic upaprani, bo zazwyczaj ci ktorzy maja ich sadzic sa ich
sasiadami z osiedla od 10 lat.
ich dzieci maja razem dzieci itd. itp. wiec zapomnij.
poza tym przecietny zolnierz ma takie same obowiazki jak harcerz czy strazak
;)

< Ja rozumiem , Ty chyba nie , to były lata 1986-1987roku i jak mi się
< zdaje takie osoby jak towarzysz Grze... no dowodca i kadra nie bali
< się wolnych madiów ( chyba że za wolne media uznasz ówczesna Trybune



Ludu?)

hmm... raczej nie bali sie. raczej mieli to w d... bo i tak juz byli
ustawieni na innych pozycjach ;)

< Wyjscie z koszar , nikt tak dawno mnie nie "rozbawił " i wysłanie listów
< do mediów .... moze do radia Wolna Europa z jednostki wojskowej



wówczas???!

no, to jest troche abstrakcja. zalozmy, ze taki list dotarl... przyjezdza
ekipa a tu 100 chlopa twierdzi, ze ten koles uciekl z izolatki, ze ojciec go
molestowal seksualnie, ze oni sie nim zaopiekuja itd . jaki dziennikarz
zrobi o tym reportarz? przeciez to zabrzmi jak propaganda...

a co sie stanie z tym kolesiem? .... o jezzzu... jezzzuuuu.... ;) lepiej
zeby trafil do izolatki...

< Kurcze o tym co sie dziuało w Kołobrzegu został poinformowany ówczesny
< Zastepca Dódcy Marynarki Wojennej , admirał Wa...a w sposób skuteczny
< w rozmowie osobiście przeprowadzonej  z moja rodziną



uaaahhh.... <ziew.... kogo to obchodzi ? ;)
telefon do jednostki w kolobrzegu - wezcie sie zajmijcie tym kolesiem bo mi
dupe zawraca... ;)

< W tym samym czasie , w tej samej jednostce BdOP marynarz odstrzelił
< sobie stope , nie wytrzymał prasowania go rozgrzanym rzelaskiem i wiesz
< co sie stało   , .... mial sprawe za samookaleczenie i został skazany ON
< a nie jego hmm koledzy czy przełożeni  ...wystarczy ???



hmm... to cieniutko... ostatnio jednemu kolesiowi butelke wodki w dupsko
wcisneli (tzw. krecik) a potem przylozyli "z glada w dupsko"... butelka
pekla, a co z kolesiem to nie wiem...

generalnie to malo jeszcze widzieliscie chlopcy... malo... ;)

a wszystkie te historie, dlatego ze do wojska trafia byle wsiok. potem taki
jest efekt. srednia inteligencja nie przekracza 100 wsrod poborowych..

| W 86 w porcie gdyńskim ktoś rozwalił sobie łeb z kałasza i port przez
| miesiąc żył w strachu by jakiś list nie wyszedł na jaw, fart ich (kadry
i
| starych) że powodem był rozwód rodzinki, a nie fala.



no, bez przesady ;) strachu zadnego nie bylo, ludzie sie posmiali nawet ze
gosciowi "propaganda do lba strzelila" ;)

| W mojej jednostce skończyła sie fala po gromadnej bijatyce między kotami
a
| dziadami, w jednej z kompani tak 30 na 30 chłopa, w ruch poszły noże,



no to mieliscie szczescie. na koniec roku po porzadkach w magazynie
zazwyczaj brakuje jakis starych sprzetow od ruskich - granatow, zapalnikow
itd. itp. ciesz sie, ze tym nie dostales ;)

| taborety, kije itp towar, a następnie wspólnym ramię w ramię spuszczeniu
| łomotu żandarmerii która miała ochotę ich uspokoić, awantura zaczeła się



ogolnie bydlo uspokaja dwa walczace stada bydla...

| siedzenie przez kilka dni. W interesie wszystkich awanturę kompletnie
| wyciszono, fala znikła wmig, rany się zabliźniły i nikt do dziś do
nikogo
| nie ma pretensji.



az przyszly nastepne koty i dziady... ;)

| Powiem tak skoro 30 kotów daje sie wodzić za nos drugim 30 dziadom to
| frajerzy bo siły są równe,



buhahahaha... 30 kotow jest przestraszonych, a 30 dziadow od 3 miesiecy
mysli tylko co zrobi tym kotom... ;)

| nawet jak 10 daje sie wodzić za nos 50 to też debile, bo na dziesięciu
nikt
| nie naskoczy,



?
porozsylaja kazdego do innego budynku i co wtedy ? ;)

| dziad ma zawsze więcej do stracenia to podstawowa zasada każdy chce
wyjść a
| nie dołożyć sobie jeszcze dwa lata.



bzdura. dziada i tak wypchna.

| Gdyby zwierzchnictwo miało się zajmować każdym takim przypadkiem to nie
| miałoby nic innego do roboty,
| trzeba było zdezerterować - zachowałbyś zdrowie stracił dwa lata max.



to nie zalatwia problemu.
nie kumam kolesi, ktorzy przez 5-7 lat uciekaja przed wojskiem...
piec klockow gora i sprawa zalatwiona... "niezdolny do ewakuacji z kobietami
i dziecmi"... na kazdej komisji mozna to zalatwic bez owijania w bawelne...
no ale jak ktos skonczyl edukacje na szkole podstawowej to trudno zeby go
bylo stac na lapowke dla doktorka...

jaki z tego wniosek ? uczyc sie durnie to nie pojdziecie do wojska!

< Tak trzeba było mi dezerterować z przetrąconym kregosłupem albo
< odstrzelić sobie coś , a  może zastrzelić kogoś ..???



hmmm... generalnie to nic tu twoje biadolenie nie pomoze, a jeszcze sobie
ktos o tobie przypomni.

zycie sobie... ;)

< Zwierzchnictwo powiadasz , to może zapytasz się zwierzchnictwa o to
< zwierzchnictwo i jego sposób postepowania wówczas a i obecnie ..



rada nr 1: ucz sie ucz !

druga rada na przyszlosc... jak juz cie wezma do tego wojska, to wykarz sie
jako koles ktory moze zalatwic stuff jaki wymienilem wyzej... - bedziesz
nie-ty-ka-lny i bedziesz mial przepustki codziennie o ile bedziesz wracal ze
stuffem.

i nie podskakuj, nigdy.

odmaszerowac
- firefox


  [ Koł ] Tak łapią staruszków
"Adam Jankowiak [HBL]":

Rehehe!!! A kioskarki są od informowania o przepisach?



A jak ktoś spyta Cię o to, którędy trafić np. na Dworzec, to co odpowiadasz?
Że nie jesteś od informacji turystycznej?
Fakt, pracownik kiosku nie ma obowiązku posiadania wiedzy nt. komunikacji
miejskiej, której bilety rozprowadza. Co nie zmienia faktu, że znajomość
taryfy na pewno nie jest wiedzą szkodliwą, a wręcz przydatną.
W Trójmieście rozwiązali to tak, że w wielu kioskach taryfa i wyciąg z
przepisów umieszczone są na szybie kiosku.

Poza tym trzeba przewidzieć, że przepisy w danym miejscu
są absurdalne i każdemu zdrowo myślącemu człowiekowi to
do głowy nie przyjdzie, by pytać o coś takiego.



Każdy zdrowo myślący człowiek będąc w nowym mieście / miejscu próbuje się
najpierw zorientować, jakie są w nim przepisy prawne i zwyczaje.

To tak, jakby przewidzieć, że w jakimś mieście wprowadzono
kary za czytanie gazety na ulicy i wymagać od przyjezdnego,
by przewidział taki absurd podczas kupowania jej w kiosku.



Ten przepis byłby niezgodny zapewne z konstytucją albo innymi nadrzędnymi
ustawami, więc nie miałby szans na zaistnienie.
Kwestia biletów komunikacji miejskiej podzielona jest na dwie części - ulgi
ustawowe i ulgi pozostałe. Od miasta / przewoźnika zależy, czy ludzie starsi
będą jeździć za darmo, ze zniżką, czy może z pełną odpłatnością.
W Warszawie - o ile dobrze kojarzę - do ulgi 50% nie są uprawnieni uczniowie
szkół, im przysługuje ulga 49% (48% ?). I nikt jakoś nie robi z tego powodu
problemów. Przyjezdni też sobie radzą.

| A tu coś kręcą. Skargi dochodzą normalnie.
| Czemu kręcą? Ja nie widzę nic dziwnego w tym, że kobiecinie nie przyszło
na
| myśl żeby złożyc formalne odwołanie, za to chętnie poleciała do prasy.
Ja bym w ogóle takowego nie składał, bo to bez sensu.
Wynik wiadomy byłby z góry.



W przypadku winy kontrolera - jeśli faktycznie było tak, jak opisano w
gazecie, to jest ona bezsporna - opłaty zwykle się anuluje.
Weź pod uwagę, że prasa mocno koloryzuje. Oraz to, że większość kontrolerów
cechuje się "zawodową uprzejmością", o ile jest się dla nich również
uprzejmym. Najgorsi pasażerowie to tacy, którzy mają niewłaściwy bilet,
dobrze o tym wiedzą, a przed kontrolą udają niewiniątka.

Jak już, to polecam od razu szukać sprawiedliwości w sadzie,
chyba, że ma się dostęp do prasy, gdzie przeklęty kanarów
od razu można opisać.




dlaczego uchwalono taką taryfę i kto za to odpowiada.

W Swarzędzu dopiero po opublikowaniu artykułu w prasie
umorzono całą karę + 10 zł za odwołanie tylko za to,
że gimnazjalista zapomniał legitymacji.



Paranoja. Czy jak ja zapomnę biletu miesięcznego i pobiegnę do prasy z
żalem, że wystawiono mi mandat, to anulują mi opłatę?! Niby z jakiej
okazji?! _Ja_ zapomniałem biletu i _ja_ ponoszę za to odpowiedzialność.
Skoro gimnazjalista zapomniał legitymacji, nawet niech będzie przez
przypadek albo roztargnienie, to niech poniesie za to odpowiedzialność.

Jeszcze z innego newsa odpowiem, bo nie chcę zakładać zbyt wielu wątków.

| Nie wierzę, żeby te przepisy były w jakikolwiek sposób utajniane przez

to
| wyłącznie na własne życzenie.
Przecież to paranoja sprawdzać przepisy u każdego przewoźnika,



Jak przyjedziesz z Kołobrzegu do np. Gdańska, to też skasujesz pierwszy
bilet, jaki będziesz miał pod ręką? Czy najpierw upewnisz się, ile musisz
zapłacić za przejazd i jaki bilet skasować?

które zazwyczaj są trudno dostępne, (bo wywieszane zazwyczaj w
autobusach).



Dlaczego zatem prasa nie zajmie się tym, że przepisy taryfowe są w
autobusach, a brakuje ich na przystankach?

| - W całym kraju ludzie w tym wieku jeżdżą
| za darmo,
| Ulga dla osób starszych nie jest ulgą ustawową, więc wyłącznie od
przewoźnika
| (Rady Miasta etc.) zależy, gdzie ona jest a gdzie jej nie ma.
Niech będzie albo nie! A nie, ze w każdej dziurze jest inaczej!



To przyjmij, że starsza osoba, jak każdy normalny pasażer, musi zapłacić za
bilet. Na pewno żadna krzywda się nie stanie, jak skasuje bilet mimo, iż
może jechać za darmo. Komunikacja nie jest aż tak droga...

Oficjalna droga załatwienia sprawy polega na tym,

i za tę łaskę poszkodowany dopłaci 10 zł.
Dokładnie tak jest w transkontrolu.



Transkontrol - jak się domyślam - nie jest przewoźnikiem, a jedynie świadczy
usługi dla niego. Zatem można złożyć skargę na działania Transkontrolu u
firmy zlecającej kontrole biletowe.
Poza tym, opłata za anulowanie jest w każdym (?) mieście, zaś jeśli mandat
został wystawiony niesłusznie (z winy kontrolera), to nawet tej się nie
pobiera. Ale może akurat w tym przypadku jest inaczej, Kołobrzeg to dziwne
miasto ;)

Zatem kto ma dostęp do prasy to logicznym jest,
że takie przypadki bezprawia są opisywane,
bez niepotrzebnej straty czasu i pieniędzy,
jak to bywa podczas "oficjalnej drogi załatwienia sprawy".
I bardzo dobrze! Od tego jest prasa!



Prasa goniąca za tanią sensacją to raczej prasa o dość niskim poziomie...

Zresztą przeważnie tak jest, że jak sprawa jest nagłośniona,
to dopiero wtedy można doczekać się sprawiedliwości.



Niekoniecznie. W opisanym przez Ciebie przypadku gimnazjalisty, który
zapomniał legitymacji, pokrzywdzeni zostali ci uczniowie, którzy w
analogicznych okolicznościach musieli zapłacić mandat. Więc gdzie ta
sprawiedliwość?

Pozdrawiam,
Sorrow.


  [ Koł ] Tak łapią staruszków
| "Adam Jankowiak [HBL]":
|
| Rehehe!!! A kioskarki są od informowania o przepisach?
|
| A jak ktoś spyta Cię o to, którędy trafić np. na Dworzec, to co odpowiadasz?
| Że nie jesteś od informacji turystycznej?

Jeśli ktoś nie potrafi gdzieś dotrzeć, to oczywiście zapyta o drogę.
Ale nikt nie przewidzi, że gdzieś tam przepisy są postawione na głowie
i po prostu nie zapyta...

| Fakt, pracownik kiosku nie ma obowiązku posiadania wiedzy nt. komunikacji
| miejskiej, której bilety rozprowadza. Co nie zmienia faktu, że znajomość
| taryfy na pewno nie jest wiedzą szkodliwą, a wręcz przydatną.
| W Trójmieście rozwiązali to tak, że w wielu kioskach taryfa i wyciąg z
| przepisów umieszczone są na szybie kiosku.

Ale co z tego, skoro to nie jest standardem?
Jeśli jadę do Wrocka czy do Wawy, to po prostu w kiosku
proszę o bilet ulgowy i płacę za niego.
I znajomość taryfy nie jest mi tu potrzebna, bo
kioskarka i tak wyda mi odpowiedni nominał.
Ale osoba starsza, która od lat nie kupowała biletu,
w ogóle nie pomyśli o tym, by w kiosku chociaż zapytać,
czy tu musi płacić. Dlatego przepisy powinny być jednolite.

| Poza tym trzeba przewidzieć, że przepisy w danym miejscu
| są absurdalne i każdemu zdrowo myślącemu człowiekowi to
| do głowy nie przyjdzie, by pytać o coś takiego.
|
| Każdy zdrowo myślący człowiek będąc w nowym mieście / miejscu próbuje się
| najpierw zorientować, jakie są w nim przepisy prawne i zwyczaje.

Zgadza się. Tę zasadzę stosowałbym, gdybym pojechał
do Rijadu albo Bandgladeszu.

| To tak, jakby przewidzieć, że w jakimś mieście wprowadzono
| kary za czytanie gazety na ulicy i wymagać od przyjezdnego,
| by przewidział taki absurd podczas kupowania jej w kiosku.
|
| Ten przepis byłby niezgodny zapewne z konstytucją albo innymi nadrzędnymi
| ustawami, więc nie miałby szans na zaistnienie.

To był tylko przykład absurdu.

| Kwestia biletów komunikacji miejskiej podzielona jest na dwie części - ulgi
| ustawowe i ulgi pozostałe. Od miasta / przewoźnika zależy, czy ludzie starsi
| będą jeździć za darmo, ze zniżką, czy może z pełną odpłatnością.
| W Warszawie - o ile dobrze kojarzę - do ulgi 50% nie są uprawnieni uczniowie
| szkół, im przysługuje ulga 49% (48% ?). I nikt jakoś nie robi z tego powodu
| problemów. Przyjezdni też sobie radzą.

Nikt nie robi problemu, bo po prostu kto nie wie, to albo kupi te 50%
(jeśli są) albo poprosi o bilet z ulgą i już go nie będzie interesować jaka to ulga.

| | A tu coś kręcą. Skargi dochodzą normalnie.
| | Czemu kręcą? Ja nie widzę nic dziwnego w tym, że kobiecinie nie przyszło
| na
| | myśl żeby złożyc formalne odwołanie, za to chętnie poleciała do prasy.
| Ja bym w ogóle takowego nie składał, bo to bez sensu.
| Wynik wiadomy byłby z góry.
|
| W przypadku winy kontrolera - jeśli faktycznie było tak, jak opisano w
| gazecie, to jest ona bezsporna - opłaty zwykle się anuluje.

To co piszesz, to pobożne życzenia.

| Weź pod uwagę, że prasa mocno koloryzuje. Oraz to, że większość kontrolerów
| cechuje się "zawodową uprzejmością", o ile jest się dla nich również
| uprzejmym. Najgorsi pasażerowie to tacy, którzy mają niewłaściwy bilet,
| dobrze o tym wiedzą, a przed kontrolą udają niewiniątka.

Wiadomo, że prasa goni za sensacją, ale nie widzę w tym niczego złego.
Co do "zawodowej uprzejmości", to znów rzucasz jakimś
abstrakcyjnym pojęciem. Zapraszam do Poznania, odczujesz
tę "zawodowa uprzejmość" na własnej skórze, jeśli trafisz
na kontrolę w wydaniu Transkontrolu.

| Jak już, to polecam od razu szukać sprawiedliwości w sadzie,
| chyba, że ma się dostęp do prasy, gdzie przeklęty kanarów
| od razu można opisać.
|

| dlaczego uchwalono taką taryfę i kto za to odpowiada.

Widzę więc, że i Ty uznajesz, ze taryfy są już tak pokrętne,
że w gazetach trzeba tłumaczyć, dlaczego jest tak a nie inaczej.
Zgadzam się, o tym też powinno się pisać.

| W Swarzędzu dopiero po opublikowaniu artykułu w prasie
| umorzono całą karę + 10 zł za odwołanie tylko za to,
| że gimnazjalista zapomniał legitymacji.
|
| Paranoja. Czy jak ja zapomnę biletu miesięcznego i pobiegnę do prasy z
| żalem, że wystawiono mi mandat, to anulują mi opłatę?! Niby z jakiej
| okazji?! _Ja_ zapomniałem biletu i _ja_ ponoszę za to odpowiedzialność.

Jeśli to bilet imienny, to mam prawo żądać anulowania tzw. "opłaty dodatkowej".
To chyba oczywiste?

| Skoro gimnazjalista zapomniał legitymacji, nawet niech będzie przez
| przypadek albo roztargnienie, to niech poniesie za to odpowiedzialność.

Każdy ma prawo zapomnieć dokumentów, biletów, pieniędzy i podobnych,
nie uważasz? Nie żyjemy w jakimś zamordystycznym i policyjnym
kraju, by ponosić za to odpowiedzialność!

| Jeszcze z innego newsa odpowiem, bo nie chcę zakładać zbyt wielu wątków.
|
| | Nie wierzę, żeby te przepisy były w jakikolwiek sposób utajniane przez

| to
| | wyłącznie na własne życzenie.
| Przecież to paranoja sprawdzać przepisy u każdego przewoźnika,
|
| Jak przyjedziesz z Kołobrzegu do np. Gdańska, to też skasujesz pierwszy
| bilet, jaki będziesz miał pod ręką? Czy najpierw upewnisz się, ile musisz
| zapłacić za przejazd i jaki bilet skasować?

Jak przyjadę do Gdańska, to kupię w pierwszym lepszym kiosku
przysługujący mi bilet ulgowy. I będę miał w dupie ile on kosztuje
i ilu procentową ma ulgę.

| które zazwyczaj są trudno dostępne, (bo wywieszane zazwyczaj w
| autobusach).
|
| Dlaczego zatem prasa nie zajmie się tym, że przepisy taryfowe są w
| autobusach, a brakuje ich na przystankach?

Mnie o to pytasz? Widocznie przewoźnicy o to nie zabiegają...

| | - W całym kraju ludzie w tym wieku jeżdżą
| | za darmo,
| | Ulga dla osób starszych nie jest ulgą ustawową, więc wyłącznie od
| przewoźnika
| | (Rady Miasta etc.) zależy, gdzie ona jest a gdzie jej nie ma.
| Niech będzie albo nie! A nie, ze w każdej dziurze jest inaczej!
|
| To przyjmij, że starsza osoba, jak każdy normalny pasażer, musi zapłacić za
| bilet. Na pewno żadna krzywda się nie stanie, jak skasuje bilet mimo, iż
| może jechać za darmo. Komunikacja nie jest aż tak droga...

Ale jak normalnie jeździ za darmo, to nie wpadnie na to, że gdzie
indziej musi zapłacić. I to ZWŁASZCZA osoba starsza.
Ostatnie Twoje zdanie zakończone trzykropkiem pozostawię baz komentarza.

| Oficjalna droga załatwienia sprawy polega na tym,

| i za tę łaskę poszkodowany dopłaci 10 zł.
| Dokładnie tak jest w transkontrolu.
|
| Transkontrol - jak się domyślam - nie jest przewoźnikiem, a jedynie świadczy
| usługi dla niego. Zatem można złożyć skargę na działania Transkontrolu u
| firmy zlecającej kontrole biletowe.
| Poza tym, opłata za anulowanie jest w każdym (?) mieście, zaś jeśli mandat
| został wystawiony niesłusznie (z winy kontrolera), to nawet tej się nie
| pobiera. Ale może akurat w tym przypadku jest inaczej, Kołobrzeg to dziwne
| miasto ;)

Problem w tym, że nigdy nie wiesz, czy anulują Ci "opłatę dodatkową",
nawet jak wiesz, że w 100-u % jesteś niewinny.
A tak w ogóle, to tu wiele rzeczy jest dziwne i dzięki, że się ze mną zgadzasz.

| Zatem kto ma dostęp do prasy to logicznym jest,
| że takie przypadki bezprawia są opisywane,
| bez niepotrzebnej straty czasu i pieniędzy,
| jak to bywa podczas "oficjalnej drogi załatwienia sprawy".
| I bardzo dobrze! Od tego jest prasa!
|
| Prasa goniąca za tanią sensacją to raczej prasa o dość niskim poziomie...

Zapewniam Cię, że poziom przeprowadzanych kontroli bywa
nieraz poza jakimkolwiek poziomem.
A prasa jest taka, jaką ludzie chcą czytywać.
Nie chcę się tu zagłębiać w kwestie socjologiczno-filozoficzne.

| Zresztą przeważnie tak jest, że jak sprawa jest nagłośniona,
| to dopiero wtedy można doczekać się sprawiedliwości.
|
| Niekoniecznie. W opisanym przez Ciebie przypadku gimnazjalisty, który
| zapomniał legitymacji, pokrzywdzeni zostali ci uczniowie, którzy w
| analogicznych okolicznościach musieli zapłacić mandat. Więc gdzie ta
| sprawiedliwość?

Ciekawie rozumujesz. Musisz zrozumieć, że jak ktoś zawalczy o sprawiedliwość
to i nieraz o sprawiedliwość dla ewentualnych przyszłych ofiar.
Często prawo jest formułowane na bazie precedensów...